środa, 22 marca 2017

Kozi ser nacierany winem

Wiosna idzie, kózki lada moment wznawiają produkcję mleka, trzeba więc zrobić remanent w dojrzewalni i pozjadać starsze sery. Ostatni kozi uchował się jak na moje kiepskie warunki dość długo, bo ponad 6 miesięcy. Sery kozie i tak są wyraziste, a przy długim leżakowaniu jeszcze bardziej zyskują na smaku i stają się bardziej pikantne. Ten okazał się naprawdę wyjątkowy. Skórkę nacierałam pracowicie czerwonym winem przez dwa tygodnie. Wino nadało serowi ciekawy kolor i smak, ciężko go nawet opisać i porównać z innym.

Często moi domownicy domagają się powtórki jakiegoś sera, a ja dwoję się i troję, aby temu sprostać, ale przyznam, że rzadko wychodzą mi sery takie same, ciężko mi jeszcze uzyskać powtarzalność mimo notatek, muszę się jeszcze wiele nauczyć... Z wiosennego koziego mleka spróbuję na pewno uwarzyć taki sam ser, ale czy rzeczywiście uda się taki sam? Ale też nie jest to aż takie duże zmartwienie, bo ser inny nie znaczy gorszy:-). Ten w każdym razie okazał się rarytasem wartym długiego oczekiwania. 






Kozi ser nacierany winem


10 l świeżego koziego mleka
1 g bakterii starterowych termofilnych
20 kropli naturalnej podpuszczki w płynie (1:18.000) rozcieńczonej w 50 ml chłodnej niechlorowanej wody
trochę czerwonego wina

Powoli podgrzać mleko do temperatury 32 st. C. Dodać bakterie termofilne, odczekać 5 minut, wymieszać, zostawić w temperaturze 32 st. C na 30 minut.

Dodać podpuszczkę, wymieszać, zostawić w stałej temperaturze 32 st. C na 40 minut.

Po 40 minutach sprawdzić, czy skrzep jest już gotowy. W tym celu zagłębić w skrzepie ostry nóż pod kątem ok. 40 stopni, powinna wytworzyć się wyraźna równa przerwa. Jeśli skrzep nie trzyma kształtu, poczekać jeszcze kilka minut. 

Pokroić skrzep ostrym nożem aż do dna garnka na małe kawałeczki wielkości ziarna ryżu - ustawiając nóż najpierw pionowo, a potem skośnie. Zostawić w spokoju na 5 minut pod przykryciem.

Powoli podgrzewać skrzep do temperatury 42 st. C, cały czas delikatnie mieszając. Powinno to zająć prawie godzinę. Po osiągnięciu temperatury 42 st. C zostawić skrzep w spokoju na 5 minut.

Przygotować formę wyłożoną chustą / tetrą. Przelać przez nią część serwatki z wierzchu, aby ogrzać formę. 

Przełożyć skrzep do formy, wygładzić ewentualne nierówności chusty. Przykryć i prasować pod naciskiem 2-3 kilogramów przez 60 minut. Wyjąć ser z formy i chusty, odwrócić, znowu zawinąć w chustę i prasować pod naciskiem 10 kg przez 12 godzin. 

Następnie włożyć ser do solanki. W tym celu rozpuścić 0,5 kg soli w 2 litrach gorącej wody, poczekać, aż ostygnie, schłodzić i włożyć ser. Wstawić do lodówki na 12 godzin, w tym czasie po 6 godzinach ser odwrócić.

Po wyjęciu z solanki zostawić w temperaturze pokojowej na 12 godzin albo nawet trochę więcej w celu obsuszenia - skórka powinna być sucha. W tym czasie raz lub dwa odwrócić go.

Następnie umieścić ser w dojrzewalni w temperaturze 12-14 st. C i wilgotności ok. 80%. Przez dwa tygodnie codziennie wyjmować ser i nacierać go starannie czerwonym winem. I odwracać. Potem zostawić w spokoju, jedynie odwracać co kilka dni. 

Niech dojrzewa, im dłużej, tym lepiej, a ser odwdzięczy się niesamowitym smakiem!





poniedziałek, 13 marca 2017

Chleb żytni z ziarnami. Marcowa Piekarnia

Stanęłabym nawet na głowie, żeby upiec chleb żytni w Marcowej Piekarni. Piekarnia Amber stała się dla mnie już dawno ważnym punktem w każdym miesiącu i kiedy ostatnio we wspólnym pieczeniu przeszkodził mi wyjazd, czułam wręcz niedosyt. Teraz upiekłam. 

Piekliśmy doskonały chleb żytni z ziarnami, zaproponowany przez Jacka. Nad chlebami żytnimi mogę się rozpływać w zachwytach bez końca. Wszyscy je w domu lubimy. Dla mnie im cięższy, bardziej razowy, tym lepszy. Tu mamy wariant pośredni, idealny jako chleb codzienny. Oczywiście to nie jest chleb "najszybszy", "błyskawiczny", "najprostszy" i może jeszcze "bez pieczenia". To chleb, któremu musimy poświęcić czas i uwagę. 




Chleb żytni z ziarnami

Zaczyn 

30 g zakwasu żytniego 100%
3 g soli
155 g mąki żytniej 1150 lub 1400 (można zastąpić: 105 g żytniej jasnej typ 720 + 50 g żytniej razowej typ 2000)
155 g wody

Dodanie soli ma tu na celu spowolnienie fermentacji zaczynu, aby uzyskać bogatszy aromat chleba.

