piątek, 28 lutego 2014

Chleb orkiszowo-owsiany

... składany wielokrotnie. Odkąd upiekłam czekoladowy chleb, wiedziałam, że polubię składanie ciasta choć wcześniej tak się przed tym broniłam. Nie lubię wyrabiać ręcznie ciast, ale przekonałam się do tego, kiedy zobaczyłam, jakie niesamowite efekty przynosi. I gdy tylko zobaczyłam ten chleb, też od razu chciałam taki upiec - to chleb jęczmienno-orkiszowy. Ale nie miałam mąki jęczmiennej, zastąpiłam ją mąką owsianą, i dodałam żytnią chlebową, więc wyszło w sumie zupełnie co innego, jednak dla mnie najważniejszy był proces przygotowania ciasta i tu trzymałam się ściśle oryginału. Tak jeszcze nie wyrabiałam ciasta chlebowego. Nie wyszedł mi może ten mój chleb aż taki "dziurawy" jak oryginał, ale i tak prezentuje się o wiele lepiej niż moje bochenki bez składania.

Chleb orkiszowo-owsiany

Zaczyn:

20 g aktywnego zakwasu żytniego
220 g wody
220 g mąki żytniej razowej typ 2000 (w oryginale zaczyn pszenny)
Składniki wymieszać, zostawić na 14-16 godzin, aby zaczyn dojrzał.

Gotowe ciasto (proporcje na 1 wielki bochenek):

cały zaczyn (jak powyżej)
150 g mąki owsianej razowej (w oryginale jęczmienna razowa)
200 g mąki orkiszowej razowej typ 2000
350 g mąki orkiszowej chlebowej typ 700
300 g mąki żytniej chlebowej typ 720 (w oryginale nie ma żytniej)
650 g wody (plus 150 g - do dodania potem)
1 łyżka soli

Wszystkie składniki (z wyjątkiem 150 g wody i soli) dokładnie wymieszać i wyrabiać 8-10 minut. Zostawić na godzinę w ciepłym miejscu pod przykryciem.

Dodać sól i 150 g wody i ponownie wyrabiać ok. 10 minut (jeśli robotem, można zwiększyć prędkość obrotów).

Zostawić ciasto pod przykryciem na kilka godzin, w międzyczasie kilkakrotnie rozciągać i składać.

Uformować bochenek, pozostawić do wyrośnięcia na 1-2 godziny. Piekarnik rozgrzać do 250 st. C, naparować (ja spryskuję wodą, ale można też na dole postawić foremkę z wodą), wsunąć chleb i piec w 250 st. C przez pierwsze 20 minut, po czym zmniejszyć temperaturę do 210 st. C i dopiekać jeszcze ok. pół godziny.




Chleb orkiszowy z sokiem jabłkowym

To wszystko przez te soki, o których już pisałam tu. Znowu zamówiłam i znowu mam kolorowe i zdrowe świeżo tłoczone soki. Uwielbiamy je i wcale się nam nie nudzą, ale pomyślałam, że można by je również dodawać do chleba. I na początek poszedł jabłkowy kwaśny, który zresztą wcale nie jest kwaśny i pijemy go wszyscy jako jeden z ulubionych. A oto rezultat i oczywiście przepis:

Chleb orkiszowy z sokiem jabłkowym

Zaczyn:

20 g aktywnego zakwasu żytniego
200 g wody
200 g mąki żytniej razowej typ 2000
Składniki wymieszać, zostawić na 14-16 godzin, aby zaczyn dojrzał.

Gotowe ciasto (proporcje na 1 bochenek):

cały zaczyn (jak powyżej)
300 g mąki orkiszowej chlebowej typ 700
100 g mąki orkiszowej razowej typ 2000
300 g soku jabłkowego
2 łyżki melasy trzcinowej
1/2 łyżeczki słodu jęczmiennego
10 g soli

Wszystkie składniki wymieszać i wyrabiać kilka minut. 

Odstawić pod przykryciem na 10 minut, po czym wyrabiać ciasto (korzystałam z metody zastosowanej przy chlebie czekoladowym, a oryginał super instrukcji tu): naciągać z brzegu i składać do środka. Obracając co chwilę miskę, powtórzyć tę czynność 8 razy.

Ponownie zostawić na 10 minut. Wyrobić jak powyżej. Jeszcze raz zostawić na 10 minut i jeszcze raz wyrobić.

Zostawić do wyrośnięcia na godzinę - ciasto powinno podwoić swoją objętość.

Następnie uderzyć w nie pięścią w celu odgazowania, uformować bochenek i zostawić do wyrośnięcia na 3-6 godzin - ciasto powinno ponownie podwoić swoją objętość.

