niedziela, 23 marca 2014

Od świeżej makreli do wędzonej makreli

Lubimy ryby wszyscy z wyjątkiem Drugiej, która uznaje tylko rybę wędzoną czyli tę najmniej zdrową. A dobrze byłoby, gdyby jednak choć troszkę ryb jadła... W domu zwykle ryby robię w garnku rzymskim, obłożone warzywami i plastrami cebuli, do tego dokładam całe ząbki czosnku i wszystko razem piecze się w piekarniku do miękkości. Bardzo lubimy rybę w tej wersji.

Wymyśliliśmy więc, że aby wędzona ryba była zdrowsza, trzeba ją uwędzić samemu:-). Prostą wędzarnię zrobił mój tata na wsi, technologię zgłębiał w literaturze mąż, potem razem wędzili, a ja opisałam:-) No i w jedzeniu też miałam swój udział... A Druga baaardzo szczęśliwa, że w końcu dostała swoją ukochaną rybę, której uparcie jej odmawiałam. Zresztą wszyscy jedliśmy ze smakiem. I co ciekawe, ryba wędzona naturalnie wcale nie jest taka piękna i złocista jak ta w sklepach, ciekawe więc, czym szpikują / nacierają tę sklepową, aby wyglądała jak z obrazka? Moja jest dość zwyczajna, w kolorze lekko szarawa, taka nie zwracająca uwagi...

Zaczęliśmy od zakupu świeżej makreli. Miał być łosoś, ale jednak łosoś to niemal bankructwo dla budżetu 6-osobowej rodziny. Makrela też dobra. Koniecznie z głową, im świeższa, tym lepiej, wcale niełatwo taką dostać, ale udało się.

Wędzona makrela

10 świeżych makreli z głowami (albo każda inna dowolna ilość)
na marynatę: (przepis na marynatę stąd
5 l gorącej wody
3/4 szklanki soli
10 liści laurowych
20 ziaren ziela angielskiego
1 łyżeczka gałki muszkatołowej
1 łyżeczka cukru

Ryby wypatroszyć, usunąć skrzela i oczy (ja tego nie robiłam, brrr...). Wymieszać składniki marynaty i ostudzić. Włożyć ryby, wstawić naczynie do lodówki, zostawić na noc. 

Ryby wyjąć z marynaty, osuszyć przez kilka godzin, najlepiej zawiesić je na hakach do wędzenia w lodówce (chyba że mamy inne chłodne miejsce i nie mamy kota...).

To ryby wyjęte właśnie z marynaty:



Osuszone ryby umieścić w wędzarni. Dobrze jest rozchylić im brzuszki i wstawić patyczki, aby cały czas wędziły się rozchylone. W ten sposób równo się uwędzą. Nasze wędziły się 4 godziny w temperaturze 40-50 st. C w dymie drewna dębowego, ale najlepsze do tego celu jest drewno owocowe. W ogóle duże znaczenie ma rodzaj użytego drewna, wpływa ono na smak i aromat wędzonych smakołyków. A może też na kolor?

W każdym razie makrele uwędziły się rewelacyjnie. Mięciutkie, ale nie rozpadające się, pachnące, kuszące smakiem i aromatem. Nie sądziłam, że jesteśmy w stanie wyprodukować taki przysmak. Ryby znikły w ciągu dwóch dni. Z podanych proporcji wyszły nieco mniej słone niż te sklepowe, ale w takiej wersji o wiele bardziej nam smakowały.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz