środa, 29 stycznia 2014

Niebiański serek waniliowy

Delikatny jogurtowy serek, który moje dzieci mogłyby jeść codziennie. O jogurtowym serku pisałam już tu. Jest genialny w swojej prostocie, a smak ma idealny. Robiłam go nawet w wersji twarożkowej, czyli bez żadnych dodatków i też został pochłonięty błyskawicznie. Jest bardzo lekki, podobny trochę do serków do smarowania "spulchnionych azotem"... Ale do tego musi być dobry jogurt - jak zwykle polecam domowy, jest bezkonkurencyjny. A w wersji serkowej waniliowej jest po prostu doskonały.

Niebiański serek waniliowy

750 ml gęstego jogurtu naturalnego (najlepiej własnej produkcji)
1 laska wanilii
1 łyżeczka ksylitolu

Jogurt wyłożyć na sito wyłożone chustą serowarską / pieluchą tetrową, zostawić do odcieknięcia na 12 godzin. Po tym czasie wymieszać z ziarenkami z jednej laski wanilii i jedną łyżeczką ksylitolu. Serek jest gotowy. Przechowywać w lodówce do 5 dni. Z tej ilości wychodzi porcyjka o wadze ok. 200 g, w związku z czym nie bardzo jest co przechowywać... Oczywiście, ilość cukru można dowolnie zwiększać, z jedną łyżeczką ksylitolu serek jest lekko słodki.










wtorek, 21 stycznia 2014

Chleb graham orkiszowy

To chleb zrobiony na szybko pomiędzy różnymi wyjściami z domu. Nie mógł mieć więc dużo pracochłonnych dodatków. Tylko zaczyn, jeden rodzaj mąki, woda i sól. Już chyba prościej się nie da. Krótki przepis, choć oczywiście czasu nie skracamy, w przygotowaniu chleba wszystko jest "slow", chleb potrzebuje i czasu, i serca.

Prosty chleb graham orkiszowy

Zaczyn:

20 g aktywnego zakwasu żytniego
350 g wody
350 g mąki żytniej razowej typ 2000
Składniki wymieszać, zostawić na 14-16 godzin, aby zaczyn dojrzał.


Gotowe ciasto (proporcje na 2 bochenki):

cały zaczyn (jak powyżej)
1150 g mąki orkiszowej graham typ 1850
600 g wody
1 łyżka soli

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać i wyrabiać ok. 10 minut, aby rozwinął się gluten. Zostawić na ok. 1,5 godziny w ciepłym miejscu.

Przełożyć ciasto do 2 foremek wysmarowanych olejem i wysypanych otrębami lub ziarnami, ewentualnie uformować 2 bochenki.

Ponownie zostawić w cieple na ok. 2 godziny do wyrośnięcia.

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 250 st. C, po 15 minutach temperaturę obniżyć do 200 st. C i piec jeszcze ok. 40 minut.





Chleb cały razowy orkiszowo-żytni

Ciąg dalszy mojej piekarni:-) Naprawdę ostatnio ledwo zdążam nastawiać zaczyny jeden za drugim, a chleby się pieką i pieką. Przynajmniej jest cieplej w domu przy włączonym piekarniku... Od kilku dni mamy mróz i śnieg i ogromną przyjemność sprawia mi pieczenie chleba, który pachnie w całym domu niemal bez przerwy. Ostatni chleb to kolejne połączenie mąki żytniej i orkiszowej, tym razem w wersji wyłącznie razowej, z dodatkiem zarodków pszennych. Nasze idealne śniadanie to chleb, ser, kiszony ogórek (wszystko to wytwór własnych rąk) i kubek gorącej herbaty (herbata oczywiście nie jest własnoręcznie wyhodowana).  

Chleb cały razowy orkiszowo-żytni

Zaczyn:

20 g aktywnego zakwasu żytniego
350 g wody
350 g mąki żytniej razowej typ 2000
Składniki wymieszać, zostawić na 14-16 godzin, aby zaczyn dojrzał.


Gotowe ciasto (proporcje na 2 bochenki):

cały zaczyn (jak powyżej)
150 g mąki żytniej razowej typ 2000
750 g mąki orkiszowej razowej typ 2000
700 g wody
120 g zarodków pszennych
1 łyżka soli

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać i wyrabiać ok. 10 minut, aby rozwinął się gluten. Zostawić na ok. 1,5 godziny w ciepłym miejscu.

Przełożyć ciasto do 2 foremek wysmarowanych olejem i wysypanych otrębami lub ziarnami (ja najczęściej posypuję formę słonecznikiem), ewentualnie uformować 2 bochenki.

Ponownie zostawić w cieple na ok. 2 godziny do wyrośnięcia.