Trzymamy 8-9 godzin w ciepłym miejscu (np. piekarnik o temperaturze 35 st. C), potem przenosimy do temperatury ok. 23 st. C, łączny czas fermentacji zaczynu 18-24 godziny.

Ziarna (zaparzamy przez 2-3 godziny, przed robieniem ciasta)

25 g słonecznika
25 g sezamu
25 g siemienia lnianego
150 g wody (wrzątek)

Ziarna zalać wrzącą wodą, przykryć, zostawić na 2-3 godziny.

Ciasto właściwe 

zaczyn (cały)
ziarna
250 g mąki żytniej 1150 lub 1400 (można zastąpić: 170 g żytniej jasnej typ 720 + 80 g żytniej razowej typ 2000)
50 g mąki jasnej pszennej (lub jak u mnie orkiszowej jasnej)
40 g wody
24 g melasy (dodałam miód gryczany)
5 g soli
ewent. 5 g drożdży - ja nie dodaję drożdży do chlebów na zakwasie
+ ziarna do posypania foremki i chleba

Wszystkie składniki wymieszać, zostawić na 45 minut pod przykryciem.

Foremkę posmarować olejem, obsypać ziarnami, przełożyć ciasto, wyrównać, posypać ziarnami, zostawić do wyrastania w temperaturze ok. 30 st. C. Jeśli dodajemy drożdże, chleb będzie wyrastał 45-90 minut, jeśli pieczemy na samym zakwasie, to cierpliwie czekamy - u mnie trwało to ok. 3 godziny.

Pieczenie : 10 minut 250 st. C z parą, 45 minut 200 st. C, po upieczeniu spryskać wodą i zostawić jeszcze na 3 minuty w piekarniku.





Chleb żytni z ziarnami na blogach:


Akacjowy blog – klik!
Am. art kolor i smak – kilk!
Bochen chleba – klik!
Grahamka, weka, kajzerka… – klik!
Kuchnia Gucia – klik!
Kuchennymi drzwiami – klik!
Ogrody Babilonu – klik!
Przepisy na domowy ser i chleb – klik!
Stare gary – klik!
Sto kolorów kuchni – klik!
W mojej kuchni – klik!
Weekendy w domu i ogrodzie – klik!
W poszukiwaniu slow life – klik!
Zacisze kuchenne – klik!

czwartek, 9 marca 2017

Domowa czekolada z orzechami włoskimi, malinami, kokosem...

O domowej czekoladzie nie mogę przestać pisać. Napisałam już dużo, ale ponieważ ciągle próbuję nowych smaków, to co chwila znajduję coś, co warto uwiecznić. Taka jest właśnie czekolada poniżej. Robiliśmy ją w tej wersji już trzykrotnie. To czekolada dla wielbicieli różnorodnych smaków. Lekko kwaskowata suszona malina, lekko słodki kokos i wytrawny orzech włoski. Na pewno nie dla wielbicieli mdłosłodkich masowych wyrobów czekoladowych. Mało słodka. Z wyraźną goryczką ziarna kakaowego. Pełna smaku czekolady. Nieco wytrawna. 

Początkującym proponuję przeczytanie mojego pierwszego czekoladowego wpisu, tam opisane jest wszystko dokładniej, a wiele ciekawych pomysłów znajduje się w komentarzach. 

Myślałam też nad dodaniem do czekolady tłuszczu kakaowego, bo bardzo poprawia on konsystencję, czekolada staje się bardziej jednorodna i aksamitna. Ale nie zdecydowałam się, choć dodawany jest on powszechnie do czekolad. Przecież w ziarnie kakaowym jest naturalna zawartość tłuszczu kakaowego i to aż 50%! Zdecydowałam, że wystarczy. To nic, że moja czekolada nie wygląda tak idealnie, ale za to jest idealna.




Czekolada z orzechami włoskimi, malinami i kokosem


760 g prażonych ziaren kakaowca*
350 g nierafinowanego cukru trzcinowego
200 g wiórków kokosowych
suszone maliny**, orzechy włoskie - ile lubimy i ile się zmieści:-)

*Aby uzyskać taką ilość, potrzebowałam 1 kg surowych ziaren, po uprażeniu i wyłuskaniu ziarna straciły wagowo mniej-więcej 25%. Za każdym razem ilość ta nieznacznie waha się.
**Polecam w sezonie samodzielne suszenie malin. W suszarce do grzybów i owoców jest to zupełnie bezproblemowa czynność, a maliny pięknie zachowują swój kształt i wszystkie walory.

Ziarna wraz z wiórkami i cukrem zmielić 5-6 razy w młynku żarnowym (śrutownik), podobno udaje się też w thermomixie, ale nie mam thermomixa i nie sprawdzałam. Po kilkakrotnym zmieleniu masa osiągnie półpłynną konsystencję, stanie się bardziej jednolita i płynna. 

Wstawić masę do kąpieli wodnej i i delikatnie podgrzewać, mieszając. Czekolada stanie się bardziej jednolita i płynna.

Po podgrzaniu warto czekoladę nieco schłodzić, tak jak pisałam wcześniej, np. na granitowym blacie. Ja etap chłodzenia pomijam, choć nie do końca***. 

Płynną czekoladę wylewać do foremek (można na talerze wyłożone folią aluminiową), ładnie i w miarę równo rozprowadzić, delikatnie wcisnąć maliny i orzechy. Poczekać, aż czekolada stężeje. 

***Po przelaniu do foremek, zostawiam czekoladę w chłodnym miejscu, zachowując w ten sposób w formie szczątkowej etap chłodzenia.

I oczywiście życzę smacznego:-).