środa, 18 czerwca 2014

Żółw, kot i rybki

Jak większość dzieci, zawsze marzyłam o posiadaniu zwierzaka. Aż w końcu dostałam na urodziny żółwia. To była piękna żółwica Balbina, która towarzyszyła mi przez ponad 20 lat! Potem towarzyszyła także moim dzieciom, które pokochały ją całym sercem. W lecie mieszkała w ogródku, a ponieważ była duża, nie musieliśmy się obawiać, że przeciśnie się przez szpary w ogrodzeniu. Oskubywała kiełkujące kabaczki i płatki kwiatów, spijała wodę z liści. Niestety, zginęła tragicznie, co wszyscy strasznie przeżyliśmy. Dziewczyny błagały o kolejnego żółwia. Początkowo byłam przeciwna, dla mnie istniała tylko Balbina i nie potrafiłam jej niczym innym zastąpić. Ale serduszka dziecięce marzyły o żółwiku. Zaangażowały się w wybór zwierzaka i zakup (dołożyły się z kieszonkowego) i od ostatniego lata mieszka z nami Mania. Mania jest malutka, ucieka zewsząd, pokonuje wszelkie ogrodzenia, które jej przygotowuję, podkopuje się pod ogrodzeniem, mieści się w szpary, nie wiem - może nawet przeskakuje (???) i ciągle trzeba jej szukać. Wyjątkowo szybki i ruchliwy żółwik, biega w tempie ekspresowym i w wyścigu z zającem (tym z bajki Jeana de La Fontaine'a) na pewno by wygrał:-).



Kolejnym domownikiem został KOT. Kot o imieniu Czarnuszek, ale którego to imienia praktycznie nikt nie używa i kot nazywany jest KOTEM albo tysiącem zdrobnień bardziej i mniej kocich. Kot zamieszkał u nas we wrześniu ubiegłego roku, w wieku niespełna 3 miesięcy. Od tego czasu wydoroślał i nauczył nas, jak to jest mieć kota w domu. Bo jednak to zupełnie nowe doświadczenie. Kot zaskakuje nas czymś nowym na każdym kroku i jest zwierzakiem wyjątkowo przytulaśnym. Znosi wszystko, nawet trudną dziecięcą "miłość". Najmłodsza Czwarta wozi go samochodzikiem-wywrotką i kot wtedy grzecznie leży sobie, tylko oczy latają mu dookoła głowy w pędzącym samochodzie. Dziewczyny noszą go też przerzuconego przez ramię, podczas gdy łapy zwieszają się z obu stron.

Jest oczywiście najpiękniejszy. Rasowy dachowiec, cały czarny, z białym krawatem i białymi "stringami" - tak to określiła Druga:-). I co ciekawe, połowę wąsów ma białą, a połowę czarną:-) - cecha szczególna.

Kot poluje. Wreszcie nie ma u nas much ani pająków w domu, nie pałętają się żadne przyprawiające o stres żyjątka. W ogrodzie wyłapuje polne myszy i niestety żabki. Kiedyś przyniósł taką żabę do domu. Żaba była jak najbardziej żywa i zaczęła skakać wysoko po całym salonie. Dziewczyny piszczały i uciekały przed żabą, żaba za nimi, Kot za żabą, ja za Kotem. W każdym razie żaba przeżyła tę mrożącą krew w żyłach historię i wylądowała z powrotem w ogrodzie.

Kot, zanim przyszedł do nas, stanowił argument przetargowy. "Jak się nie będziecie uczyć angielskiego, nie dostaniecie kota!" - mówił Mąż, starając się przeforsować trochę pożytecznej nauki. Druga wzruszyła na to ramionami, stwierdzając ze zdumieniem: "Tatusiu, ale przecież nie będziemy z kotem rozmawiać po angielsku!" W każdym razie Kot jest u nas, a angielski, kulejąc, idzie do przodu i jakoś wszystko się toczy.

Co prawda ze sprzątaniem po Kocie różnie bywa, choć dziewczyny oczywiście obiecywały wszystko. Ciągle słyszę "to nie mój dzień!", "dziś jej kolej!", "ja już dziś sprzątałam!". Ale ogólnie dają radę.

Kot stał się już domownikiem, którego wszyscy kochają, respektują, wychowują i o niego dbają. A Kot odwdzięcza się wyjątkowym kocim przywiązaniem.






W planach, bardzo konkretnych, mamy rybki. Dostałyśmy na urodziny i Dzień Dziecka akwarium (to ja tak pechowo mam urodziny w Dzień Dziecka:-)). W akwarium jest już żwirek, woda, roślinki i pracuje filtr. Tylko rybek brak:-). Rybki mają być dopiero po powrocie z urlopu w połowie lipca, bo nie byłoby komu ich karmić niestety. Wystarczający kłopot mamy już z Kotem, który najprawdopodobniej będzie musiał przeczekać nasz urlop w kocim pensjonacie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz