wtorek, 31 grudnia 2013

Najprawdziwsze soki owocowe i owocowo-warzywne

Tutaj znalazłam producenta i dostawcę najwspanialszych soków: całkowicie naturalnych, tłoczonych na zimno z owoców, a nie rozcieńczanych z koncentratu, bez dodatku cukru ani innych wspomagaczy smakowych. Świeżych i pysznych, niefiltrowanych, czyli naturalnie mętnych. Takie soki dzieci mogą spokojnie pić, dorośli zresztą też:-). Najlepsze są właśnie lokalne tłocznie, zapewne w każdej okolicy taka się znajdzie.

Soki tłoczone są z jabłek - z odmian kwaśnych, półsłodkich i słodkich, niektóre powstają z połączenia jabłek z innymi owocami i warzywami. Każdy z tych soków stanowi niesamowite odkrycie smakowe, można się nimi wręcz delektować. Dla mnie najsmaczniejszy jest jabłkowy z burakiem, selerem i marchwią, dziewczyny natomiast uwielbiają KWAŚNY jabłkowy. Ale próbujemy po kolei wszystkich. Niektóre pojawiają się tylko sezonowo, więc na razie musimy na nie poczekać. Teraz możemy pić sok jabłkowy w wersji kwaśnej, półsłodkiej i słodkiej oraz jabłkowy z truskawką, jabłkowy ze śliwką, jabłkowy z marchwią, jabłkowy z czarną porzeczką, jabłkowy z wiśnią, jabłkowy z burakiem, jabłkowy z selerem...

Soki pakowane są w specjalne worki z kranikiem, który uniemożliwia dostawanie się powietrza do środka i dzięki temu sok dłużej pozostaje świeży po otwarciu. Worek wkłada się do kartonu wielokrotnego użytku, z którego sok można wygodnie nalewać. 



Soki jabłkowe mętne są o wiele zdrowsze niż klarowne, gdyż zawierają flawonoidy, które mają działanie antynowotworowe, opóźniają procesy starzenia skóry i podnoszą odporność organizmu. Działają przeciwzapalnie, antyalergicznie, pochłaniają szkodliwe promienie UVA i UVB. Na tej stronie można przeczytać więcej na temat dobroczynnego wpływu mętnych soków jabłkowych na nasz organizm. 



Naturalny szampon rumiankowo-chmielowy z mydlnicą

Nie szczypie w oczy tak jak ten z orzechów piorących i dla dzieci to jest najważniejsza zaleta. Szampon bardzo im się podoba. Nie pieni się tak jak ten z dodatkiem mydła, mimo że mydlnica zawiera saponiny, ale da się go rozprowadzić na włosach i umyć je. Z rozczesywaniem nie ma problemów, włosy ładnie układają się. 

Chmiel dobrze wpływa na przetłuszczające się i zniszczone włosy, rumianek i mydlnica pielęgnują włosy, pomagają zlikwidować łupież i podrażnienia na skórze głowy.

Szampon rumiankowo-chmielowy z mydlnicą

1 łyżka rumianku
1 łyżka szyszek chmielowych
2 łyżki mydlnicy
1 łyżka gliceryny
5 kropli naturalnego olejku eterycznego (dodałam cytrynowy)
2 szklanki wody

Zioła zalać zimną wodą, doprowadzić do wrzenia, wyłączyć palnik. Poczekać 15 minut, przecedzić, dodać glicerynę i olejek eteryczny, wymieszać. Wystudzić i od razu można używać. Kilka dni na pewno można przechowywać, więcej nie próbowałam, ale jeśli głów w domu jest mniej, to proponuję po prostu zmniejszać proporcje, żeby zawsze mieć świeży szampon.


niedziela, 29 grudnia 2013

Razowiec skandynawski

Najczęściej piekę chleb "na oko", więc ciężko jest mi dzielić się przepisami, ale zdarza mi się również korzystać z pomysłów z dobrych książek. Tak było np. z razowcem skandynawskim ze znakomitej książki Małgorzaty Zielińskiej "Domowa piekarnia".

Jeżeli korzystam ze źródeł, to wybieram chleby prawdziwie razowe, najwyżej z małą domieszką jasnej mąki. Razowy musi być naprawdę razowy. I taki jest razowiec skandynawski. Przeważa w nim mąka żytnia razowa. Jasną pszenną zamieniłam na jasną orkiszową, ponieważ pszennej w ogóle przestałam używać. We wszystkich sytuacjach zamieniam ją na orkiszową.

Tu dwukrotnie zwiększyłam proporcje, bo zawsze piekę 2 bochenki, ale można je zmniejszyć, jeśli chcemy upiec jeden mniej więcej kilogramowy chlebek. I dodałam pestki dyni na wierzch i spód.

Razowiec skandynawski

Zaczyn:

100 g żytniego zakwasu
500 g mąki żytniej razowej typ 2000
200 g mąki orkiszowej jasnej typ 700
400 - 450 g wody (letniej)

Składniki wymieszać w misce, przykryć ściereczką, zostawić na 24 godziny do przefermentowania. 

Ciasto chlebowe:

cały przygotowany wcześniej zaczyn
600 g mąki żytniej razowej typ 2000
300 - 350 g wody (letniej)
1 łyżka soli
ok. 100 g pestek dyni

Wodę, mąkę i sól dodać do zaczynu, wymieszać. Wyłożyć do foremek wysmarowanych olejem i wysypanych otrębami oraz pestkami dyni. Po wierzchu też posypać pestkami dyni.




Przykryć, zostawić do wyrośnięcia w cieple na ok. 5 godzin - tak, żeby bochenki porządnie wyrosły, a nawet prawie podwoiły swoją objętość - czasami trwa to krócej, a czasami nawet dużo dłużej.