Piekarnik rozgrzać do 250 st. C. Chleb przełożyć na rozgrzaną blachę / kamień do pieczenia, wnętrze piekarnika naparować (spryskać ścianki wodą). Po 5 minutach temperaturę zmniejszyć do 220 st. C i piec jeszcze ok. 35-40 minut.





czwartek, 27 lutego 2014

Tłusty Czwartek i pieczone pączki

Dla nas, nielubiących pączków smażonych w tłuszczu, najlepsze na świecie. Nieco inne niż tradycyjne polskie pączki, ale przepyszne, jadłyśmy jeszcze na ciepło. Całe szczęście wyszło ich dużo, więc i ze zdjęciami zdążyłam. Taki Tłusty Czwartek możemy urządzać częściej! Już planujemy następny raz, może w weekend?

Polecam wszystkim, którzy nie lubią pączków smażonych w głębokim tłuszczu, wolą zdrowszą alternatywę, a także tym, którzy... dbają o linię:-)

Robiłam je razem z Pierwszą, a właściwie ona robiła je ze mną, czyli z moją niewielką pomocą:-). Wycinała duże kółka, a w nich malutkie, aby powstały dziurki. Tych małych kulek nie utylizowałyśmy do wałkowania, lecz ułożyłyśmy na blasze jako takie mini pączusie i te okazały się najpiękniejsze i najpyszniejsze. 

Pieczone pączki 

źródło plus moje zmiany:

1 i 1/3 szklanki letniego mleka
8 g drożdży suchych
2 łyżki roztopionego masła
2/3 szklanki cukru trzcinowego
2 jajka
4 szklanki semoliny - mąki z pszenicy durum (uwielbiam semolinę, ale nie jest tu oczywiście obowiązkowa, w oryginale - 5 szklanek mąki pszennej)

do posmarowania i obtoczenia:

100 g roztopionego masła
1,5 szklanki cukru trzcinowego (powinien być drobny cukier do wypieków - ja dodałam cukier trzcinowy, który nie był drobny, ale nie przeszkadzało nam to)
4 łyżki cynamonu - to wersja dla cynamonożerców, jeśli nie lubimy tak dużo cynamonu, możemy spokojnie zmniejszyć ilość i dodać tak jak w oryginale 1 łyżkę, a nawet pominąć cynamon i też będzie dobrze

Wszystkie składniki połączyć i dobrze wyrobić ciasto drożdżowe, aż będzie gładkie i elastyczne, ja zwykle wyręczam się przy tym maszyną do pieczenia chleba. Zostawić na godzinę w ciepłym miejscu do wyrośnięcia.

Ciasto rozwałkować na grubość ok. 13 mm (nasze było trochę cieńsze) i wycinać koła (np. kubkiem), a w nich małe kółeczka - dziurki (my je robiłyśmy małym kieliszkiem).



Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i zostawić na ok. pół godziny do wyrośnięcia. Piec w temperaturze 180 st. C przez 8-10 minut, nasze piekły się nawet 12 minut i dopiero wtedy były w sam raz. 

Kiedy pączki się pieką, roztopić masło, a w osobnej miseczce wymieszać cukier z cynamonem. Po wyjęciu z piekarnika (gdy pączki już nie są bardzo gorące), zanurzać każdy pączek w maśle i obtaczać z każdej strony w cukrze wymieszanym z cynamonem. Układać na kratce albo nawet od razu na talerzu i jeśli się uda, poczekać do wystudzenia. Nam się nie udało, wszyscy jedliśmy jeszcze na ciepło niestety:-) Ale część się uchowała, stoją na talerzu i zapewne doczekają wieczora, a może nawet następnego ranka?

Wyszło nam 29 pączków dużych i tyle samo malutkich. To całkiem dużo nawet jak na apetyty mojej rodziny:-)



Chleb czekoladowy z suszonymi śliwkami

Nie piekłam jeszcze chleba z czekoladą, ale zachęciła mnie "Lutowa Piekarnia". Powstały tam tak piękne chleby, wymieniono tyle niesamowitych "chlebowych" doświadczeń, że wczytywałam się cały wieczór i byłam pewna, że jest to najlepszy chleb na świecie, mimo że wypieków z czekoladą nie lubię, a robię je ewentualnie tylko dla dzieci. Tak więc tym razem postanowiłam spróbować, stosując się do precyzyjnej instrukcji krok po kroku, podanej dla lutowych piekarzy. Z tym że od razu wiedziałam, że moje dziewczyny zbojkotowałyby wersję z rodzynkami, więc upiekłam z suszonymi śliwkami, które też świetnie się sprawdziły.

Mój chleb był dość wytrawny, gdyż chciałam, aby był uniwersalny, taki zarówno do kanapek na słodko, jak i na wytrawnie, zresztą u nas prawie w 100% kanapki są niesłodkie. Dzięki miękkim śliwkom chleb wyszedł wilgotny i aromatyczny, a dzięki kakao czekoladowy - do środka nie dodawałam już czekolady, choć w oryginale jest. Najlepszy po prostu z masłem, ale pasował też do sera i jajka. Zdecydowanie do powtórzenia!

