poniedziałek, 29 lutego 2016

Amerykański ser Dry Jack z kminkiem

Kminek komponuje się z serem bardzo smakowicie. Moje dziewczyny zawsze jednak kręciły nosem na takie moje pomysły, więc dodałam go jedynie dwa czy trzy razy. Tym razem jednak nikt nie narzekał, ale nawet nie wiem dlaczego. Może z czasem moje córki polubiły kminek? Albo ten ser okazał się taki dobry, że nawet z kminkiem smakował? Pewnie jedno i drugie:-). 

Ten amerykański ser już raz prezentowałam na blogu i to w bardzo smacznej wersji z kawowo-kakaową skórką. Tym razem skórka naturalna, ale za to wnętrze wzbogacone o kminek.






Amerykański ser Dry Jack z kminkiem

na podstawie książki Mary Karlin "Artisan Cheese Making at Home"

7,5 l świeżego lub pasteryzowanego mleka
szczypta bakterii starterowych mezofilnych
1/2 łyżeczki naturalnej podpuszczki w płynie rozcieńczonej w 50 ml zimnej wody
1/2 łyżeczki chlorku wapnia rozpuszczonego w 50 ml zimnej wody (ja pomijam, zalecany przy mleku pasteryzowanym)
2 łyżki soli

1 łyżka ziaren kminku

Kminek zalać wodą tak, aby ziarna były przykryte. Gotować przez 15 minut. Odcedzić. Wystudzoną wodę dolać do mleka.

Mleko podgrzać powoli do temperatury 30 st. C. Dodać bakterie starterowe mezofilne, wymieszać. Dodać chlorek wapnia (jeśli dodajemy), wymieszać. Zostawić pod przykryciem na godzinę w stałej temperaturze 30 st. C. Dodać podpuszczkę rozpuszczoną w 50 ml wody, wymieszać. Zostawić na 30-45 minut, utrzymując temperaturę 30 st. C. 

Po 30 minutach sprawdzić, czy skrzep jest już gotowy. W tym celu zagłębić w skrzepie ostry nóż pod kątem ok. 30 st., powinna wytworzyć się wyraźna równa przerwa. Jeśli skrzep nie trzyma kształtu, poczekać jeszcze kilka minut, ewentualnie kolejne kilka minut. 

Pokroić skrzep w kostki o boku 2 cm, ustawiając nóż najpierw pionowo, a potem skośnie. Ja używam harfy serowarskiej. Zostawić na 5 minut.

Przez następne 40-45 minut podgrzewać powoli skrzep, aby osiągnąć temperaturę 38-39 st. C, ciągle mieszając, aby ziarna serowe się nie sklejały. Utrzymać tę temperaturę przez kolejne 30 minut, nie trzeba wtedy mieszać, a ziarna powinny osiąść na dnie.

Odlać serwatkę do poziomu ziaren i, wciąż utrzymując temperaturę 38-39 st. C, mieszać skrzep przez 15-20 minut, aż ziarna zaczną się sklejać. Następnie przełożyć skrzep do formy serowarskiej wyłożonej chustą/tetrą, wymieszać z 1 łyżką  soli i z kminkiem, związać rogi chusty, ścisnąć, aby więcej serwatki wypłynęło i zostawić do odcieknięcia. 

Następnie prasować pod ciśnieniem 10 kg przez 6-8 godzin w temperaturze pokojowej (optymalna temperatura to 24-29 st. C). Jeśli prasujemy krócej, ser będzie wilgotniejszy, jeśli dłużej - bardziej suchy.

Po tym czasie ser wyjąć z formy, odwinąć z chusty, natrzeć 1 łyżką soli i zostawić na kilka godzin godzin  na drewnianej desce w temperaturze pokojowej, aby ser dobrze się wysuszył. 

Następnie przygotować nasycony roztwór soli: 0,5 kg soli rozpuścić w 2 litrach gorącej wody, wystudzić, schłodzić do 10 st. C i zanurzyć ser na 8 godzin. W  tym czasie raz odwrócić ser w solance. Ponieważ solimy tu ser dwukrotnie, ja zostawiłam go w solance tylko na 4 godziny. Ale można i na 8 tak jak w przepisie, raz tak zrobiłam i też było całkiem dobrze.