Piec ok. 1 godzinę w piekarniku nagrzanym do 200 st. C, z tym że ja piekę w garnkach rzymskich, więc wstawiam do zimnego piekarnika, rozgrzewam do 250 st. C, zmniejszam temperaturę do 200 st. C i piekę ok. 20 minut dłużej, czyli licząc od wstawienia do piekarnika - ok. 1 godzinę i 20 minut.







sobota, 28 grudnia 2013

Ser i bruschetta

Przyszła pora na kolejny ser. Niedługo serowarstwo stanie się naszym rodzinnym rytuałem:-) I okazało się, że można spokojnie przeżyć bez żółtego sera i innych sklepowych wynalazków. I można dowolnie kombinować z przyprawami i ciągle ulepszać.

Tym razem wybrałam przyprawę "bruschetta" firmy Visana, która składa się z suszonych pomidorów, bazylii, czosnku, papryki i oregano (bez żadnych dodatków smakowych).



To mieszanka idealna do wszystkiego, od zupy poprzez sałatki do kanapek. A skoro jest dla mnie aż tak uniwersalna, postanowiłam dodać ją również do sera. I tak powstał ser w stylu włoskim. I nie jest to bynajmniej lokowanie produktu, po prostu ciągle używamy tej przyprawy i naprawdę pasuje do wszystkiego i jak się okazało, do sera również.

Ser z suszonymi pomidorami i nie tylko

10 l mleka niepasteryzowanego (albo przynajmniej nie UHT z kartonu)
200 ml kefiru z żywymi kulturami bakterii
0,1 g podpuszczki mikrobiologicznej w proszku
35 g przyprawy bruschetta - mieszanka suszonych pomidorów, bazylii, czosnku, papryki i oregano (całe opakowanie)

Mleko przelać do garnka i podgrzewać, cały czas mieszając, aby w całym garnku temperatura rosła równomiernie do 33 st. C. Odstawić, rozmieszać podpuszczkę w ok. 50 ml letniej wody i, cały czas mieszając, wlać ją do garnka z mlekiem. Dodać kefir, porządnie wymieszać, zostawić na 30 minut.

Po 30 minutach zrobi się skrzep i trzeba go pokroić. Nóż musi być długi, aby kroił do dna garnka. Pokroić skrzep w kratki o boku mniej więcej 1 cm, a potem jeszcze raz w kratki, ustawiając nóż skośnie, żeby powstały małe kawałki skrzepu, a nie słupki. Znowu zostawić na 30 minut, aby skrzep oddzielił się od serwatki.

Po tych kolejnych 30 minutach przygotować formę, wyłożyć ją chustą (u mnie ponownie pielucha złożona na pół) i na to wyłożyć skrzep bez serwatki, a więc najlepiej robić to sitkiem albo łyżką cedzakową. Ja wykładałam sitkiem - tak idzie znacznie szybciej niż łyżką, nabiera się więcej skrzepu. Wszystkie porcje muszą być porządnie odcedzone. Każdą porcję po przełożeniu do formy posypać zmieszanymi przyprawami.

Zostawić na kilka godzin w formie, delikatnie odwracając od czasu do czasu. Po kilku godzinach wyjąć z chusty, zostawić tylko w formie na kolejne kilka godzin. Ważne jest, aby nie skracać czasu odciekania serwatki, aby ser nie wyszedł potem za miękki.

Przygotować solankę: W 1,5 litra przegotowanej wody rozpuścić 4 łyżki soli. Włożyć ser. Ser powinien poleżeć w solance kilka godzin. Tym razem leżakował prawie 4 godziny i też wyszedł w sam raz dla tych, którzy nie lubią dużo soli. Kawałek sera jednak odkroiłam i zostawiłam na dłużej w solance - na ok. 9 godzin - według upodobań mężowskich i wyszedł podobno doskonały do piwa:-)

Oto ser po 2 dniach dojrzewania:


I po 4 dniach:



I jeszcze kawałeczek został po 6 dniach:





Ser jest pyszny, ma delikatny czosnkowy posmak i pachnie przyprawami. Zdecydowanie lepszy od każdego żółtego. 

czwartek, 26 grudnia 2013

Szampon z orzechów piorących

Do wyprodukowania kolejnego szamponu użyłam orzechów piorących. W praniu sprawdzają mi się średnio, tzn. nie nadają się do rzeczy bardzo brudnych, a takich przy czwórce dzieci mam bardzo dużo. Używam ich co prawda czasami, ale jednak wolę ten proszek. Postanowiłam sprawdzić, jak działają orzechy jako szampon do włosów.

I muszę stwierdzić, że nie przekonałam się do nich. Jeszcze wypróbuję je jako środek myjący do wszystkiego... Przede wszystkim szampon bardzo (wręcz strasznie!) szczypie w oczy, a to sprawia, że dla dzieci z pewnością się nie nadaje, choć ja również nie lubię, gdy coś mi podrażnia oczy i pewnie nie ja jedyna... Poza tym nie pieni się, a jak już wcześniej wspomniałam, lubię, gdy szampon dobrze rozprowadza się na włosach i wytwarza pianę. A ten ma konsystencję wody. Jeśli komuś powyższy opis nie przeszkadza, to polecam, bo szampon nie zawiera żadnych dodatków chemicznych, jest bardzo łagodny, włosy po myciu stają się miękkie i ładnie się rozczesują. Ja jednak będę wracać do kombinacji ziołowo-mydlanych jak w tym szamponie, jako że ma on służyć całej naszej rodzinie - dorosłym i dzieciom.

Szampon z orzechów piorących

12 łupinek orzechów piorących
1 litr wody

Zagotować wodę z orzechami. Gotować przez kilka minut, przecedzić, wystudzić. Można dodać kilka kropli ulubionego olejku eterycznego, bo pachnie specyficznie. Gotowe.