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 250 st. C, po 15 minutach temperaturę obniżyć do 200 st. C i piec jeszcze ok. 40 minut.






poniedziałek, 20 stycznia 2014

Chleb żytni 100%

To chleb upieczony specjalnie dla Moniki, która musi unikać mąki pszennej i orkiszowej. Ostatnio nie wyrabiam się z chlebami, bo tylu osobom już go podrzucam, że niedługo chyba piekarnię otworzę:-) Ale ile frajdy sprawia potem taki telefon w środku dnia: "Jaki pyszny jest Twój chleb!" Bardzo lubię obdarowywać rodzinę i znajomych chlebem. To taka czysta przyjemność. I satysfakcja. Więc piekę kolejny i kolejny chleb. Pomiędzy chlebami robię całą resztę rzeczy, które są do zrobienia i dlatego po raz kolejny dochodzę do wniosku, że chyba zawsze będę poszukiwać Slow Life, ale z odnalezieniem ideału będzie trudniej...:-)

A w trakcie tych poszukiwań zapraszam na pyszny razowy chleb wyłącznie z mąki żytniej.

Chleb żytni 100%

Zaczyn:

20 g aktywnego zakwasu żytniego
250 g wody
250 g mąki żytniej razowej typ 2000
Składniki wymieszać, zostawić na 14-16 godzin, aby zaczyn dojrzał.


Gotowe ciasto (proporcje na 2 bochenki):

cały zaczyn (jak powyżej)
600 g mąki żytniej razowej typ 2000
300 g mąki żytniej chlebowej typ 720
650 g wody
2 łyżki melasy trzcinowej
100 g pestek dyni podprażonych na suchej patelni
1 łyżka soli

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać. Zostawić na ok. 1,5 godziny w ciepłym miejscu.

Przełożyć ciasto do 2 foremek wysmarowanych olejem i wysypanych otrębami lub ziarnami (ja najczęściej posypuję formę słonecznikiem), ewentualnie uformować 2 bochenki.

Ponownie zostawić w cieple na ok. 2 godziny do wyrośnięcia.

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 250 st. C, po 15 minutach temperaturę obniżyć do 200 st. C i piec jeszcze ok. 40 minut.





Jak zrobić ser mozzarella?


W internecie znalazłam zatrzęsienie różnych przepisów na mozzarellę, przy czym jedne zaprzeczają drugim, są nawet wytwory z mikrofalówki:-). Książki odpowiedniej jeszcze nie mam, znajomego serowara też nie. Starałam się więc znaleźć w internetowych zasobach jakąś prawidłowość i zdałam się na intuicję.

Na początek zakupiłam kulturę starterową bakteryjną SLB. Co prawda mnóstwo jest przepisów bez tejże kultury, ja jednak liczyłam, że ona mnie uratuje, nawet jeśli wszystko pójdzie nie tak. Powinnam jeszcze dokupić paski do oznaczania poziomu pH, ale umknęło mi to, więc robiłam "na oko". I wyszło! Ale w nawiasach podałam zalecane poziomy kwasowości na różnych etapach. 

Mozzarella domowa

10 l mleka niepasteryzowanego (albo przynajmniej nie UHT z kartonu)
0,1 g podpuszczki mikrobiologicznej w proszku
0,2 g kultury starterowej bakteryjnej SLB

Mleko przelać do garnka i podgrzewać, cały czas mieszając, aby w całym garnku temperatura rosła równomiernie do 35 st. C. Wyłączyć palnik, dodać kulturę starterową, wymieszać. Rozmieszać podpuszczkę w ok. 50 ml letniej wody i, cały czas mieszając, wlać ją do garnka z mlekiem. Zostawić na godzinę w cieple tak, aby temperatura 35 st. C utrzymała się, czyli najlepiej co jakiś czas trochę podgrzewać cały garnek.

Po godzinie, gdy zrobi się skrzep, trzeba go pokroić długim nożem do dna garnka w kratki o boku mniej więcej 1 cm, a potem jeszcze raz w kratki, ustawiając nóż skośnie, żeby powstały małe kawałki skrzepu, a nie słupki. Zostawić na godzinę, aby skrzep oddzielił się od serwatki (pH 6,5).

Po godzinie lekko podgrzać skrzep do temperatury 38 st. C. Na wierzchu powinna wyraźnie oddzielić się serwatka, którą można zlać. Zostawić na 2 godziny w stałej temperaturze, odlewając nadmiar serwatki. (pH 5,2-5,3). Przygotować formę, wyłożyć ją chustą / pieluchą tetrową i na to wyłożyć skrzep.

Gdy odcieknie, zanurzyć ser w gorącej wodzie o temperaturze ok. 80 st. C i drewnianymi łyżkami/ szpatułkami uformować kulę lub ulepić mniejsze kulki (ja zdecydowanie wolałam, przynajmniej ten pierwszy raz, ulepić po prostu kulę, na dodatek niezbyt foremną). PH w gorącej wodzie powinno wynosić 5,2-5,3.

Po wyjęciu z gorącej wody, można jeszcze zanurzyć ser na kilka minut w zimnej wodzie, dzięki temu konsystencja będzie bardziej zwarta.

Jeśli chcemy słony ser, można zrobić solankę: w 1,5 litra wody rozpuścić 4 łyżki soli i zostawić ser na godzinę w kąpieli.

Następnie wstawić do lodówki na kilka godzin i można od razu go jeść. Przechowywać do 1 tygodnia w lodówce. Jeśli poleżał w solance, to można go przechowywać nawet kilka miesięcy.








piątek, 17 stycznia 2014

Orkiszowo-żytni chleb z ziarnami

Wciąż wertuję moją ostatnio ulubioną chlebową książkę Jeffreya Hamelmana "Chleb". Tym razem upiekłam chleb z ziarnami, przy czym trochę zmodyfikowałam przepis, co nie zaszkodziło wypiekowi. Chleb jest ciężki od ziaren, na ciężkim żytnim zaczynie, ale jednocześnie dzięki sporej ilości jasnej mąki orkiszowej - lekki,  poza tym wilgotny i długo świeży.

Ciekawa byłam efektu namoczenia ziaren przed pieczeniem, gdyż dotąd prażyłam je na suchej patelni i ta wersja była bardzo dobra - prażenie wydobywa z ziaren smak i aromat. Namoczenie ziaren dodaje za to chlebowi wilgoci.

Orkiszowo-żytni chleb z ziarnami

Zaczyn:

1 łyżka aktywnego zakwasu żytniego
225 g mąki żytniej razowej
230 g wody (w oryginale 190 g)
Składniki wymieszać, zostawić na 14-16 godzin, aby zaczyn dojrzał.

Namoczone ziarno:

80 g siemienia lnianego
80 g pestek z dyni (w oryginale łamane ziarno żyta, które jest tu dość istotnym składnikiem, ale niestety, nie miałam go w domu)
70 g ziaren słonecznika
70 g czarnego sezamu (w oryginale owies)
20 g soli
375 g wody
Ziarna i sól zalać wodą (jeśli mamy łamane ziarno żyta, to wrzątkiem).

Gotowe ciasto (proporcje na 2 bochenki):

cały zaczyn (jak powyżej)
namoczone ziarno (jak powyżej)
680 g mąki chlebowej (u mnie orkiszowa typ 700)
50 g mąki żytniej razowej typ 2000 (w oryginale nie ma, ale ja dodałam więcej wody do zaczynu - zob. powyżej, więc u mnie się zmieściła)
300 g wody
3 łyżeczki miodu - u mnie gryczanego (w oryginale 2 łyżeczki)
5 g suchych drożdży (pominęłam)

Wszystkie składniki wymieszać i wyrabiać ok. 10 minut, aby dobrze rozwinęła się siatka glutenowa. Zostawić na godzinę w ciepłym miejscu.

Przełożyć ciasto do 2 foremek wysmarowanych olejem i wysypanych otrębami lub ziarnami, ewentualnie uformować 2 bochenki.

Ponownie zostawić w cieple na ok. godzinę do wyrośnięcia - u mnie rosło ponad 2 godziny.

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 240 st. C, po 15 minutach temperaturę obniżyć do 220 st. C i piec jeszcze ok. 35 minut.

Namoczone ziarna zapewniają chlebowi wilgotność i dłuższą świeżość. W smaku nie ma istotnej różnicy, jeśli porównamy chleb z namoczonymi ziarnami z chlebem z uprażonymi ziarnami.






czwartek, 16 stycznia 2014

Ser z kolorowym pieprzem

Nie należę do wielbicielek ostrych smaków, preferuję potrawy raczej łagodnie doprawione, ale do sera pasują mi różne kombinacje, poza tym ciekawość pcha mnie do dalszych eksperymentów. Tym razem postanowiłam zrobić ser z kolorowym pieprzem. I dla odmiany trochę zmieniłam technologię - nieco podgrzałam gotowy skrzep. Ale po kolei...

Ser z kolorowym pieprzem

10 l mleka niepasteryzowanego (albo przynajmniej nie UHT z kartonu)
200 ml kefiru z żywymi kulturami bakterii
0,1 g podpuszczki mikrobiologicznej w proszku
1 łyżka świeżo zmielonych (dość grubo) ziaren kolorowego pieprzu (czarny, czerwony, zielony, biały)
1 łyżeczka mielonego czosnku

Mleko przelać do garnka i podgrzewać, cały czas mieszając, aby w całym garnku temperatura rosła równomiernie do 35 st. C. Odstawić, rozmieszać podpuszczkę w ok. 50 ml letniej wody i, cały czas mieszając, wlać ją do garnka z mlekiem. Dodać kefir, porządnie wymieszać, zostawić na 30 minut.

Po 30 minutach zrobi się skrzep i trzeba go pokroić długim nożem do dna garnka w kratki o boku mniej więcej 1 cm, a potem jeszcze raz w kratki, ustawiając nóż skośnie, żeby powstały małe kawałki skrzepu, a nie słupki. Znowu zostawić na 30 minut, aby skrzep oddzielił się od serwatki.

Po tych kolejnych 30 minutach lekko podgrzać skrzep do temperatury 40 st. C. Przygotować formę, wyłożyć ją chustą (u mnie pielucha) i na to wyłożyć skrzep bez serwatki, a więc najlepiej robić to sitkiem albo łyżką cedzakową. Ja wykładam zawsze sitkiem - tak idzie znacznie szybciej niż łyżką, nabiera się więcej skrzepu. Wszystkie porcje muszą być porządnie odcedzone. Każdą porcję po przełożeniu do formy posypać pieprzem zmieszanym z czosnkiem.

Zostawić na kilka godzin w formie, delikatnie odwracając od czasu do czasu. Po kilku godzinach wyjąć z chusty, zostawić tylko w formie na kolejne kilka godzin. Ważne jest, aby nie skracać czasu odciekania serwatki, aby ser nie wyszedł potem za miękki.