Wyjąć ser z solanki, osuszyć (najlepiej w tym celu sprawdzają mi się papierowe ręczniki) i pozostawić na 24 godziny w temperaturze pokojowej do wyschnięcia powierzchni. W międzyczasie raz odwrócić. 

Zostawić do dojrzewania na co najmniej 2 miesiące w temperaturze 10-13 st. C i wilgotności 75-85%. Przez pierwszy tydzień odwracać codziennie, potem 2 razy w tygodniu. 

Mój Dry Jack nie dojrzewał zbyt długo - jedynie 2,5 miesiąca, ale mimo to był bardzo dobry, a dzięki kminkowi nabrał wyrazistości i ciekawego smaku. Najbardziej smakował nam na grzankach. Pyszne są też takie sery na pizzy, ale ten ser nie zdążył doczekać, aż tę pizzę w końcu zrobię:-).

Chciałam pokazać chociaż jedno zdjęcie całego sera, a zrobienie takiego zdjęcia było możliwe jedynie wieczorem, kiedy to rozkrajałam ser i w sztucznym oświetleniu nie wygląda to najlepiej.


czwartek, 25 lutego 2016

Czekoladki serowe albo serki czekoladowe...

Te "czekoladki" przygotowałam na Walentynki. Nie zdążyłam o nich w porę napisać, ale każda pora jest dla nich dobra, nie tylko Walentynki. To, że ser i czekolada stanowią bardzo zgrany duet, już wiem, bo zrobiłam już parę serów z czekoladą: ser czekolada z chilli, czekoladowy ser żółty, asiago z kakaowo-miodową skórką, Dry-Jack z kakaowo-kawową skórką. Teraz proponuję małe przekąski - "czekoladki". Można je zrobić z dowolnego żółtego sera, który nam pasuje. U nas znikły w mgnieniu oka. Są bardzo proste i szybkie do przygotowania, nawet dzieci dadzą sobie z nimi radę:-).

Pomysł zaczerpnęłam z amerykańskiego bloga, przy okazji którego chciałabym wspomnieć o jeszcze jednym drobiazgu. Drobiazg bo drobiazg, ale dla mnie ma znaczenie szczególne: otóż tenże blog (prowadzony przez autorów strony Cheesemaking.com) zamieścił przepis na mój ser czekoladowy, oto i on w wersji angielskiej w moim tłumaczeniu:
Chocolate Cheese.

A poniżej moje "czekoladki":




Czekoladki serowe albo serki czekoladowe

pomysł stąd

czekolada gorzka (lub mleczna jak kto woli)
ewentualnie odrobina mleka
ser (oczywiście domowy!)

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Ja na jedną tabliczkę czekolady dodałam jedną łyżkę mleka, aby czekolada stała się nieco rzadsza i delikatniejsza, a i tak potem ładnie zastygnie. 

Ser pokroić w kostki - wcale nie muszą być idealnie równe. 

Rozłożyć papier do pieczenia. Kostki sera moczyć do połowy w czekoladzie. Ewentualnie druga wersja: polewać je nieregularnie cienkim strumieniem czekolady w "esy-floresy". Można też całą kostkę sera zamoczyć w czekoladzie, ale dla mnie to już byłoby za dużo:-). 

Schłodzić w lodówce i podobno najlepiej smakują prosto z lodówki, ale nie zdążyłam ich w ogóle schłodzić, zostały zjedzone błyskawicznie. A ja miałam wątpliwości, czy takie połączenie będzie moim dziewczynom pasować...