Przechowywać w chłodnym miejscu do 10 dni. Ja nie przechowywałam, gdyż na jednym myciu zakończyliśmy, a pozostałą resztą umyłam kuchnię. Jako środek czyszczący może być, choć też nie do silnych zabrudzeń. A podobno świetnie zwalcza mszyce na roślinach - wypróbuję latem w ogródku:-)




niedziela, 22 grudnia 2013

Pieczemy świąteczne ciasteczka - babeczki z makiem

Uwielbiam wypieki z makiem, zawsze i wszędzie je wypatrzę, więc obok tego przepisu nie mogłam przejść obojętnie. A że akurat dziś odwiedzili nas mili goście, babeczki były jak najbardziej uzasadnione. Co prawda podobno przechowują się dobrze i można je nawet mrozić, ale u nas mało wypieków ma szanse na dłuższe przetrwanie...

Pozmieniałam trochę względem oryginału, więc nasze wyszły nieco inne, co nie zmienia faktu, że przepyszne - oczywiście dla amatorów maku. Do makowych wypieków używam zawsze maku mielonego, jest on bardzo wygodny i jednocześnie nie zawiera żadnych niepotrzebnych dodatków - mogę wtedy przygotować własną masę makową.

Babeczki z makiem

Ciasto kruche:

2 czubate szklanki mąki orkiszowej razowej typ 2000
200 g masła
3 żółtka
1/4 szklanki cukru pudru trzcinowego
1 łyżka gęstego jogurtu

Wszystkie składniki zmiksować w malakserze, uformować w kulę, schować na godzinę do lodówki. Przez ten czas przygotować masę makową:

Masa makowa:

200 g suchego mielonego maku
3 czubate łyżki miodu
100 g posiekanych orzechów włoskich
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka ekstraktu cytrynowego
1 łyżeczka ekstraktu pomarańczowego
1 jajko
opcjonalnie:
1 łyżka kandyzowanej skórki pomarańczowej (nie dodałam, bo nie lubimy),
1 łyżka mąki kokosowej (dodałam, bo moja masa była za słabo odciśnięta z wody, a mąka kokosowa dodała wspaniałego aromatu)

Zmielony mak zalać wrzątkiem, ostudzić, odcisnąć nadmiar wody. Dodać pozostałe składniki, wymieszać.

Formy do babeczek wylepiać ciastem. Można rozwałkować i wycinać koła albo, tak jak ja, po prostu odrywać kawałki ciasta i rozpłaszczać je na dnie i ściankach foremek. Ciasto bardzo ładnie się formuje w rękach, a ja nie lubię wałkowania, więc gdzie się da, staram się go unikać. Z pewnością babeczki nie są wtedy tak pokazowe i równiutkie, ale to jest taki mój kompromis między włożoną pracą a efektem. Każdą babeczkę wypełnić makiem, na wierzchu ułożyć gwiazdkę z ciasta lub dowolny inny wzorek. Piec w temperaturze 180 st. C przez 30 minut.


Śledziowe wariacje wigilijne

Mało potraw świątecznych przygotowuję wcześniej, większość musi być jednak zrobiona na świeżo. Śledziom wcześniejsze przygotowanie nie zaszkodzi, a nawet wyjdzie na dobre, nabiorą smaku i aromatu. Nasza rodzinna klasyka to śledź z cebulką w oleju oraz śledź z cebulką i jabłkami w śmietanie. Reszta według pomysłów i chęci. W tym roku postanowiłam zrobić jeszcze cztery rodzaje, gdyż miałam do zagospodarowania 2 kilo solonych filetów śledziowych. Pomysły czerpałam z mniamowych przepisów Grzegorza i wybrałam 4 zupełnie różne wersje, aby każdy z gości znalazł coś dla siebie (mam taką skromną nadzieję). Próbowaliśmy już wszystkich i wszystkie są pyszne. Do Wigilii staną się pewnie jeszcze lepsze...



Śledzie z majerankiem i czosnkiem

500 g solonych filetów śledziowych
8 ząbków czosnku
4 łyżki suszonego majeranku
1 szklanka oleju

Z rezerwą podchodziłam do zestawienia śledź - czosnek, ale zaryzykowałam i bardzo się cieszę, zestawienie okazało się bardzo trafione.

Śledzie namoczyć w wodzie na jakiś czas - stosownie do tego, jak bardzo są słone i jak bardzo słone chcemy uzyskać. Moje moczyły się 2 godziny i były w sam raz.

Czosnek obrać, przecisnąć przez praskę. Śledzie pokroić w małe kawałki, układać w słoiku na przemian z majerankiem i czosnkiem. Zalać olejem, zakręcić słoik, wstawić do lodówki na 2 dni.




Śledzie musztardowe

500 g solonych filetów śledziowych
2 duże cebule
4 łyżki musztardy
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
1 szklanka oleju

Śledzie namoczyć w wodzie na jakiś czas - stosownie do tego, jak bardzo są słone i jak bardzo słone chcemy uzyskać. Moje moczyły się 2 godziny i były w sam raz.

Cebulę obrać, pokroić w kostkę, wymieszać z musztardą i natką pietruszki, układać w słoiku na przemian z pokrojonymi śledziami. Zalać olejem, zakręcić słoik, wstawić do lodówki na 2 dni.




Śledzie ziołowe

500 g solonych filetów śledziowych
2 duże cebule
dowolne zioła według upodobań - u mnie: 1 łyżeczka oregano, 1 łyżeczka mielonego kminku, szczypta mielonej gałki muszkatołowej, szczypta pieprzu, 3 liście laurowe, kilka ziarenek ziela angielskiego
3/4 szklanki oleju
1/4 szklanki octu jabłkowego

Śledzie namoczyć w wodzie na jakiś czas - stosownie do tego, jak bardzo są słone i jak bardzo słone chcemy uzyskać. Moje moczyły się 2 godziny i były w sam raz.

Cebulę obrać, pokroić w kostkę. Olej wymieszać z octem jabłkowym i wszystkimi przyprawami. Śledzie pokroić w małe kawałki, układać w słoiku na przemian z cebulą. Zalać olejem z octem i przyprawami, zakręcić słoik, wstawić do lodówki na 2 dni.




Śledzie w czerwonym winie

500 g solonych filetów śledziowych
2 duże cebule
1 cytryna
przyprawy: 3 liście laurowe, kilka ziarenek ziela angielskiego, szczypta pieprzu, 1 łyżeczka cukru trzcinowego
1 szklanka czerwonego wina (wytrawnego, u mnie młode wino domowej roboty)
2 łyżki oleju

Śledzie namoczyć w wodzie na jakiś czas - stosownie do tego, jak bardzo są słone i jak bardzo słone chcemy uzyskać. Moje moczyły się 2 godziny i były w sam raz.

Cebulę pokroić w kostkę. Cytrynę pokroić w cienkie plasterki (razem ze skórką). Śledzie pokroić w małe kawałki, układać w słoiku na przemian z cebulą i cytryną. Wino wlać do garnuszka, dodać przyprawy, zagotować, wystudzić. Wyjąć ziele angielskie i liście laurowe, wlać do słoika ze śledziami i cebulą. Słoik zakręcić, wstawić do lodówki na 2 dni.




piątek, 20 grudnia 2013

Ser z kozieradką i czosnkiem niedźwiedzim

Tym razem poeksperymentowałam trochę ze smakami. Zrobiłam ser dokładnie według tego przepisu, który po pierwszym razie zachęcił mnie do robienia kolejnych serów. Tym razem dodałam do niego kozieradkę i czosnek niedźwiedzi. Już wiem, że bardzo ważne jest odciśnięcie sera, powinien dobrych kilka godzin (albo i więcej) leżakować w formie (potem już bez chusty). Tak samo po moczeniu w solance powinien kolejne kilka godzin poleżeć w formie. Mój pierwszy ser był pyszny, ale dość miękki, co w sumie nie ujmowało smaku, ale jednak jest znacznie wygodniej, gdy ser ładnie się kroi i plasterek da się przenieść chociaż na talerzyk:-)

Po szczegółowe instrukcje dotyczące produkcji sera odsyłam do mojego poprzedniego wpisu serowego, a teraz zapraszam na ser z dodatkiem kozieradki i czosnku niedźwiedziego.


Ser z kozieradką i czosnkiem niedźwiedzim

10 l mleka niepasteryzowanego (albo przynajmniej nie UHT z kartonu)
200 ml kefiru z żywymi kulturami bakterii
0,1 g podpuszczki mikrobiologicznej w proszku
1 łyżka grubo mielonej kozieradki
2 czubate łyżki czosnku niedźwiedziego


Mleko przelać do garnka i podgrzewać, cały czas mieszając, aby w całym garnku temperatura rosła równomiernie do 33 st. C. Odstawić, rozmieszać podpuszczkę w ok. 50 ml letniej wody i, cały czas mieszając, wlać ją do garnka z mlekiem. Dodać kefir, porządnie wymieszać, zostawić na 30 minut.

Po 30 minutach zrobi się skrzep i trzeba go pokroić. Nóż musi być długi, aby kroił do dna garnka. Pokroić skrzep w kratki o boku mniej więcej 1 cm, a potem jeszcze raz w kratki, ustawiając nóż skośnie, żeby powstały małe kawałki skrzepu, a nie słupki. Znowu zostawić na 30 minut, aby skrzep oddzielił się od serwatki.

Po kolejnych 30 minutach przygotować formę, wyłożyć ją chustą (u mnie ponownie pielucha złożona na pół) i na to wyłożyć skrzep bez serwatki, a więc najlepiej robić to sitkiem albo łyżką cedzakową. Ja wykładałam sitkiem - tak idzie znacznie szybciej niż łyżką, nabiera się więcej skrzepu. Wszystkie porcje muszą być porządnie odcedzone. Każdą porcję po przełożeniu do formy posypać zmieszanymi przyprawami.




Zostawić na kilka godzin w formie, delikatnie odwracając od czasu do czasu. Po kilku godzinach wyjąć z chusty, zostawić tylko w formie na kolejne kilka godzin. Ważne jest, aby nie skracać czasu odciekania serwatki, aby ser nie wyszedł potem za miękki.

Przygotować solankę: W 1,5 litra przegotowanej wody rozpuścić 4 łyżki soli. Włożyć ser. Ser powinien poleżeć w solance kilka godzin, mój leżakował 3 godziny i, jak na mój gust, wyszedł w sam raz (nie lubię mocnego słonego smaku). Po wyjęciu zostawić na kratce lub w formie do odcieknięcia, najlepiej na kolejne kilka godzin.

Położyć na talerzu, wstawić do lodówki, na początku co jakiś czas zlewać serwatkę. Niczym nie przykrywać sera, niech spokojnie dojrzewa. Tylko jak go przetrzymać przez te kilka dni dojrzewania??? W całej lodówce pachnie przyprawami i naprawdę ciężko opanować pokusę i ciekawość.

Oto ser po 2 dniach dojrzewania:


I po 4 dniach:




Więcej zdjęć nie będzie:-) Ser został dosłownie pożarty przez amatorów nabiału. Jeśli chodzi o przyprawy, to kwestia gustu, dla mnie mogłoby być ich nawet więcej, natomiast dziewczyny trochę marudziły, że jest ich za dużo. Jeśli ktoś lubi bardziej wyraziste sery, polecam dłuższe leżakowanie w solance, my lubimy mało słone, szczególnie dzieci, ale ser jest może trochę za bardzo delikatny i przyprawy go nieco zdominowały. Tak czy inaczej, znikanie sera jest jego najlepszą reklamą:-)

czwartek, 19 grudnia 2013

Pieczemy świąteczne ciasteczka - owsiano-czekoladowe

Nie są to może tradycyjne ciasteczka Bożonarodzeniowe, ale tak je lubimy, że pasują nam na wszystkie okazje, na świąteczne tym bardziej. Jest to po prostu połączenie płatków owsianych i otrąb owsianych z czekoladą. Jemy je bez większych wyrzutów sumienia:-)

Ciasteczka owsiano-czekoladowe

100 g miękkiego masła
1 szklanka płatków owsianych
1 szklanka otrąb owsianych
1/2 szklanki mąki orkiszowej razowej (u mnie typ 2000)
1/2 szklanki cukru trzcinowego demerara
1 jajko
100 g czekolady gorzkiej - posiekanej (cała tabliczka)
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
3 łyżki wody (opcjonalnie - jeśli ciasto nie zechce się połączyć, u mnie najczęściej nie chce)

Wszystkie składniki zmiksować razem, aż się połączą. Uformować kulę, schować na ok. godzinę do lodówki. 

Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Wyjąć ciasto z lodówki. Formować kulki wielkości orzecha włoskiego, rozpłaszczać je na blasze na kształt koła (lub czegoś a la koło - te akurat ciasteczka lepiły Trzecia i Czwarta). Do części ciasteczek dziewczyny dodały przed pieczeniem po 1 migdale - trzeba go trochę wcisnąć do środka, żeby się przylepił, .

Piec w temperaturze 180 st. C przez ok. 15 minut. Ciasteczka są delikatne i chrupiące. Aby takie pozostały, najlepiej przechowywać je w szczelnie zamkniętym pojemniku, jeśli oczywiście coś pozostanie po jednym dniu...






środa, 18 grudnia 2013

Zrobiłam pomadkę ochronną

Jeśli można zrobić krem, balsam czy inne mazidła, to można też i pomadkę ochronną, która szczególnie teraz, gdy jest zimno, przyda się na pewno. Nie mam jeszcze co prawda pojemniczków na pomadki, więc tymczasem wykorzystałam do tego celu małe plastikowe pudełeczka po ekstraktach z soków owocowych. Początkowo chciałam włożyć pomadkę do malutkiego słoiczka, ale stwierdziłam, że to jednak niepraktyczny pomysł, gdyż noszenie ze sobą szklanego opakowania nie jest wygodne.

Postanowiłam sama opracować przepis na pomadkę, aby nie korzystać z baz ani półproduktów. Założyłam, że na pewno musi być proporcjonalnie więcej wosku niż w kremie, jako że pomadka musi być jednak twardsza. Reszta może być (mam nadzieję) moją inwencją twórczą.

Na początek proporcje na małą ilość pomadki.

Słodka pomadka ochronna

1 łyżeczka wosku pszczelego
1 łyżeczka surowego masła kakaowego
3 łyżeczki oleju migdałowego
1/2 łyżeczki lanoliny
1/2 łyżeczki ksylitolu
5 kropli witaminy E

Wszystkie składniki rozpuścić w kąpieli wodnej. Ostatnio rozpuszczam wszystko na parze - jak czekoladę do wypieków, wtedy nie muszę się obawiać, że do naczynka dostanie się woda. Zestawić z ognia, dodać witaminę E, wymieszać dokładnie. Na początku masa jest płynna, ale szybko twardnieje. 



Wlać do pojemniczka, poczekać, aż masa stężeje i gotowe. Pachnie miodowo-czekoladowo-migdałowo z dominacją zapachu czekoladowego (surowe masło kakaowe) i jeszcze dodatkowo usta są słodkie (dzięki zawartości ksylitolu).



Przepis jest prosty, nie trzeba go modyfikować, pomadka nie może się nie udać. Składniki można zamieniać według upodobań i potrzeb. Dobrze jest jeszcze dodać ulubiony olejek eteryczny, ale za pierwszym razem nie dodałam, chciałam zobaczyć, jaki będzie naturalny aromat  i czy w ogóle będzie, a następnym razem będę go wzbogacać olejkami eterycznymi.

wtorek, 17 grudnia 2013

Pieczemy świąteczne ciasteczka - cynamonowo-migdałowe z jagodami goji

Miały być pierniczki z Bazylei, ale mam tę wadę (no, może nie zawsze to wada:-) ), że nie potrafię trzymać się przepisu, w związku z czym moich ciasteczek nawet nie mogę nazwać pierniczkami z Bazylei. Tak więc po oryginał odsyłam do Bei, tu natomiast opiszę wariację na temat, na szczęście całkiem udaną wariację.

Moje dziewczyny nie lubią skórek cytrusowych, więc musiałam coś dodać w zamian i postawiłam na jagody goji, za to dodałam ekstrakt cytrynowy i pomarańczowy. Przyprawa do piernika skończyła mi się na pierniczkach, więc zanim wyprodukuję następną, dodałam cynamon w większej ilości. Ilość miodu zmniejszyłam, ale wtedy zmieściło się mniej mąki. I w ten oto sposób powstały ciekawe ciasteczka.

Ciasteczka cynamonowo-migdałowe z jagodami goji

150 g grubo zmielonych migdałów (żeby zostały drobne kawałeczki)
250 g mąki orkiszowej razowej (typ 2000)
250 g miodu
120 g cukru trzcinowego
150 g suszonych jagód goji
2 łyżeczki sody
3 łyżeczki cynamonu
1 łyżka ekstraktu cytrynowego
1 łyżka ekstraktu pomarańczowego


Miód podgrzewać z cukrem, aż cukier się rozpuści. Lekko przestudzić, dodać resztę składników, wymieszać. Mąkę dodawałam na końcu, gdyż nie wiedziałam, ile powinnam jej dodać po zmniejszeniu ilości miodu. Wymieszaną masę przełożyć do foremki (u mnie 20 x 30 cm), rozsmarować ciasto na wysokość ok. 1 cm i zostawić na godzinę. Piec w temperaturze 160 st. C przez ok. 15 minut (piekłam 20 minut).

Wyjąć z piekarnika, po kilku minutach pokroić w kwadraciki - ciasto ładnie się kroi. I, jak mówi teoria, schować ciasteczka do szczelnie zamkniętego naczynia na kilka dni, ale u mnie nie było już co chować...

Lukru nie robiłam, ciasteczka wyszły i tak dość słodkie. 








poniedziałek, 16 grudnia 2013

Najbardziej naturalny balsam do ciała - truskawkowy

Kolejny kosmetyk, który postanowiłam zrobić, to balsam do ciała. Podobnie jak w przypadku szamponu, chciałam zrobić coś kilkuskładnikowego, bez półproduktów.