Przygotować solankę: W 1,5 litra przegotowanej wody rozpuścić 4 łyżki soli. Włożyć ser. Ser powinien poleżeć w solance kilka godzin. Tym razem leżakował dłużej niż do dotychczas - 8 godzin.

Po solance znowu trzeba dać mu trochę czasu, żeby odciekł i do lodówki na kilka dni, niech dojrzewa. Nie przykrywać.

Chciałam koniecznie dać serowi dojrzeć, choć obawiałam się tego procesu. Bałam się, że ser najzwyczajniej w świecie zepsuje się, spleśnieje i nie będzie nadawał się do jedzenia.

Tymczasem po 2 dniach w serze zrobiły się całkiem ładne dziury:-) Nic do niego przecież nie dodawałam...




Po 4 dniach spróbowałam i właściwie na co tu czekać, skoro jest pyszny?:-) Tylko uprzedzam, że jest dość ostry, przynajmniej dla nas - przyzwyczajonych do łagodnych smaków. Co nie oznacza, że jest zły, taki ostry smak do sera bardzo pasuje.

Ale jeszcze chociaż troszkę niech poleży.




Po 10 dniach ser lekko stwardniał i nie był już wilgotny, można było ukroić całkiem zgrabne plasterki. Nie zepsuł się, czego tak się obawiałam na początku. Ale dłużej nie daliśmy mu dojrzewać.





Mleko u gospodarza zamawiam co tydzień, może więc powinnam zamawiać co 2 dni albo codziennie, aby w końcu te sery kiedyś mogły w spokoju poleżeć?:-) Tylko skąd wziąć miejsce w lodówce? Kilka takich serków zajmie pół lodówki...

środa, 15 stycznia 2014

orkiszowo-żytnie bagietki na zakwasie

Takie bagietki lubimy najbardziej - zakwas, zaczyn żytni razowy, do tego lekka mąka orkiszowa. Piekę je dość często, ostatnio jednak w ferworze prac domowych zupełnie zapomniałam o nich, kiedy się piekły, i co prawda nie spaliły się, były niby w sam raz, ale niestety zbyt długie siedzenie w piekarniku sprawiło, że skórka bardzo stwardniała. 

Bagietki smakują nawet bez dodatków. Najlepsze są na świeżo, w dniu upieczenia, ale i następnego dnia są całkiem dobre, pod warunkiem oczywiście, że nie przetrzymamy ich za długo w piekarniku:-)

Bagietki na zakwasie

Zaczyn:

20 g aktywnego zakwasu żytniego
300 g wody
250 g mąki żytniej razowej typ 2000
Składniki wymieszać, zostawić na ok. 14 godzin, aby zaczyn dojrzał.


Gotowe ciasto (proporcje na 5 potężnych bagietek):

cały zaczyn (jak powyżej)
550 g mąki orkiszowej typ 700
200 g wody 
1/2 łyżki soli

Wszystkie składniki wymieszać i wyrabiać ok. 10 minut, aby dobrze rozwinęła się siatka glutenowa. Zostawić w ciepłym miejscu na ok. 1,5 godziny. W połowie tego czasu, po ok. 45 minutach, wyjąć ciasto z miski, rozpłaszczyć, złożyć z powrotem w jedną bryłkę, włożyć do miski i zostawić w spokoju.

Następnie formować bagietki. Przyznam, że formowanie czegokolwiek z ciasta z dodatkiem mąki żytniej jest dla mnie zawsze nie lada wyzwaniem. Mąka żytnia bowiem klei się i do rąk, i do formy, i do papieru. Zawsze więc nieźle się namęczę, zanim powstaną jako-takie buły. Najczęściej robię to kompletnie niefachową metodą, a mianowicie wyciągam kawałek ciasta i po prostu rozciągam je w długość. Przedzielam bagietki papierem do pieczenia. Wychodzi z tego bułka może mało reprezentacyjna, ale bagietką mogę ją nazwać.

Uformowane bagietki można posypać makiem, pozostawić do wyrośnięcia i tutaj czas, jak przy każdym wypieku zakwasowym, zależy i od temperatury, i od samego zakwasu, i od ilości / rodzaju mąki. Mój zakwas ostatnio jest dość powolny, więc bagietki wyrastały 3 godziny, ale zdarzało się i tak, że po godzinie robiły się ogromne. A więc czas jest dość względny (jak zawsze i wszędzie:-) ).

Wyrośnięte bagietki wstawić do piekarnika nagrzanego do 250 st. C i lekko naparowanego (np. spryskiwaczem do kwiatów). Piec ok. 20 minut, bagietki powinny się lekko przyrumienić. 

Smacznego!




poniedziałek, 13 stycznia 2014

Chleb żytni z kminkiem

Mój zakwas chyba się trochę rozleniwił, więc aby sobie trochę ułatwić życie, pomyślałam o upieczeniu chleba z nieco większym dodatkiem jasnej mąki, żeby struktura była lżejsza, no i żeby jakoś jednak rósł. Drożdży konsekwentnie nie dodaję do żadnego przepisu zakwasowego. Recepturę zaczerpnęłam ponownie z bardzo inspirującej książki Jeffreya Hamelmana "Chleb".