 

wtorek, 23 lutego 2016

Chleb orkiszowo-żytni z siemieniem lnianym

Chleb podobny do poprzedniego. Nie ma takiej rozmaitości ziaren, jedynie siemię lniane, ale generalnie robi się go podobnie i używa się podobnych mąk. Z innego przepisu: poprzedni według receptury D. Leadera, ten według J. Hamelmana. A różnią się przede wszystkim ilością dodanego zakwasu (już jako zaczynu): w poprzednim przepisie dodajemy 50 g zaczynu (ja i tak dodałam 150 g), a tu 660 g, pozostałe mąki w podobnych proporcjach. I tak jak poprzednio, a właściwie tak jak zawsze, mąkę pszenną zamieniłam na orkiszową. Podobne, ale różne przepisy, pokazujące, że do dobrego efektu można dojść na różne sposoby. Nawet "na oko".

Ja właśnie najbardziej lubię piec "na oko" i w większości moje chleby powstają dość spontanicznie: zaczyn, mąka (różne mąki), woda, sól, ewentualnie różne dodatki, wszystko w proporcjach takich, aby dojść do konsystencji w miarę zwartej - pozwalającej uformować bochenek bądź w miarę luźnej - gdy chleb wędruje do formy. Ale lubię też uważnie śledzić receptury. I tym razem upiekłam chleb z precyzyjnego przepisu. Bardzo dobry chleb.



Chleb orkiszowo-żytni z siemieniem lnianym 

z książki J. Hamelmana "Chleb"

Zaczyn:
17 g zakwasu
360 g mąki żytniej chlebowej (ja dodałam razowej)
290 g wody
Składniki wymieszać i zostawić pod przykryciem na 14-16 godzin w temperaturze 21 st. C.

Namoczone ziarno:
90 g siemienia lnianego
270 g wody
Siemię lniane zalać wodą o temperaturze pokojowej, przykryć folią i zostawić na 14-16 godzin (tyle co zaczyn).

Ciasto właściwe:
660 g zaczynu
360 g mąki orkiszowej jasnej typ 700 (w przepisie mąka pszenna chlebowa)
180 g mąki żytniej jasnej typ 720
ok. 110 g wody
17 g soli
namoczone siemię lniane
opcjonalnie: 5 g suchych drożdży (ja nie dodaję)

Wszystkie składniki wyrabiać robotem przez kilka minut na średnich obrotach. Przykryć ciasto folią i zostawić w cieple (temperatura 27 st. C) na 45 minut do wstępnej fermentacji.

Uformować bochenki, przełożyć je do koszyków do wyrastania i zostawić do wyrośnięcia - teoretycznie 50-60 minut w temperaturze 27 st. C, moje natomiast rosły prawie 3 godziny w temperaturze pokojowej (bo bez drożdży i w niższej temperaturze).

Piec przez ok. 45 minut w piekarniku nagrzanym najpierw do 240 st. C, po 15 minutach obniżyć do 230 st. C. Ja piekłam w sumie niecałe 40 minut, to zależy od piekarnika. 






sobota, 20 lutego 2016

Ser Wensleydale

Ser Wensleydale może występować w wersji białej i w wersji pleśniowej - przetykany żyłkami niebieskiej pleśni. Mój jest biały, ale pewnie przymierzę się i do wersji pleśniowej. 

Historia sera Wensleydale sięga średniowiecza, kiedy to w XI wieku cystersi przybyli z Francji do Angliii i osiedlili się w dolinie Wensleydale. Przywieźli ze sobą przepis na ser z mleka owczego i początkowo taki ser warzono. Z czasem mleko owcze zaczęto zastępować krowim (choć nadal wyrabia się również owczy Wensleydale), a warzeniem sera zajęli się lokalni farmerzy...

W wersji białej ser powinien mieć aromat i posmak dzikiego miodu, miękkie i kruche wnętrze. Rzeczywiście, konsystencja wyszła mi dokładnie taka jak powinna, jedynie nie doszukałam się tego miodowego posmaku, ale może po prostu nie mam tak wyrafinowanego podniebienia... Niezależnie od wszystkiego, ser jest wart popełnienia:-).

U mnie w wersji niespełna 3-miesięcznej.