Chleb czekoladowy z suszonymi śliwkami

receptura po moich zmianach, a oryginał tu

Zaczyn:

20 g aktywnego zakwasu żytniego
100 g wody
100 g mąki żytniej razowej typ 2000
Składniki wymieszać, zostawić na 14-16 godzin, aby zaczyn dojrzał.

Gotowe ciasto (proporcje na 1 bochenek):

cały zaczyn (jak powyżej)
330 g mąki orkiszowej chlebowej typ 700
250 g wody
200 g pokrojonych miękkich śliwek suszonych 
20 g gorzkiego kakao
8 g soli

Wszystkie składniki wymieszać do połączenia. Odstawić pod przykryciem na 10 minut, po czym wyrabiać ciasto: naciągać z brzegu i składać do środka. Obracając co chwilę miskę, powtórzyć tę czynność 8 razy.

Ponownie zostawić na 10 minut. Wyrobić jak powyżej. Jeszcze raz zostawić na 10 minut i jeszcze raz wyrobić.

Zostawić do wyrośnięcia na godzinę - ciasto powinno podwoić swoją objętość.

Następnie uderzyć w nie pięścią w celu odgazowania, uformować bochenek i zostawić do wyrośnięcia na 3-6 godzin - ciasto powinno ponownie podwoić swoją objętość.

Piekarnik rozgrzać do 250 st. C. Chleb przełożyć na rozgrzaną blachę / kamień do pieczenia, wnętrze piekarnika naparować (spryskać ścianki wodą). Po 5 minutach temperaturę zmniejszyć do 220 st. C i piec jeszcze ok. 30 minut.

Przyznam, że ciasto składałam po raz pierwszy, zawsze stosowałam metodę na skróty, czyli pakowałam ciasto do formy i niech rośnie. I w sumie było dobrze, ale jednak struktura miękiszu jest zdecydowanie inna po kilkakrotnym składaniu, chleb nabiera lekkości, ma większe dziurki. 

A więc w moich chlebach nastąpi kolejna zmiana - zaczynam składać ciasto chlebowe i kupuję w końcu koszyki rozrostowe!




środa, 26 lutego 2014

Doskonały pasztet z żółtej soczewicy

Krótki wpis, bo pasztet jest bardzo prosty. Każdy gatunek soczewicy nadaje się na pasztet, więc piekę je stosownie do zapasów w szafce. Tym razem chciałam zmniejszyć zasoby żółtej soczewicy i z niej powstał poniższy pasztet. Ciekawe są też pasztety warzywne, ale o nich przy innej okazji. A możliwości kombinowania smaków - warzyw i strączkowych - jest nieskończenie wiele.

Pasztet z żółtej soczewicy

500 g żółtej soczewicy
3 jajka
3 duże cebule
4 łyżki oleju
1 łyżka majeranku
1 łyżka przyprawy typu jarzynka, ale bez soli i innych dodatków - same warzywa
2 łyżki koperku (u mnie suszony)
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
sól, pieprz do smaku


Soczewicę ugotować do miękkości bez soli (ok. pół godziny), odstawić do wystudzenia. Cebulę pokroić w kostkę. Na patelni rozgrzać olej, dodać cebulę, zeszklić ją na niewielkim ogniu, dodać do soczewicy. Wbić jajka, dodać przyprawy. 

Wszystko rozdrobnić blenderem na gładką masę, którą przełożyć do formy wyłożonej folią aluminiową lub papierem do pieczenia tak, żeby można było przykryć również wierzch pasztetu. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 st. C i piec ok. 40-45 minut.

Tym razem nie dodałam do pasztetu czosnku, ale można go oczywiście dodać, czosnek pasuje chyba do każdego pasztetu. Ilość przypraw też można zmniejszać / zwiększać według gustu albo dodać inne swoje ulubione. 


wtorek, 25 lutego 2014

Chleb z prażoną mąką żytnią

Ten chleb powstał w sumie przez przypadek, gdyż poprzedni chleb zbyt mocno obsypałam mąką, która nieco podpiekła się w piekarniku, a potem nadmiar zsypałam do miseczki. Miałam gotową prażoną mąkę:-). Przepisów na chleb z dodatkiem prażonej mąki jest wiele, ale mój powstał z potrzeby chwili - miałam zaczyn w konkretnej ilości, mąkę prażoną w konkretnej ilości i dopiero do tego dodawałam inne mąki i wodę. I wyszedł bardzo smaczny chlebek. Przyznam, że często tworzę takie przypadkowe chleby z tego, co akurat mam pod ręką, często jest nawet tak, że wlewam zaczyn do miski i jeszcze nie wiem, jaki będzie mój chleb. W każdym razie zaczyn jest zawsze żytni razowy i dopiero dalej eksperymentuję.

Chleb z prażoną mąką żytnią razową

Zaczyn:

20 g aktywnego zakwasu żytniego
350 g wody
350 g mąki żytniej razowej typ 2000
Składniki wymieszać, zostawić na 14-16 godzin, aby zaczyn dojrzał.

Gotowe ciasto (proporcje na 2 bochenki):

cały zaczyn (jak powyżej)
175 g prażonej mąki żytniej razowej (najprościej uprażyć ją w piekarniku - przez 15-20 min. w temperaturze 160-170 st. C, mieszając co kilka minut, aż zmieni kolor na złocisty)
300 g mąki orkiszowej razowej typ 2000
300 g mąki żytniej chlebowej typ 720
450 g wody
1/2 łyżeczki słodu jęczmiennego
1 łyżka melasy trzcinowej
1 łyżka soli

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać i wyrabiać ok. 5-6 minut. Zostawić na ok. 1,5 godziny w ciepłym miejscu.

Przełożyć ciasto do 2 foremek wysmarowanych olejem i wysypanych otrębami lub ziarnami.

Ponownie zostawić w cieple na ok. 2 godziny do wyrośnięcia.

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 250 st. C, po 15 minutach temperaturę obniżyć do 200 st. C i piec jeszcze ok. 40 minut.



poniedziałek, 24 lutego 2014

Jak zrobić serek mascarpone?

Całkiem łatwo, jak się okazało. W dodatku można warzyć mascarpone różnymi sposobami. Musimy mieć przede wszystkim śmietankę, wcale niekoniecznie tłustą, choć z założenia mascarpone jest tłustym śmietankowym serem. I dlatego go nie kupuję, bo po prostu mi nie smakuje i unikam go we wszelkich deserach. Wyprodukowałam więc w miarę chudy mascarpone ze śmietanki 12% i wyszedł bardzo smaczny, kremowy, ale dość lekki. Bazowałam ponownie na mojej ulubionej książce Ricki Carroll "Domowy wyrób serów". Autorka podaje 2 sposoby: jeden z kulturami starterowymi do śmietany, a drugi z kwasem winowym. Nie miałam ani jednego składnika, ani drugiego:-). Postanowiłam więc zastąpić kwas winowy sokiem z cytryny, choć nie do końca byłam pewna, czy to zadziała. Ale serek wyszedł idealny, więc w sumie stworzyłam trzeci przepis. 

Kwas winowy, podany w oryginalnym przepisie, pozyskiwany jest z tamaryndy - rośliny występującej na Karaibach, i w Stanach Zjednoczonych podobno jest dość popularny. W Polsce nie spotkałam się z nim, ale też nie szukałam zbyt intensywnie. W każdym razie sok z cytryny sprawdził się znakomicie.

Serek mascarpone

1 l odtłuszczonej śmietanki lub wymieszanej pół na pół z tłustą (u mnie całość to śmietanka 12%)
1/8-1/4 łyżeczki kwasu winowego (u mnie 2 łyżki soku z cytryny)

Śmietankę podgrzać w kąpieli wodnej do 85 st. C, dodać sok z cytryny, mieszać przez kilka minut, aż masa zgęstnieje. Powinny się pojawić niewielkie płatki skrzepu, ale w mojej śmietance nie zauważyłam ich. Najważniejsze jest, aby masa zgęstniała, jeśli nic się nie dzieje, można dodać jeszcze troszkę soku z cytryny, ale nie więcej niż pół łyżki i jeszcze trochę pomieszać.

Wylać skrzep na sito wyłożone muślinem / tetrą i zostawić na ok. godzinę do odcieknięcia. I gotowe. Można przechowywać w lodówce do 2 tygodni. Z litra śmietanki wychodzi prawie pół kilo serka.

Serek ma posmak lekko kwaskowaty, ale spokojnie można go używać do deserów. Ja zrobiłam z niego waniliowy twarożek - dodałam wanilię w proszku (widać ziarenka na zdjęciach) i posłodziłam ksylitolem. 




niedziela, 23 lutego 2014

Paluchy drożdżowe z makiem

Takie paluchy drożdżowe piekę bardzo często i używam do nich różnych rodzajów mąki, czasami są bardziej razowe, czasami mniej, ale zawsze wychodzą pyszne i chrupiące. Najczęściej z makiem, ale dobre są też z sezamem, siemieniem lnianym, pestkami słonecznika czy posiekanymi pestkami dyni. Tym razem upiekła się porcja paluchów z razowej mąki orkiszowej i semoliny. Posypałam makiem. Proste i niewymagające dużo składników, a o wiele lepsze od słodyczy:-)

Paluchy drożdżowe z makiem


250 g wody
250 g mąki orkiszowej razowej typ 2000
250 g semoliny
1/2 łyżeczki słodu jęczmiennego (niekoniecznie)
8 g drożdży suchych
20 g cukru trzcinowego
9 g soli
30 g oleju lub roztopionego masła

Ciasto dobrze wyrobić, zostawić w cieple na 1-1,5 godziny do podwojenia objętości.

Mak wysypać na stolnicę, formować z ciasta wałeczki, rolując je po stolnicy, tak aby dobrze przyczepił się mak z każdej strony.

Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując spore odległości, gdyż paluchy pięknie rosną. Po ok. półgodzinie wstawić do piekarnika nagrzanego do 250 st. C i piec ok. 10 minut. Pyszne nawet jeszcze na ciepło! Ale na zimno oczywiście też. I bardzo chrupiące.



sobota, 22 lutego 2014

Pasztet z fasoli z babką płesznik

Ponieważ jako "coś do chleba" fasolowe pasztety wyjątkowo przypadły nam do gustu, zaczęłam je robić w różnych wariacjach. Tym razem dodałam jako spoiwo babkę płesznik, której sporo miałam w związku z pieczeniem chleba zmieniającego życie. Fasola, kilka dodatkowych składników i pasztet gotowy.

Pasztet z białej fasoli z babką płesznik

400 g białej fasoli
3 duże cebule
4 łyżki oleju rzepakowego
3 jajka
2 łyżki zmielonych nasion babki płesznik
1 łyżka majeranku
1 łyżka oregano
1 łyżeczka łagodnej czerwonej papryki w proszku 
3 ząbki czosnku
sól, pieprz do smaku

Fasolę namoczyć na noc. Następnego dnia ugotować do miękkości bez soli, odstawić do wystudzenia. Cebulę pokroić w kostkę. Na patelni rozgrzać olej, dodać cebulę, zeszklić ją na niewielkim ogniu, dodać do fasoli. Czosnek przecisnąć przez praskę, też dodać. Wbić jajka, dodać pozostałe składniki. 

Wszystko rozdrobnić blenderem na gładką masę, którą przełożyć do formy wyłożonej folią aluminiową lub papierem do pieczenia tak, żeby można było przykryć również wierzch pasztetu. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 st. C i piec ok. 40-45 minut. Przed końcem pieczenia można odkryć papier / folię, aby pasztet lekko się zrumienił, ale nie za bardzo, bo wtedy wysuszy się i będzie się kruszył. Kroić dopiero po całkowitym wystudzeniu.




piątek, 21 lutego 2014

Serek wiejski wielkoziarnisty

Marzył mi się taki serek jak w tytule i dokładnie taki przepis znalazłam w książce Ricki Carroll "Domowy wyrób serów". Tak więc teorię miałam, jeszcze chciałam, aby rzeczywiście taki serek powstał... Podeszłam do sprawy z niedowierzaniem w swoje możliwości kreowania sera, ale założyłam, że "jakiś tam" ser wyjdzie, więc warto spróbować. Mam i bakterie starterowe, i podpuszczkę, a kolejne świeże mleko akurat stoi w bańce. Nic - tylko robić:-).

Serek wyszedł wspaniały, smak jest nie do opisania. Zrobiłam wersję bez żadnych dodatków smakowych, aby potem dopasować go do gustów degustatorów. Kiedy skończyłam, dochodziła już północ, wszyscy degustatorzy spali, więc włożyłam miskę z serkiem do lodówki i rano dałam do spróbowania, abyśmy zdecydowali, czy zrobić go ze śmietanką? z jogurtem? posolić? posłodzić? może jakieś zioła? a może z miodem? a może podzielić na kilka części i zrobić wszystkie wersje? Sama nie chciałam decydować, szczególnie że same ziarna to dla mnie kwintesencja smaku i nie potrzebuję żadnych dodatków. Tymczasem pierwszy spróbował mąż, który wcześniej mówił, że taki serek to może jeść z solą, pieprzem i szczypiorkiem. Spróbował jedno megaziarno i powiedział: DOBRE! I zjadł całą porcyjkę. Potem wstały dziewczyny i też chciały kombinować ze smakami, ale kiedy spróbowały, powiedziały: MNIAAAM!!! i zjadły, ile się dało. Tak więc ostatecznie serka nie przyprawialiśmy niczym. Ziarna są duże i jeśli nie dodamy do nich śmietanki czy jogurtu, można spokojnie zjadać je palcami niemal jak najlepsze ciasteczka:-)

Z 10 litrów mleka wychodzi prawie 2 kg serka, więc mimo dużych apetytów wszystkiego na raz nie zjedliśmy.

Serek wiejski wielkoziarnisty

10 l świeżego mleka niepasteryzowanego (u mnie mleko jest tłuste, a w oryginale chude pasteryzowane)
0,1 g podpuszczki mikrobiologicznej w proszku
0,2 g kultury starterowej (bakterie mezofilne)
w oryginale jest jeszcze chlorek wapnia w przypadku użycia mleka ze sklepu - na tę ilość to byłoby ok. 1/4 łyżeczki, ale nie dodaję chlorku wapnia do żadnego sera, zresztą mleko mam "niesklepowe"

Mleko podgrzać do temperatury 22 st. C. Dodać bakterie starterowe, wymieszać. Dodać podpuszczkę, wymieszać. Zostawić na 4-8 godzin w stałej temperaturze 22 st. C. U mnie mleko czekało 5,5 godziny.

Powinien powstać miękki skrzep. Pokroić go w kostki o boku 1-1,5 cm i zostawić na 10 minut. 