Zauważyłam, że coraz bardziej trzymam się przepisów, a coraz mniej piekę "na oko". Zapewne jest to skutek prowadzenia bloga, bardziej przyglądam się temu, co robię, a raczej nie tyle się przyglądam, co po prostu ważę produkty:-). Dzięki temu odkrywam różne prawidłowości w sporządzaniu ciasta chlebowego i nie tylko.

Chleb żytni z kminkiem

Zaczyn:

20 g aktywnego zakwasu żytniego
300 g wody
350 g mąki żytniej razowej typ 2000
Składniki wymieszać, zostawić na 14-16 godzin, aby zaczyn dojrzał.


Gotowe ciasto (proporcje na 2 bochenki):

cały zaczyn (jak powyżej)
550 g mąki chlebowej (u mnie orkiszowa typ 700)
320 g wody
2,5 łyżki kminku
1 łyżka soli
4 g suchych drożdży (pominęłam)

Wszystkie składniki wymieszać i wyrabiać ok. 10 minut, aby dobrze rozwinęła się siatka glutenowa. Zostawić na godzinę w ciepłym miejscu.

Przełożyć ciasto do 2 foremek wysmarowanych olejem i wysypanych otrębami lub ziarnami, ewentualnie uformować 2 bochenki.

Ponownie zostawić w cieple na ok. godzinę do wyrośnięcia.

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 240 st. C, po 15 minutach temperaturę obniżyć do 200 st. C i piec jeszcze ok. 35 minut.






niedziela, 12 stycznia 2014

Serek jogurtowy

Delikatny, mięciutki, wyjątkowy. I do tego bardzo łatwy. Na podstawie książki Mary Karlin "Artisan Cheese Making at Home".

Zrobiłam go po raz pierwszy i na pewno będę go często robić w różnych wariantach. W oryginale dodawana jest do niego mięta i skórka cytrynowa, ale ja ten pierwszy serek zrobiłam po prostu ze szczypiorkiem. Akurat wyrósł nam na parapecie w doniczce piękny szczypior i wskazane było go jakoś spożytkować.

Serek jogurtowy

750 ml gęstego jogurtu naturalnego (domowy smakuje najlepiej)
1 łyżeczka soli
szczypiorek


Jogurt przełożyć do miski, posypać solą, delikatnie wymieszać. Sito lub formę serową wyłożyć chustą serowarską / pieluchą tetrową, przełożyć na to jogurt, zostawić do odcieknięcia na 12 godzin. Po tym czasie wymieszać z przyprawami - u mnie ze szczypiorkiem - i zostawić w temperaturze pokojowej na 2 godziny. Serek jest już wtedy gotowy. Przechowywać w lodówce do 5 dni. Z tej ilości wychodzi porcyjka o wadze ok. 200 g, a więc u nas, po podzieleniu na 6, nie było czym się najeść, my rodzice mogliśmy zaledwie spróbować i mogę tylko powiedzieć, że serek naprawdę jest wyjątkowy. Ma konsystencję kremowego serka do smarowania, ale jest o wiele lepszy i poza krowim mlekiem, solą i szczypiorkiem nie zawiera nic dodatkowego.



czwartek, 9 stycznia 2014

Chleb z czerstwym chlebem:-)

... czyli co można zrobić, gdy mamy stary sczerstwiały chleb, nie mamy ochoty go zjeść i chcielibyśmy mieć świeży. Doskonały przepis z doskonałej książki Jeffreya Hamelmana "Chleb". U mnie co prawda rzadko chleb ma okazję sczerstwieć, raczej jest zjadany na bieżąco, ale czasami wysychają pojedyncze kromki zostawione na talerzykach. Wówczas piekę nowy chleb z dodatkiem starego.

Chleb z dodatkiem czerstwego chleba

Zaczyn:

20 g aktywnego zakwasu żytniego
300 g wody
350 g mąki żytniej razowej typ 2000 
Składniki wymieszać, zostawić na 14-16 godzin, aby zaczyn dojrzał. 

Namoczone produkty:

75 g czerstwego chleba pokrojonego w kostki
100 g siemienia lnianego
275 g wody
Składniki zalać ciepłą wodą, zostawić do namoczenia.

Gotowe ciasto (proporcje na 2 bochenki):

cały zaczyn (jak powyżej)
namoczone produkty (jak powyżej)
550 g mąki chlebowej (u mnie orkiszowa typ 700)
150 g wody
1 łyżka soli
4 g suchych drożdży (pominęłam, z założenia nie dodaję drożdży do chlebów zakwasowych)

Wszystkie składniki wymieszać i wyrabiać kilka minut. Zostawić na godzinę w ciepłym miejscu (u mnie zapomniane ciasto leżakowało prawie 2 godziny, ale nie zaszkodziło mu to).

Przełożyć ciasto do 2 foremek wysmarowanych olejem i wysypanych otrębami lub ziarnami, ewentualnie uformować 2 bochenki (z tym że ciasto jest dość luźne, niezbyt wygodne do formowania)

Ponownie zostawić w cieple na ok. godzinę do wyrośnięcia.