Ser Wensleydale

z książki "200 Easy Homemade Cheese Recipes" D. Amrein-Boyes

16 l świeżego pełnotłustego mleka
1/2 łyżeczki bakterii mezofilnych
3/4 łyżeczki podpuszczki naturalnej w płynie rozcieńczonej w 50 ml niechlorowanej wody
opcjonalnie: 3/4 łyżeczki chlorku wapnia rozpuszczonego w 50 ml zimnej wody (zalecany przy mleku pasteryzowanym, ja zawsze pomijam chlorek wapnia)
3 łyżki soli


Mleko podgrzać do temperatury 30 st. C, dodać bakterie mezofilne, odczekać 5 minut, wymieszać. Odstawić na półtorej godziny, utrzymując temperaturę 30 st. C. 

Dodać chlorek wapnia (jeśli dodajemy), wymieszać. Dodać podpuszczkę i wymieszać. Zostawić na 40 minut w temperaturze 30 st. C. 

Po 40 minutach sprawdzić, czy skrzep jest już gotowy. W tym celu zagłębić w skrzepie ostry nóż pod kątem ok. 30 st., powinna wytworzyć się wyraźna równa przerwa. Jeśli skrzep nie trzyma kształtu, poczekać jeszcze kilka minut. 

Następnie pokroić skrzep w kosteczki o boku 0,9 cm (ok. 1 cm będzie dobrze:-)), ustawiając nóż najpierw pionowo, a potem skośnie. Najlepiej użyć harfy serowarskiej, ale nóż też jest ok. Zostawić na 10 minut.

Powoli podgrzewać skrzep do temperatury 35 st. C. Powinno to zająć 35-40 minut. Bardzo często mieszać.

Zawartość garnka przelać na duży (bardzo duży) durszlak wyłożony chustą / tetrą. Po chwili skrzep przełożyć z powrotem do garnka. Poczekać chwilę, aż utworzy się zwarty kawałek. Pokroić na 4 części, każdą odwrócić. Przez kolejne 40 minut odwracać kawałki skrzepu co 10 minut. Skrzep cały czas powinien być przykryty, aby utrzymać ciepło. 

Skrzep wyłożyć na dużą deskę do krojenia i pokroić w kawałki wielkości ok. 1,5 cm na 5 cm. Przełożyć do miski, posypać solą, wymieszać.

Następnie przełożyć do formy wyłożonej chustą serowarską / tetrą, w czasie przekładania porządnie ugniatać. Prasować przez pół godziny pod ciężarem ok. 10 kg. Następnie odwrócić w chuście i prasować pod ciężarem 25 kg przez 10 godzin.

Zostawić w temperaturze pokojowej na 1-2 dni do obsuszenia. W czasie obsuszania odwrócić.  

Ser ten można pokryć parafiną: W tym celu ser schłodzić w lodówce, aby parafina lepiej do niego przylegała. Parafinę rozpuścić w kąpieli wodnej (uwaga: opary są łatwopalne!). Ser przetrzeć ściereczką zwilżoną octem (aby nie pojawiła się pleśń na serze). Nanieść parafinę pędzlem o włosiu naturalnym albo zanurzyć cały bok sera w parafinie, a potem drugi bok. Następnie nanieść drugą warstwę parafiny. Parafina szybko wysycha, więc po parafinowaniu obu stron sera, można od razu wrócić do pierwszej strony, gdyż będzie ona już sucha.

Następnie ser umieścić  w dojrzewalni w temperaturze 10-12 st. C. Odwracać dwa razy w tygodniu. Mój niespełna 3-miesięczny Wensleydale był delikatny, kruchy i bardzo, bardzo dobry.





czwartek, 18 lutego 2016

Niemiecki chleb orkiszowo-żytni z ziarnami

Dziś przepis na bardzo dobry i nietrudny chleb (oczywiście na zakwasie) z dużą ilością ziaren. Podobne chleby, tyle że bardziej razowe, robię zwykle "na oko", a tu miałam możliwość uporządkowania proporcji i pokazania chleba, który z powodzeniem może stać się chlebem codziennym. Trzeba jedynie pamiętać wcześniej o dokarmieniu zakwasu (u mnie to i tak codzienna rutyna) i o namoczeniu ziaren.