Aby otrzymać delikatny balsam, musimy dodać wodę, gdyż bez wody mamy konsystencję masła - to już nie balsam, a olejek/masło do ciała - bardziej ciężkie i tłuste. Woda powinna być destylowana, ale nie miałam takiej pod ręką, a balsam koniecznie chciałam zrobić, więc użyłam zwykłej przegotowanej. W przepisie natomiast podaję zgodnie ze sztuką wodę destylowaną. 

Ekstrakt z soku truskawki działa na skórę ściągająco, przeciwtrądzikowo, antyoksydacyjnie. Wygładza, ujędrnia i uelastycznia skórę, wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych, spłyca zmarszczki.

Dodałam również kwas hialuronowy 1,5%, który doskonale nawilża i łagodzi skórę. Miałam potrójny kwas hialuronowy, czyli mieszankę trzech rodzajów kwasu hialuronowego o różnej masie cząsteczkowej.

Wzorowałam się na tym przepisie podstawowym i udało mi się wyprodukować samodzielnie najwspanialszy balsam na świecie! A jaką frajdę sprawia rezultat końcowy! Tyle że zastosowane u mnie proporcje wystarczą aż na ponad 500 ml balsamu, więc jeśli robimy tak na próbę albo nie potrzebujemy dużo, proponuję odpowiednio zmniejszyć ilości składników.

Naturalny balsam truskawkowy

1 szklanka wody destylowanej (u mnie z braku destylowanej zwykła przegotowana)
1 szklanka oleju słonecznikowego (w oryginale oliwa z oliwek, ale ja nie lubię jej zapachu)
25 g wosku pszczelego
15 kropli witaminy E (ma ona za zadanie również zapewnić lepszą trwałość balsamu)
15 g potrójnego kwasu hialuronowego 1,5% (jeśli nie mamy, można pominąć)
10 g ekstraktu z soku truskawki (ten dodatek można zmieniać dowolnie, najprościej dodać ok. 10 kropli ulubionego naturalnego olejku eterycznego)

Do miseczki włożyć wosk i wlać olej. Ustawić miseczkę w kąpieli wodnej na niedużym ogniu, podkładając pod spód np. szmatkę. Zaczekać, aż wosk się stopi, mieszając co jakiś czas. Zestawić z ognia, wymieszać dokładnie wosk z olejem, poczekać, aż ostygnie, co parę minut mieszając. W czasie stygnięcia mieszanina wosku i oleju nabiera kremowej konsystencji.





Gdy wszystkie składniki będą miały jednakową temperaturę (pokojową), ubijać mikserem, dodając stopniowo wodę, witaminę E, kwas hialuronowy, ekstrakt z soku truskawki. Mieszanina powinna po paru chwilach uzyskać konsystencję balsamu. Wtedy przestać miksować, balsam jest już gotowy. Przełożyć do słoiczka lub innego zamykanego naczynka i wstawić do lodówki. Zużyć w ciągu 2 miesięcy.

Z podanych ilości wyszło mi ponad 500 ml balsamu! Dużo, ale u nas z pewnością w ciągu 2 miesięcy zostanie zużyty, więc nawet nie uda mi się zbadać trwałości poza podany okres.

Balsam jest naprawdę rewelacyjny, nie dość że pachnie truskawkowo, to jeszcze wydaje się jedwabisty i bardzo delikatny. Ładnie rozprowadza się na skórze. Ekstrakt z soku truskawki był różowy, ale sam balsam ma tylko lekką różową nutkę, co oczywiście nie umniejsza jego wartości:-) Wreszcie mam coś, co mogę bez obaw o skutki zdrowotne wsmarowywać w dowolnych ilościach.






niedziela, 15 grudnia 2013

Pieczemy świąteczne ciasteczka - pierniczki

Pierniczki są konieczne, zawsze je pieczemy, zresztą nie tylko na Boże Narodzenie. Lubimy je w każdej wersji, z różnych przepisów. Sprawdziłyśmy ich już mnóstwo, ale też spontanicznie dodawałyśmy różne składniki, nie zawsze zgodne ze sztuką:-) 

Kiedy dziewczyny szykowały po raz pierwszy samodzielnie ciasto na pierniczki, ja tylko z daleka podpowiadałam co nieco. Na końcu przepytałam je po kolei o wszystkie składniki, było ok, więc formowanie i do piekarnika. Wyrosły przepięknie, były bardzo delikatne, mięciutkie, po prostu idealne. Dumna z moich córek, spróbowałam niebiańskiego pierniczka i... nie dał się przełknąć! Był koszmarnie gorzki! Jak się okazało, dziewczyny przedobrzyły z sodą oczyszczoną, chciały, żeby pierniczki na pewno urosły... I owszem, urosły... Od tamtego pieczenia minęło sporo czasu, ale pamiętamy bardzo dobrze, że z sodą oczyszczoną przesadzać nie można. 

W tym roku piekłyśmy pierniczki według tego przepisu, który zawsze jest niezawodny. Ale przyznam, że zawsze w pierniczkach wymieniam mąkę jasną na ciemną, dzięki czemu jest znacznie zdrowiej, a równie smacznie. 

Pierniczki

500 g mąki orkiszowej razowej (typ 2000) + trochę mąki do podsypywania
300 g miodu
100 g cukru pudru trzcinowego
120 g masła
1 jajko
2 łyżeczki sody oczyszczonej
50 g przyprawy do piernika
2 łyżeczki kakao


Masło stopić, dodać resztę składników, dokładnie wyrobić. Jeśli miód jest zestalony, stopić. Ciasto wałkować na grubość ok. 0,5 cm (albo nawet cieńsze), wykrawać pierniczki o dowolnych kształtach. Piec ok. 8 minut w temperaturze 180 st. C. Na początku pierniczki będą twarde, z czasem zmiękną. Przechowywać  w szczelnie zamkniętym opakowaniu, można dorzucić skórkę od jabłka, ale należy ją co jakiś czas wymieniać, żeby nie zapleśniała. Dzięki skórce jabłkowej czy nawet kawałkowi jabłka pierniczki szybciej zmiękną.