Wstawić do piekarnika nagrzanego do 240 st. C, po 15 minutach obniżyć do 200 st. C i piec jeszcze ok. 40 minut. 

Chleb jest doskonały.






Szampon rumiankowo-chmielowy z mydłem

To trochę inna wersja tego szamponu. Dziewczyny bardzo prosiły mnie o szampon, który "ma dużo pianki", a skoro tak, to pomyślałam, że porównam 2 wersje: rumiankowo-chmielowy z mydlnicą, który był bardzo dobry, ale się nie pienił i rumiankowo-chmielowy z szarym mydłem, które to, jak sprawdziłam tu, pieni się bardzo ładnie.

Takim szamponem z dodatkiem szarego mydła można umyć całe ciało, więc sprawdza się też świetnie jako żel pod prysznic. A jeszcze gdy dodamy olejek eteryczny, mycie włosów staje się wręcz przyjemnością, nawet dla dzieci. Moje dziewczyny bardzo lubią ładne zapachy, szczególnie upodobały sobie cytrusowe.

Szampon rumiankowo-chmielowy z mydłem

2 łyżki rumianku
2 łyżki szyszek chmielowych
2 szklanki wody
50 g startego na tarce szarego mydła
1 łyżka gliceryny
5 kropli olejku eterycznego (dowolnego - ulubionego)

Zioła zalać wodą, zagotować, odstawić na 15 minut. Przecedzić. Dodać starte mydło, mieszać do rozpuszczenia mydła. Dodać glicerynę i olejek eteryczny, wymieszać. Wystudzić i można od razu używać.

U nas wygrał szampon z szarym mydłem, ponieważ się pieni, ale jednak na pewno będę wracać i do mydlnicy, gdyż jest to naturalny wyciąg roślinny i mam pewność, że nie ma tam nic szkodliwego.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Razowiec gryczany

Taki chleb piekę dość często, ale choć zwykle robię to na oko, tym razem jednak wszystko zważyłam, aby sprawdzić dokładne proporcje. Podejrzewam mimo wszystko, że ile chlebów piekę, tyle wersji wychodzi:-) I też każdemu polecam, aby lekko modyfikować proporcje, gdyż mąki są różne, nawet ten sam gatunek za każdym razem jest inny. I różny też jest zaczyn. 

Chleb gryczany jest dość specyficzny, więc jeśli ktoś nie lubi kaszy gryczanej, zapewne nie będzie mu smakował. Mąka gryczana ma dość ostry smak. Ewentualnie można pokombinować z proporcjami mąki gryczanej, to znaczy zmniejszyć jej ilość nawet dwukrotnie, a zwiększyć ilość mąki orkiszowej. Próbowałam tak piec i wtedy mąka gryczana jest słabo wyczuwalna, a aromat pozostaje. My jednak bardzo lubimy i kaszę gryczaną, i również chleby gryczane.

Razowiec gryczany 

Zaczyn:

50 g aktywnego zakwasu żytniego
250 g mąki żytniej razowej typ 2000
250 g wody

Składniki wymieszać, pozostawić na ok. 12-14 godzin - najlepiej na noc. 

Gotowe ciasto (proporcje na 2 duże bochenki):

550 g zaczynu (czyli cały zaczyn przygotowany jak powyżej)
800 g mąki orkiszowej razowej typ 2000
300 g mąki gryczanej
ok 600 g wody
3 łyżki melasy trzcinowej
1,5 łyżki soli

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać przez kilka minut. Zostawić na godzinę lub nawet trochę więcej. Następnie wysmarować formy olejem, wysypać otrębami lub ziarnami słonecznika lub dowolnymi ziarnami, jakie mamy pod ręką. Wyłożyć ciasto i zostawić do wyrośnięcia na ok. 5-6 godzin (tak, żeby ciasto prawie podwoiło swoją objętość).

Piec w piekarniku nagrzanym do 250 st. C przez 10 minut, potem obniżyć temperaturę do 200 st. C i piec jeszcze 40-50 minut. 

Chleb, jako że całkowicie razowy, jest dość ciężki, ale przepyszny, o intensywnym aromacie gryczanym. Zawsze kusi nas zapachem jeszcze na ciepło, ale wskazane jest, aby przynajmniej wystygł, a najlepiej kroić go dopiero następnego dnia...






Jeżówka (echinacea) i odporność

Jeszcze nie wpadłam na to, aby jeżówkę hodować w ogródku, chociaż - kto wie, co będzie w przyszłości ;) Kwiaty jeżówki wyglądają całkiem ładnie i oprócz tego, że zdobią, to jeszcze ile właściwości zdrowotnych mają... Najwięcej cennych składników jest w korzeniu, za to z ziela można wycisnąć sok.

Echinacea purpurea czyli jeżówka purpurowa pochodzi z Ameryki Północnej, gdzie Indianie wykorzystywali ją w leczeniu od wielu wieków. Na początku XX wieku jeżówka trafiła do Europy.

Jej koszyczek kwiatowy przypomina jeża, stąd nazwa. Faktycznie, cały dość duży środek kwiatu jest nastroszony purpurowymi igiełkami. Echinos po grecku znaczy jeż.

Oto rozdrobniony korzeń na zdjęciu:


Korzeń wystarczy zalać wodą, gotować 5 minut, odcedzić i pić. Tyle że z ziołami, a z jeżówką szczególnie, należy zachować ostrożność, nie wolno jej wypić za dużo, bowiem jeżówka silnie pobudza układ odpornościowy. Nie wolno jej stosować przy chorobach autoimmunologicznych, po przeszczepach. Natomiast jest rewelacyjna na przeziębienie, a nawet grypę żołądkową - działa przeciwzapalnie, antywirusowo, antybakteryjnie, przeciwgrzybiczo, a stosowana zewnętrznie pomaga w chorobach skóry, jest składnikiem wielu kosmetyków o działaniu przeciwzmarszczkowym.

Przy okazji szukania zastosowań jeżówki, znalazłam chyba odpowiedź na nurtujący mnie od kilku miesięcy problem. Moja Pierwsza, która jest w 4. klasie podstawówki, cierpi na częste silne bóle głowy i czasami brzucha. U dzieci takie bóle bardzo mnie martwią, mimo że staram się nie ulegać panice. Odwiedziliśmy już pediatrę, neurologa, okulistę, w perspektywie mamy badanie EEG głowy. Ale jak na razie, wyniki wszystkich badań wychodzą dobrze i wygląda na to, że bóle głowy są wynikiem stresu. I właśnie na tej stronie chyba znalazłam odpowiedź:

"Echinacea jest szczególnie polecana dzieciom w wieku szkolnym, u których - w pierwszych latach nauki - obserwuje się zjawisko silnego stresu związanego ze szkolną edukacją. A to z kolei prowadzi do spadku odporności organizmu. Zjawisko to nosi nazwę psychoimmunitetu. Objawami takiego stanu mogą być m.in.: ból głowy, dreszcze, biegunka, moczenie nocne, ogólne rozbicie".

Konkluzja jest taka: Pierwsza będzie na pewno pić napar z jeżówki!:-) Co prawda ona sama twierdzi, że absolutnie się nie stresuje, niczym się nie denerwuje, ale ostatnio na przykład zapytała mnie: "Mamusiu, a czy to jest stresowanie się, kiedy pani sprawdza pracę domową i ja się bardzo boję, bo tę pracę domową zapomniałam odrobić?" Sam przeskok z 3. do 4. klasy jest wystarczająco stresujący, a w naszym przypadku doszła do tego zmiana szkoły...

Napar z jeżówki

1 płaska łyżeczka rozdrobnionego korzenia jeżówki
200 ml wody

Korzeń jeżówki zalać wodą, zagotować, gotować ok. 5 minut, przecedzić. W przypadku przeziębienia pić 3 razy dziennie taką porcję. Dzieciom podaję 2-3 razy mniej, im mniejsze dziecko, tym ostrożniej, np. 4-letnia Czwarta  dostała tylko kilka łyżeczek. Można pić profilaktycznie, raz lub 2 razy dziennie, ale nie przekraczać 3 razy. Bardzo uważać, żeby nie przedawkować.

Smak naparu nie odstrasza:-), takie typowe ziółka bez goryczki, więc da się przełknąć.





Nalewka z jeżówki

100 g rozdrobnionego korzenia jeżówki
0,5 l wódki

Jeżówkę włożyć do słoika, zalać wódką, zakręcić słoik, zostawić na 10 dni. Następnie odcedzić. Przechowywać w chłodnym i ciemnym miejscu. Stosować 2-3 razy dziennie po 5 ml (1 łyżeczka)

Nalewka po 1 dniu:



i gotowa po 10 dniach:

Smak mało zachęcający, ale w sumie nie o to chodzi, ważne, aby działała...

Maść z jeżówką

50 g rozdrobnionego korzenia jeżówki
1 szklanka oleju (u mnie rzepakowy, ale może być inny, ważne, aby zimnotłoczony)
30 g wosku pszczelego
5 kropli naturalnego olejku eterycznego 

Jeżówkę zalać olejem, zostawić na miesiąc w temperaturze pokojowej. 

Gotowy olej jeżówkowy podgrzewać razem z woskiem, aż wosk się rozpuści. Dokładnie przemieszać, dodać olejek eteryczny, znowu przemieszać, przelać do słoiczka, ostudzić. Przechowywać w zamkniętym słoiczku. Stosować do pielęgnacji ust i wysuszonej, popękanej skóry (jeżówka ma działanie przeciwzmarszczkowe, kojące i wygładzające, a nawet pomaga w leczeniu różnych zmian skórnych - w przypadku leczenia jednak najlepiej skonsultować się z lekarzem).




czwartek, 2 stycznia 2014

Ser z kminkiem

Dla amatorów kminku. My należymy do smakoszy dań kminkowych, więc ser okazał się wyjątkowo trafiony. I przy tym bardzo prosty, jak zresztą każdy mój ser. Ale już mnie zaczynają kusić bardziej skomplikowane technologie:-)

Kminek jest doskonałą przyprawą (wiem, nie każdy go lubi, ma specyficzny aromat), niemniej jednak do sera pasuje idealnie. Ma bardzo korzystne działanie na przewód pokarmowy: reguluje trawienie, likwiduje wzdęcia, zaparcia.