Ponieważ nie dodaję drożdży do chlebów na zakwasie, zwiększyłam ilość dodanego zakwasu, aby chleb miał więcej siły do rośnięcia. Poza tym lubię ten lekko kwaskowaty posmak chleba. Mąkę pszenną zamieniłam na orkiszową. Upiekłam z potrójnej porcji trzy całkiem spore bochny, ale poniżej proporcje z oryginalnego przepisu - podobno na 2 bochenki o wadze ok. 500 g.



Niemiecki chleb orkiszowo-żytni z ziarnami

z książki D. Leadera "Local Breads" z moimi zmianami jw.

Zaczyn:
30 g zakwasu
50 g mąki żytniej razowej
60 g wody

Składniki wymieszać i zostawić pod przykryciem na 12 godzin w temperaturze pokojowej.

Namoczone ziarna:
28 g sezamu
28 g siemienia lnianego
28 g słonecznika
175 g wody

Ziarna zalać wodą o temperaturze pokojowej, zostawić na 12 godzin.

Ciasto właściwe:
140 g zaczynu
300 g mąki orkiszowej jasnej typ 700
200 g mąki żytniej jasnej typ 720
ok. 150 g wody
10 g soli
namoczone ziarna
opcjonalnie: 5 g suchych drożdży (zawsze pomijam dodatek drożdży w przepisach, wierzę w moc zakwasu)

Wymieszać wodę z drożdżami (jeśli dodajemy), dodać namoczone ziarna, obie mąki, sól, wymieszać. Dodać zaczyn, wymieszać. Wyrabiać robotem przez 8 minut na średnich obrotach. Przykryć ciasto folią i zostawić na 10 minut. Następnie ponownie wyrabiać robotem kilka minut, aż ciasto stanie się gładkie i elastyczne.

Przełożyć do miski (posmarowanej oliwą), przykryć i zostawić do podwojenia objętości (ok. 2-2,5 godziny - u mnie ponad 3).

Uformować bochenki, przełożyć je do koszyków do wyrastania i zostawić do wyrośnięcia - moje rosły nieco ponad 2 godziny.

Piec przez 35-45 minut w piekarniku nagrzanym do 200 st. C. Skórka powinna porządnie zbrązowieć.

Chleb jest bardzo smaczny i (podobno) długo zachowuje świeżość.




środa, 10 lutego 2016

Ser Gouda z czosnkiem niedźwiedzim

Ser gouda lubi dodatki, gdyż jest z założenia serem dość łagodnym. Ale przez to, że jest serem łagodnym, to można stworzyć goudę pikantną. Pamiętacie przepis na goudę absolutnie NIE-łagodną - z dodatkiem papryczki piri-piri? Albo wyrazistą z czarnuszką? Zresztą, jak dla mnie, wszystkie sery lubią dodatki. Wyglądają wtedy znacznie ciekawiej i sami możemy eksperymentować ze smakiem. Tym razem nie jest to może zbyt skomplikowany eksperyment, ale postanowiłam ten ser zaprezentować, gdyż czosnek niedźwiedzi pasuje tu idealnie i jest to z pewnością ser wart powtórzenia.

Bazowałam na przepisie na goudę z ostrą papryczką.




Gouda z czosnkiem niedźwiedzim

15 l świeżego mleka
1/2 łyżeczki bakterii mezofilnych
30 kropli naturalnej podpuszczki w płynie rozpuszczonej w 50 ml zimnej wody
2-3 czubate łyżki suszonego czosnku niedźwiedziego

Podgrzać mleko do temperatury 32 st. C. Dodać bakterie mezofilne, wymieszać, zostawić pod przykryciem na 10 minut.

Dodać podpuszczkę, dokładnie wymieszać, zostawić w stałej temperaturze 32 st. C na godzinę.  

Pokroić skrzep ostrym nożem aż do dna garnka (najlepiej użyć harfy serowarskiej) na kosteczki o boku 1 cm - ustawiając nóż najpierw pionowo, a potem skośnie. Mieszać skrzep przez 10 minut, a następnie zostawić w spokoju na 10 minut pod przykryciem.

Odlać z wierzchu 1/3 serwatki i stopniowo uzupełnić płyn w garnku gorącą wodą o temperaturze 80 st. C. Wody wlać tyle, aby skrzep podgrzał się do temperatury 33-34 st. C. Zostawić na 10 minut.

Odlać serwatkę do poziomu ziaren. Dolać tyle gorącej wody (80 st. C), aby temperatura skrzepu podniosła się do 38 st. C. Mieszać. Utrzymać tę temperaturę przez 45 minut: przez pierwsze 15 minut mieszając co chwilę, a przez kolejne 30 minut pozostawiając w spokoju.

Odlać jak najwięcej serwatki, dodać czosnek niedźwiedzi, szybko wymieszać, aby nie wychładzać skrzepu. Przełożyć do formy wyłożonej chustą / tetrą.

Prasować pod naciskiem 10 kg przez 20 minut. Wyjąć ser z formy i chusty, po czym zawinąć w nową chustę i ponownie prasować pod naciskiem 20 kg przez kolejne 20 minut. Ponownie zmienić chustę i odwrócić ser, po czym prasować go przez 14-18 godzin pod naciskiem ok. 30 kg. 

Następnie włożyć ser do solanki - roztwór soli powinien być nasycony. W tym celu rozpuścić 0,5 kg soli w 2 litrach gorącej wody, poczekać, aż ostygnie i włożyć ser. Przykryć, włożyć do lodówki na 12 godzin, w międzyczasie odwracać co godzinę.

Po wyjęciu z solanki osuszyć ser papierowymi ręcznikami i zostawić w temperaturze ok. 14 st. C na 2 tygodnie, aby dobrze się wysuszył.

Po 2 tygodniach można pokryć ser parafiną. Ja przestałam parafinować sery już jakiś czas temu, wolę zdecydowanie naturalną skórkę, ewentualnie "tworzę" skórkę, dodając np. oliwę, miód, kakao czy inne przyprawy. 

Aby pokryć ser parafiną, należy najpierw schłodzić go, aby parafina lepiej do niego przylegała. Parafinę rozpuścić w kąpieli wodnej (uwaga: opary są łatwopalne!). Ser przetrzeć ściereczką zwilżoną octem (aby nie pojawiła się pleśń na serze). Nanieść parafinę pędzlem o włosiu naturalnym albo zanurzyć cały bok sera w parafinie, a potem drugi bok. Następnie nanieść drugą warstwę parafiny. Parafina szybko wysycha, więc po parafinowaniu obu stron sera, można od razu wrócić do pierwszej strony, gdyż będzie ona już sucha. 

Umieścić ser w dojrzewalni najlepiej na co najmniej pół roku, ale można go już jeść po 3 miesiącach. Ta gouda dojrzewała jedynie 2,5 miesiąca, więc była bardzo młoda, ale i tak smaku jej nie brakowało.



Zima w Beskidach i wiosna w ogródku

Nasz tygodniowy pobyt w górach nabrał wręcz czarodziejskiego wymiaru ze względu na pogodę. Wszędzie wiosna, a my w samym środku zimy. Wszędzie biało, wręcz bajkowo. Pełno śniegu, narty, sanki, rzucanie śnieżkami, lepienie bałwana... Przeżyliśmy nawet mrożącą krew w żyłach "strasznie fajną" przygodę, kiedy to nasz ciężki samochód zamiast jechać do góry, zaczął zsuwać się po śliskiej, zaśnieżonej i oblodzonej drodze w dół... No cóż, takie uroki zimy. Chociaż od soboty (wtedy wróciliśmy) to pewnie i w górach już bliżej do wiosny.


 

Wyjechaliśmy z gór i śnieg zniknął. Słońce, kilka stopni na plusie, prawie wiosna. 