Powoli podgrzewać skrzep: co 5 minut o 2 stopnie do 27 st. C, potem co 5 minut o 3 stopnie do 32 st. C, a potem co 1 minutę o 1 stopień do 43 st. C. Przyznam, że ten etap pokonałam "na oko". Po prostu powoli podgrzewałam do temperatury 43 st. C, starając się zmieścić w podanym w sumie czasie, ponieważ nie wyobrażałam sobie grzania wielkiego gara z mlekiem na płycie elektrycznej tak, aby temperatura podnosiła się w wyznaczonym czasie o konkretną wartość... W międzyczasie należy delikatnie mieszać skrzep, aby nie sklejały się ziarna serowe - moje ciągle chciały się sklejać, więc mieszałam i mieszałam.

Po osiągnięciu 43 st. C zostawić skrzep na 20-30 minut, aż ziarna będą "jędrne czyli wewnątrz nie płynne" - tak jest napisane w przepisie, ale nie umiałam zinterpretować tego na moim serze. Po prostu po 25 minutach założyłam, że wystarczy. Przez te 25 minut co chwilę należy delikatnie mieszać skrzep, w przeciwnym razie ziarna posklejają się.

Odlać serwatkę. Skrzep przelać na durszlak wyłożony chustą serowarską / tetrą i związać końce. Opłukać pod bardzo zimną wodą (aby ser nie był kwaśny). Zostawić na kilka minut do odcieknięcia.

Serek przełożyć do miski, rozkruszyć posklejane ziarna i dodać ewentualne dodatki, których ja, jak już wspomniałam, nie dodałam. 

Przechowywać pod przykryciem w lodówce najwyżej przez tydzień.

Na zdjęciach podobno wygląda jak popcorn... Ale smakuje dużo lepiej :-)





A jednak wiosna!

Ostatnio przyglądałyśmy się, jak spod ziemi zaczynają wyglądać tulipany, narcyzy i krokusy, a nie zauważyłyśmy maleńkich łodyżek przebiśniegów. Dopiero dziś, kiedy zakwitły, miałyśmy taką miłą wiosenną niespodziankę. I oczywiście na zdjęciach jedna z naszych biedronek:-)



To umorusana ziemią rączka Pierwszej, która pracowicie odgarniała uschnięte gałązki, aby przebiśniegi ukazały się w pełnej krasie:


Jest po prostu przepięknie! 

środa, 19 lutego 2014

Chleb owsiany w dwóch odsłonach

Lubię chleby z dodatkiem mąki owsianej. Teraz miałam akurat mąkę owsianą razową, więc chleb wyszedł dość ciężki, można ją zastąpić jasną mąką owsianą. Ale chleby razowe są najlepsze - najsmaczniejsze i najzdrowsze i cieszę się, że cała rodzina je polubiła, choć kiedyś puchate białe bułeczki były niezastąpione. Proponuję 2 wersje: jedna z melasą i słodem, druga z serwatką (pozostałą po warzeniu sera).

Chleb owsiany z melasą i słodem jęczmiennym

Zaczyn:

20 g aktywnego zakwasu żytniego
350 g wody
350 g mąki żytniej razowej typ 2000
Składniki wymieszać, zostawić na 14-16 godzin, aby zaczyn dojrzał.


Gotowe ciasto (proporcje na 2 bochenki):

cały zaczyn (jak powyżej)
300 g mąki owsianej razowej
600 g mąki orkiszowej razowej typ 2000
700 g wody
1/2 łyżeczki słodu jęczmiennego
2 łyżki melasy trzcinowej
1 łyżka soli

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać i wyrabiać ok. 5-6 minut. Zostawić na ok. 1,5 godziny w ciepłym miejscu.

Przełożyć ciasto do 2 foremek wysmarowanych olejem i wysypanych otrębami lub ziarnami.

Ponownie zostawić w cieple na ok. 2 godziny do wyrośnięcia.

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 250 st. C, po 15 minutach temperaturę obniżyć do 200 st. C i piec jeszcze ok. 40 minut.





Chleb owsiany z serwatką


Zaczyn:


20 g aktywnego zakwasu żytniego
350 g wody
350 g mąki żytniej razowej typ 2000
Składniki wymieszać, zostawić na 14-16 godzin, aby zaczyn dojrzał.


Gotowe ciasto (proporcje na 2 bochenki):

cały zaczyn (jak powyżej)
300 g mąki owsianej razowej
300 g mąki orkiszowej razowej typ 2000
300 g mąki orkiszowej jasnej typ 700
500 g serwatki
200 g wody
40 g prażonego siemienia lnianego
1 łyżka soli

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać i wyrabiać ok. 5-6 minut. Zostawić na ok. 1,5 godziny w ciepłym miejscu.

Przełożyć ciasto do 2 foremek wysmarowanych olejem i wysypanych otrębami lub ziarnami.

Ponownie zostawić w cieple na ok. 2 godziny do wyrośnięcia.

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 250 st. C, po 15 minutach temperaturę obniżyć do 200 st. C i piec jeszcze ok. 40 minut.