Ser z kminkiem

10 l mleka niepasteryzowanego (albo przynajmniej nie UHT z kartonu)
200 ml kefiru z żywymi kulturami bakterii
0,1 g podpuszczki mikrobiologicznej w proszku
1 łyżka nasion kminku (oczywiście można dodać więcej, 1 łyżka to wersja dość delikatna)

Mleko przelać do garnka i podgrzewać, cały czas mieszając, aby w całym garnku temperatura rosła równomiernie do 33 st. C. Odstawić, rozmieszać podpuszczkę w ok. 50 ml letniej wody i, cały czas mieszając, wlać ją do garnka z mlekiem. Dodać kefir, porządnie wymieszać, zostawić na 30 minut.

Po 30 minutach zrobi się skrzep i trzeba go pokroić. Nóż musi być długi, aby kroił do dna garnka. Pokroić skrzep w kratki o boku mniej więcej 1 cm, a potem jeszcze raz w kratki, ustawiając nóż skośnie, żeby powstały małe kawałki skrzepu, a nie słupki. Znowu zostawić na 30 minut, aby skrzep oddzielił się od serwatki.

Po tych kolejnych 30 minutach przygotować formę, wyłożyć ją chustą (u mnie pielucha złożona na pół) i na to wyłożyć skrzep bez serwatki, a więc najlepiej robić to sitkiem albo łyżką cedzakową. Ja wykładałam sitkiem - tak idzie znacznie szybciej niż łyżką, nabiera się więcej skrzepu. Wszystkie porcje muszą być porządnie odcedzone. Każdą porcję po przełożeniu do formy posypać kminkiem.

Zostawić na kilka godzin w formie, delikatnie odwracając od czasu do czasu. Po kilku godzinach wyjąć z chusty, zostawić tylko w formie na kolejne kilka godzin. Ważne jest, aby nie skracać czasu odciekania serwatki, aby ser nie wyszedł potem za miękki.

Przygotować solankę: W 1,5 litra przegotowanej wody rozpuścić 4 łyżki soli. Włożyć ser. Ser powinien poleżeć w solance kilka godzin. Tym razem leżakował całe 4 godziny.

Po solance znowu trzeba dać mu trochę czasu, żeby odciekł i do lodówki na kilka dni, niech dojrzewa. Nie przykrywać.

Ser po 2 dniach dojrzewania:


Ser po 4 dniach dojrzewania:


I kawałek sera po 6 dniach leżakowania w lodówce:



Krem pod oczy ze stokrotek

Rewelacyjny krem pod oczy z suszonych kwiatów stokrotek. Stokrotka pomaga w leczeniu schorzeń skórnych, siniaków, ran, działa bakteriobójczo, ściągająco, kojąco i łagodząco na skórę, zmniejsza opuchliznę. Krem ze stokrotki jest uniwersalny, można używać go nie tylko pod oczy, ale na całą twarz i ciało. Przepis znalazłam na Zielonym Zagonku, gdyż jak już niejednokrotnie wspominałam, nie chcę robić kosmetyków z gotowych baz, lecz wyłącznie z naturalnych składników. Im prościej, tym lepiej. Wyjątek robię tylko dla mydła, ponieważ przy dzieciach nie chcę pracować z wodorotlenkiem sodu.

Najpierw trzeba wyprodukować olej stokrotkowy. Najlepiej w tym celu zalać suszone kwiaty stokrotki olejem słonecznikowym i poczekać 5 tygodni, aż olej nabierze stokrotkowych właściwości. Wtedy przecedzić. Jeśli chcemy skrócić czas oczekiwania, można po prostu gotować olej ze stokrotkami na malutkim ogniu przez ok. 4 godziny (w kąpieli wodnej), ale ja cierpliwie poczekałam, aż mój olej nabierze stokrotkowej mocy...

Krem pod oczy ze stokrotek

1 łyżka rumianku
1 łyżka szałwii
5 g wosku pszczelego
5 kropli olejku miętowego
5 kropli witaminy E (dodałam od siebie jako konserwant)
50 ml oleju stokrotkowego 
100 ml wody




Zioła zalać wodą, zagotować i na małym ogniu gotować jeszcze przez 5 minut. Odcedzić, wystudzić. Olej stokrotkowy podgrzewać razem z woskiem do rozpuszczenia się wosku. Wystudzić.

Gdy mieszanina oleju z woskiem zacznie tężeć, ubijać mikserem, dodając po trochu wywar z ziół, a na końcu witaminę E i olejek miętowy. Ubijać przez ok. 5 minut.

Przechowywać najlepiej w lodówce do 2 miesięcy.

U mnie nie do końca połączyła się woda z tłuszczem, najprawdopodobniej moje zioła nie wystygły do końca, gdyż zarówno wosk i olej, jak i wywar z ziół powinny osiągnąć jednakową temperaturę (pokojową). Przy nabieraniu kremu pojawiają się pojedyncze kropelki wody. Ale samemu kremowi to nie przeszkadza, po prostu jest trochę bardziej tłusty. A jeśli komuś całość wcale nie zechce się połączyć, też nie będzie tak źle, otrzymamy wtedy tłusty krem bez dodatku wody.