Ledwo wróciliśmy do domu, a tu w ogródku czekają na nas przebiśniegi. Spod ziemi wyłaniają się zielone łodyżki pozostałych wiosennych kwiatów. Czy to już wiosna??? Chyba tak.


poniedziałek, 8 lutego 2016

Chleb na piwie z dodatkiem cebuli. Lutowa Piekarnia

Lutowa Piekarnia Amber zastała mnie w górach. Z internetu z premedytacją nie korzystałam i kiedy wróciłam w sobotę po południu, zobaczyłam, że to już pora na wspólne pieczenie! Zakwas przesiedział tydzień w lodówce, co zdarza mu się tylko przy okazji moich wyjazdów, jako że piekę chleb zwykle co drugi dzień i na bieżąco zakwas dokarmiam (jest jak moje piąte dziecko:-)). 

Co tam pranie, rozpakowywanie i inne takie, chleb musi być! Udało się, upiekłam, jest poniedziałek po południu i już widzę, że zdążę opublikować wpis o 20.00:-).

A sam chleb bardzo nam smakuje, choć dziewczyny twierdziły, że z piwem chleba jeść nie będą. Podejście w sumie prawidłowe, musiałam im szczegółowo tłumaczyć, że alkoholu tam już nie ma, smaku piwa zresztą też. Chleb jest bezproblemowy, w miarę prosty jak na chleby na zakwasie i przepyszny. Cebulka dodaje mu aromatu i smaku. W ogóle żytnie chleby są jak dla mnie niedoścignione. Najlepsze. I ten właśnie taki jest.

Przepis pochodzi z książki Piotra Kucharskiego "Chleb. Domowa piekarnia", a wybrała go dla nas Beata.


Chleb na piwie z dodatkiem cebuli 

 z książki Piotra Kucharskiego "Chleb. Domowa piekarnia"

(składniki na 2 bochenki)

Zaczyn:

200 g mąki żytniej razowej typ 2000
180 g wody
60 g zakwasu

W misce wymieszać wszystkie składniki, przykryć folią i pozostawić w temperaturze pokojowej na noc (8–12 godzin). Zaczyn jest gotowy, gdy da się wyczuć lekko kwaśny zapach, a ciasto po rozsunięciu ma gąbczastą strukturę i jest napowietrzone.


Ciasto właściwe:

800 g mąki żytniej typ 720
650 ml piwa pszenicznego
350 g zaczynu
2 cebule + olej do smażenia
20 g soli

Cebulę pokroić w dużą kostkę, poddusić na oleju, aż zmięknie i nabierze złotego koloru, wystudzić.

Do dużej miski odważyć 350 g zaczynu. Dodać mąkę, cebulę, sól, piwo. Wymieszać, przykryć folią i odstawić do pierwszego wyrastania, w temperaturze pokojowej, na 8–12 godzin.

Po tym czasie wyrośnięte ciasto podzielić na dwie części i przełożyć do dwóch foremek – keksówek, wysmarowanych masłem (20 x 11cm). Ja dodatkowo wysypałam je makiem. Delikatnie wyrównać powierzchnię ciasta mokrą ręką, przykryć foremki ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia na 3 – 4 godziny.

Piekarnik rozgrzać do 220 st. C. Wyrośnięte chlebki ponacinać (ja nie nacinałam), wstawić do gorącego piekarnika. Piekarnik zaparować przy pomocy spryskiwacza.

Piec ok. 45 – 50 minut. Upieczone chleby wyjąć z foremek i pozostawić do wystudzenia na kratce.



Lutowy chleb na blogach:

Apetyt na smaka
Bochen chleba
Codziennik kuchenny
Dom z mozaikami
Gotuj zdrowo! Guten Apetit!
Konwalie w kuchni
Kuchennymi drzwiami
Kuchnia Gucia
Kulinarne przygody Gatity
Leśny Zakątek
Moje male czarowanie
nie-ład mAlutki
Notatki kulinarne
Ogrody Babilonu
Para w kuchni
Polska zupa
Smakowity chleb
Stare gary
W poszukiwaniu SlowLife
Zacisze kuchenne