W niektórych pierniczkach zrobiłyśmy dziurki słomką, aby potem powiesić je na choince jako bardzo tymczasowe ozdoby, które na pewno prosto z choinki zostaną zjedzone.








Pierniczki - wersja oszczędna

Czasami robimy wariacje na temat pierniczków, ponieważ muszę wymyślać wersje bez miodu, w przeciwnym razie, robiąc często pierniczki, wkrótce ogłosiłabym bankructwo. Bo do sztucznego miodu nie dam się przekonać, mimo że jako dodatek do pierniczków jest nawet chwalony - podobno szybciej ciasteczka miękną. W każdym razie zamiast miodu zdarza nam się dodać... dżem:-) Taki słoiczek ok. 350 ml domowego przetworu. Pierniczki wychodzą od razu mięciutkie. Trzeba tylko dodać więcej cukru, chyba że dżem jest bardzo słodki. Nasze dżemy są dość kwaskowate. I niezależnie jaki dżem dodamy, u nas zwykle malinowy, brzoskwiniowy albo śliwkowy, pierniczki wychodzą bardzo smaczne.

500 g mąki orkiszowej razowej (typ 2000) + trochę mąki do podsypywania
1 słoik dżemu (z dowolnych owoców)
200 g cukru pudru trzcinowego
120 g masła
1 jajko
2 łyżeczki sody oczyszczonej
60 g przyprawy do piernika
2 łyżeczki kakao

Masło stopić, dodać resztę składników, dokładnie wyrobić. Ciasto wałkować na grubość ok. 0,5 cm, wykrawać pierniczki o dowolnych kształtach. Piec ok. 8-10 minut w temperaturze 180 st. C.

A jeszcze czasami część cukru zastępuję melasą trzcinową - daje niesamowity kolor! 


piątek, 13 grudnia 2013

Pieczemy świąteczne ciasteczka - cytrusowe z makiem

To nasz ulubiony rodzinny rytuał, kiedy my, wszystkie kobiety, a jest nas przecież aż 5, przygotowujemy ciasteczka na Boże Narodzenie. Dziewczyny uwielbiają piec ciastka, jeść zresztą też i uwielbiają Boże Narodzenie. Zwykle same wybierają przepisy albo coś wymyślamy. Moje bardzo nowoczesne dzieci nie szukają przepisów w książkach kulinarnych, lecz przetrząsają w tym celu internet. Ja dokonuję akceptacji, która polega tylko na tym, że stwierdzam, czy dane składniki mamy w domu, czy nie. Co prawda kuchnia po pieczeniu ciasteczek wygląda, jakby przeszło przez nią tornado, ale co tam:-) Potem sprzątamy oczywiście, choć już z mniejszym zapałem. Nawet 4-letnia Czwarta domaga się swojego udziału i przede wszystkim sprawiedliwości w podziale ciasteczkowych obowiązków. Ta sprawiedliwość jest ważna, żadna z dziewczyn nie chce czuć się poszkodowana. Czasami, gdy pojawiają się problemy nie do rozwiązania, po prostu wybieramy cztery różne przepisy, tzn. każda wybiera swój własny i z moją pomocą lub nawet bez mojej pomocy, co ma miejsce w przypadku Pierwszej, działamy. Ale Bożonarodzeniowe ciasteczka powstają nawet bez większych sporów, widocznie wszystkie odczuwamy nastrój świąteczny i z entuzjazmem i zgodnie bierzemy się za przygotowania.

W ogóle wszelkie przygotowania do Świąt mają dla mnie sens tylko wtedy, gdy robimy wszystko właśnie w duchu "slow". Nigdy nie mam wszystkiego zapiętego na ostatni guzik, robię to, co sprawia nam przyjemność. Oczywiście są granice tego działania "slow" - porządek w domu musi być i świąteczne potrawy też, ale najważniejsze to poczuć radość i magię Bożego Narodzenia, nie tylko w aspekcie religijnym, ale także rodzinnym. Jesteśmy wtedy razem, nie spieszymy się i to jest taki nasz wspólny czas. Ciasteczka stanowią element świątecznego nastroju.

Zaczęłyśmy od ciasteczek mediolańskich, które po moich modyfikacjach być może mediolańskość straciły (i dlatego nie śmiem ich tak nazwać), ale wyszły pyszne. 



Ciasteczka cytrusowe z makiem

200 g masła
200 g cukru trzcinowego
4 jajka
skórka otarta z jednej cytryny
skórka otarta z jednej pomarańczy
500 g mąki
3 łyżki maku

Miękkie masło utrzeć z cukrem na puszystą masę. Stopniowo dodawać po jednym jajku, dalej miksując. Dodać skórki z cytryny i pomarańczy, mąkę i mak, dokładnie wymieszać. Gotowe ciasto zawinąć w folię, schłodzić w lodówce przez co najmniej godzinę. Potem powinno się rozwałkować ciasto i wycinać ciasteczka, ale konsystencja ciasta była dla nas cokolwiek za trudna, więc robiłyśmy kulki wielkości orzecha włoskiego (albo większe, albo mniejsze, różne wychodziły) i rozpłaszczałyśmy. Ciasto lepiło się bardzo ładnie i nawet najmniejsze łapki radziły sobie z formowaniem ciasteczek. 