Peeling z nasion czarnuszki siewnej

Przy okazji zakupu produktów kosmetycznych otrzymałam próbki, które zainspirowały mnie do stworzenia czegoś nowego. Peeling z nasion czarnuszki siewnej może być co prawda używany nawet bez żadnych dodatków, ale chciałam go nieco wzbogacić i zwiększyć efekt działania. Do wysuszonych i zmielonych nasion czarnuszki dodałam hydrolat z kwiatu lipy (destylat z kwiatów lipy, który działa oczyszczająco i zmiękczająco) oraz olejek migdałowy (działa łagodząco i ładnie się wchłania) i olej z czarnuszki (działa na skórę leczniczo). Oczywiście można składniki połączyć inaczej, tu moja autorska wersja:-)

Informacje o czarnuszce i czarnuszkowym peelingu cytuję za stroną Zrobsobiekrem.pl: "Nasiona czarnuszki siewnej zawierają olejki eteryczne: nigellon i tymochinon odpowiedzialne za silne właściwości antyoksydacyjne, przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze oraz przeciwzapalne tego surowca. Ponadto nasiona czarnuszki zawiera wolne aminokwasy, proteiny, węglowodany witaminy (A, z grupy B, C i PP), wapń, potas,żelazo, magnez, selen i cynk. Peeling polecany jest dla osób nękanych przez alergie.

Za pomocą peelingu usuwamy mechanicznie - ścieramy wierzchnią warstwę skóry, głównie obumarły naskórek. Usunięcie tej warstwy skóry powoduje pobudzenie do szybszego wzrostu i odnowy warstwy naskórka, oraz pobudza do wzrostu komórki warstw głębszych. Efektem regularnego stosowania peelingów jest pogrubienie się warstw żywych komórek skóry, natomiast cieńsza staje się warstwa rogowa. Peeling mechaniczny pobudza mikrokrążenie skórne i dotlenia skórę. Wyrównuje się koloryt skóry. Skóra staje się bardziej elastyczna i gładsza.

Peeling powinien być stosowany regularnie 1-2 razy w tygodniu. Oprócz dobroczynnych skutków peelingu opisanego powyżej bardzo ważną rolą tych zabiegów jest przygotowanie do dalszych zabiegów. Usunięcie obumarłego naskórka i odblokowanie porów znacznie poprawia wchłanianie aktywnych substancji zawartych w preparatach kosmetycznych i zwiększa skuteczność ich działania."

Peeling z nasion czarnuszki siewnej

1 łyżka zmielonych i wysuszonych nasion czarnuszki siewnej
1 łyżka hydrolatu z kwiatu lipy
1 łyżka olejku migdałowego
1 łyżka olejku z czarnuszki siewnej

Wszystkie składniki wymieszać. Otrzymamy takie czarne błotko. Stosować od razu po wymieszaniu. Nakładać na zwilżoną skórę twarzy, omijając okolice oczu i ust, masować kilka minut, spłukać wodą. Podana ilość spokojnie wystarcza na twarz i całe ciało





wtorek, 18 lutego 2014

Kiełki

Mój sposób hodowli kiełków jest uproszczony, niezbyt fachowy, ale skuteczny i szybki.

Próbowałam i w kiełkownicy, i w słoiku, ale najprościej jest na talerzyku, na ligninie, bowiem wtedy mogę w dowolnym momencie dostawić kolejny talerzyk:-) Tym razem stoi ich pięć. 

Wystarczy wziąć talerzyk (nie całkiem płaski), wyłożyć go ligniną, wlać wodę tak, aby przykryła gazę i wysypać równomiernie po powierzchni kiełki. Po kilku, ewentualnie kilkunastu godzinach kiełki napęcznieją i wchłoną nadmiar wody. Potem, żeby nie dopuścić do pleśni ani zgnicia, dolewać tylko tyle wody, aby podłoże było cały czas wilgotne, ale nie zalane wodą. I po 3-6 dniach, w zależności od rodzaju kiełków, mamy już kilkucentymetrowe roślinki, gotowe do zjedzenia.

Kiełki to skarbnica witamin, szczególnie zimą, gdy mniej jest świeżych warzyw i owoców. Najczęściej jemy je do kanapek, ale świetnie nadają się też do wszelkich sałatek, a te o łagodniejszym smaku można nawet chrupać same. Wybór jest ogromny, ale ważne, żeby kiełkować tylko te nasiona, które są przeznaczone na kiełki, bowiem zwykłe nasiona ogrodnicze zawierają pestycydy i inne środki konserwujące.

Obecnie na moich talerzykach zamierzają kiełkować:
- brokuł,
- fasolka mung,
- rzodkiewka,
- sezam siewny,
- rzeżucha.