Ciasteczka układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 st. C. Piec ok. 10 minut, nasze musiały posiedzieć troszkę dłużej. W czasie pieczenia w domu unosi się delikatny cytrusowy zapach. A jeszcze gdy dziewczyny zaczynają śpiewać kolędy, tworzy się ciepły, świąteczny nastrój. Teraz w przedszkolu i szkole wszystkie śpiewają kolędy, które potem śpiewane są u nas aż do wakacji albo i dłużej:-)

A ciasteczka są bardzo delikatne, maślane i przepyszne. Wątpię, czy doczekają do Świąt... Ale to nic, upieczemy następne i jeszcze następne.



czwartek, 12 grudnia 2013

Naturalny szampon do włosów - lipowy z octową odżywką

Mydła nie robię od podstaw z powodu konieczności użycia wodorotlenku sodu i dlatego korzystam albo z szarego mydła, albo z baz mydlanych, natomiast korzystanie z baz szamponowych, balsamowych, kremowych i innych jak dla mnie mija się z celem. W końcu chodzi o to, żeby było naturalnie i zdrowo. Wiele sklepów proponuje gotowe bazy i komponenty do tych baz i można uruchomić całą produkcję. Ja jednak szukałam czegoś prostego, naturalnego, na bazie ziół. Można co prawda myć włosy czystym naparem z ziół, ale wtedy mam wrażenie, że nie myję, a płuczę. Poza tym lubię, gdy szampon choć trochę pieni mi się na głowie...

Tak czy inaczej, napar roślinny to podstawa. Na początek postanowiłam zrobić szampon lekko rozjaśniający, a takie właściwości mają: rumianek, lipa, rabarbar (rzewień), dziewanna. Z kolei, aby przyciemnić włosy, warto zastosować szałwię, korę dębu, łupiny orzecha włoskiego  czy rozmaryn. Chciałam na początek zrobić szampon rumiankowy, ale ponieważ akurat nie mam rumianku, a mam lipę, postanowiłam wyprodukować szampon lipowy.

A do tego... mydło:-), znowu zwykłe, szare mydło jak przy rebatchingu. Albo korzeń mydlnicy, która ma właściwości podobne do mydła. Korzeń mydlnicy zakupiłam przez internet - jest w drodze, w związku z czym na początku spróbowałam z szarym mydłem.

Przyda się też dodatek gliceryny (polecam roślinną), która nawilży włosy i skórę głowy. I na początek wystarczy składników. Najwyżej odrobina olejku eterycznego. Potem będę kombinować z dodatkami.

Na deser dla włosów odżywka z... octu jabłkowego, który wyreguluje pH włosów i nada im zdrowego połysku. Ocet jabłkowy nie tylko odżywia włosy, ale również bardzo korzystnie wpływa na cerę, pomagając w walce z trądzikiem i regulując odczyn pH skóry. Likwiduje kurzajki, leczy poparzenia słonecznie i zapewne ma jeszcze wiele innych zastosowań w medycynie naturalnej. Zawiera mnóstwo witamin: C, E, A, P, B1, B2, B6, składniki mineralne: potas, magnez, wapń, żelazo oraz pektynę, która, poprawiając przemianę materii, wspomaga odchudzanie i obniża poziom cholesterolu. Więcej informacji na temat octu jabłkowego na tej stronie.

Nie jestem w stanie podać źródła poniższego przepisu, bowiem powstał metodą prób i błędów, jako wypadkowa wielu porad i receptur i został przetestowany na mojej własnej głowie i na głowach moich dzieci:-) Mąż, póki co, okazał się niepodatny na nowe technologie...

Naturalny szampon lipowy

3 czubate łyżki suszonego kwiatu lipy plus 2 szklanki wrzątku;
50 g startego na tarce szarego mydła;
1 łyżka gliceryny (najlepiej roślinnej);
5 kropli naturalnego olejku eterycznego - cytrynowego

Lipę zalać wrzątkiem i zaparzać pod przykryciem 15 minut. Przecedzić. Następnie starte szare mydło wymieszać w misce z naparem ziołowym i poczekać, aż mydło się rozpuści, co jakiś czas mieszając. W moim mydle było trochę większych kawałków, więc wstawiłam miskę na parę minut do kąpieli wodnej, żeby wszystko się rozpuściło. Dodać glicerynę i olejek eteryczny, znowu dokładnie wymieszać. Kolor wyszedł nieco dziwny, mniej-więcej taki jak na zdjęciach poniżej, przy czym mydło (Biały Jeleń) było białe, a napar z lipy tylko lekko żółtawy... Konsystencja natomiast wcale nie była płynna, jak to wygląda w szklance na ostatnim zdjęciu, lecz po ostygnięciu lekko zestalona, jak gęste mydło w płynie. Nakładałam szampon na głowę łyżeczką i w sumie może tak jest nawet lepiej. Ciężko mi wyrokować o trwałości szamponu, gdyż taka ilość na 5 głów została zużyta wkrótce po wyprodukowaniu. Sądzę, że lepiej nie przetrzymywać go dłużej niż tydzień.







Naturalna odżywka z octu jabłkowego

1 łyżka octu jabłkowego;
1 szklanka wody

Wodę wymieszać z octem i mieszanką, wypłukać włosy po dokładnym spłukaniu szamponu.



Przyznam, że nie jestem zachwycona moimi włosami po tych specyfikach, ale mam nadzieję, że to przejściowe, a poza tym traktuję takie mycie jak detoks. Włosy są mniej puszyste, jest ich jakby hmm... mniej, wyglądają po prostu jakby potrzebowały kolejnego mycia. Ale rozczesują się ładnie, to duży plus. Może powinnam być bardziej konsekwentna w testowaniu jednego przepisu, ale na razie spróbuję jeszcze zrobić inne naturalne szampony, będę próbować różnych - i tu z pewnością będę wytrwała:-)

Dla niedowiarków co do szarego mydła i ziół polecam szampony dziecięce - mają zdecydowanie mniej dodatków niż te dla dorosłych!

Aktualizacja 13 grudnia 2013

Po kolejnych myciach jest poprawa! I to zdecydowana. Wreszcie włosy są bardzo miękkie, ładnie się układają, ładnie rozczesują... Mogę z czystym sumieniem polecać taki szampon i odżywkę. Aby szampon nie był taki gęsty, przekładam potrzebną ilość do kubeczka, dodaję trochę gorącej wody, zostawiam na kilka minut i mieszam porządnie. Wtedy jest idealny.