Tak wyglądają kiełki od razu po wysianiu:


Podsumuję więc, ile szykuje mi się witamin za parę dni: (źródło kiełki.info)

BROKUŁ:
witaminy - A, B, C, E, K,  składniki mineralne - wapń, żelazo, magnez, fosfor, potas, cynk, selen, mangan,
poza tym - koenzym Q10, sulfofran (działa przeciwnowotworowo), kwasy tłuszczowe omega-3, błonnik, karoten, luteina, chlorofil, antyoksydanty, białko
FASOLKA MUNG:
witaminy - A, B, C, E, K, składniki mineralne - wapń, żelazo, magnez, fosfor, potas, cynk, selen, mangan, jod, lit, miedź
poza tym - błonnik, karoten, białko
RZODKIEWKA:
witaminy - A, B, C, E, składniki mineralne - wapń, żelazo, magnez, fosfor, potas, cynk, mangan
poza tym - chlorofil, białko
SEZAM SIEWNY:
witaminy - B, E, składniki mineralne - magnez, potas, wapń, żelazo, cynk i fosfor
poza tym: olej sezamowy
RZEŻUCHA:
witaminy - A, B, C, K, składniki mineralne - wapń, żelazo, fosfor, cynk, mangan, magnez, potas, jod
poza tym: białko, olejki eteryczne

Sezam kiełkuję po raz pierwszy, podobno często wychodzi gorzki i niesmaczny, ważne, aby zjeść go po 1,5 dnia od wykiełkowania. Pozostałe kiełki rosną zwykle bez problemu. Chociaż niezupełnie wszystkie, kiedyś opisywałam już historię kiełków dyni :-)

Napęczniałe kiełki po 1 dobie od wysiewu:

Po 2 dniach fasolka mung, rzodkiewka i rzeżucha zaczynają kiełkować:


Rzeżucha po 5 dniach jest już gotowa do jedzenia:


Po 7 dniach wyrosła przepiękna rzodkiewka:



Rzodkiewka w wersji skiełkowanej smakuje jak prawdziwa rzodkiewka, z tym że jest delikatniejsza.

I oto brokuł:



Na zdjęciach widać, jak drobne kiełki kierują się ku światłu - po prawej stronie jest okno.

Fasolka mung wyrastała tym razem dość nierówno:


Ale i tak dała się zjeść, jej kiełki są chrupiące i delikatne w smaku.

Tylko sezam zbuntował się i nie chciał ładnie kiełkować. Kiełkowałam go po raz pierwszy, więc nie wiem dlaczego. Może nie pasuje mu mój ligninowy sposób kiełkowania, a może z kiełkami było coś nie tak... Trudno powiedzieć, jeszcze trochę nasionek mi zostało, więc ponowię próby, ale stwierdzam, że najlepiej rosną u nas rzeżucha i rzodkiewka, zawsze ścinamy równy zielony dywan. A ze względu na smak najbardziej lubię słonecznik,

Tak czy inaczej polecam kiełkowanie przeróżnych nasion, jedne wyrastają lepiej tu, inne tam... Smak też się różni. Ale wszystkie to prawdziwa bomba witaminowa, a szczególnie zimą i na przedwiośniu potrzebujemy tych witamin dużo.

poniedziałek, 17 lutego 2014

Wiosna?

Pierwszy dzień ferii zimowych, a mamy wrażenie, że to wiosna. Jest kilka stopni na plusie, świeci słońce, które nawet trochę grzeje, resztki śniegu topnieją, a w jego miejsce ukazały się zwiastuny wiosny - kwiaty. Jeszcze nie zakwitły, co prawda, ale te pierwsze żywe łodyżki to taka frajda. Chodziłyśmy z dziewczynami po ogródku i szukałyśmy zielonych pędów. Teraz oby tylko nie przyszedł mróz. Chcemy wiosnę! Chcemy wziąć się za wiosenne ogródkowe porządki, przyciąć zeschnięte gałązki, posadzić nowe kwiaty, zioła, warzywa. Dziewczyny chciały od razu łapać za łopaty, grabie i inne narzędzia, ledwo zdołałam je przekonać, żebyśmy jeszcze troszkę poczekały. Obiecałam im, że zaczniemy prace w ogrodzie, gdy tylko przyjdzie do nas zamówiona przesyłka z nasionami, sadzonkami i cebulami, a będzie to pewnie gdzieś za tydzień. Tymczasem będziemy obserwować, jak nasza lokalna przyroda budzi się do życia... 

Na początku naszych poszukiwań wiosennych znalazłyśmy krokusy. Niektóre niedługo będą kwitnąć, pomiędzy listkami wyraźnie widać gruby pąk kwiatowy:


Inne dopiero wyglądają spod kory:



A jeszcze inne przebijają się przez resztki śniegu:


W kilku miejscach pojawiły się grube łodyżki tulipanów:

i narcyzy:



Na kolczastym agreście widać rudawe pąki:


A w południowym słońcu wygrzewają się biedronki:-) :


Teraz na pewno tych oznak wiosny będzie coraz więcej, codziennie w ogródku przybędzie coś nowego. Już nie możemy się doczekać. Będziemy ich szukać codziennie.