poniedziałek, 4 listopada 2013

Semolina, bułeczki waniliowe i inne smakołyki

Z semoliną zetknęłam się po raz pierwszy kilka lat temu, ale wtedy jeszcze trudno było ją kupić. Obecnie można ją dostać w sklepach ze zdrową żywnością, zarówno w stacjonarnych, jak i w internetowych. Semolina to mąka gruboziarnista z pszenicy durum, dawnej i nieco zapomnianej odmiany, ale powoli zyskuje coraz większą popularność. W porównaniu do zwykłej pszenicy zawiera bardzo dużo witamin oraz mikro i makroelementów, przede wszystkim witaminę B, E, kwas foliowy, wapń, fosfor, potas, żelazo. Wygląda jak bardzo drobna kaszka. Jest rewelacyjna do ciasta na chleb, pizzę, makaron, do budyniu i pewnie wielu innych dań i wypieków. Warto eksperymentować z nią, gdyż ciasto na bazie albo chociaż z dodatkiem semoliny, oprócz wartości odżywczych zyskuje piękny żółty kolor. Jakiś czas temu kupiłam 10 kg (!) semoliny w worku i wzięłam się za produkcję różności.

Waniliowe bułeczki z semoliny

Najpierw powstały bułeczki. Są mięciutkie, lekko słodkie, z wyczuwalnym aromatem wanilii. Dzięki semolinie słonecznie żółte. I jak z semoliny, to z semoliny - są bez dodatku innej mąki. Rosną ładnie, pachną przepięknie, a jak szybko są zjadane:-). Ledwo zdążyłam je uwiecznić na zdjęciach.


Składniki:
500 g semoliny
0,5 szklanki mleka
0,5 szklanki wody
1 łyżka oleju słonecznikowego
2 łyżki miodu
1 łyżka ekstraktu z wanilii
1 łyżeczka soli
10 g suchych drożdży
ziarna sezamu do obtoczenia


Ciasto porządnie wyrobić, zostawić w cieple na ok. 1,5 godziny. Po tym czasie uformować bułeczki, u mnie wyszło 10 właściwie buł, a nie bułeczek. Każdą obtoczyć w sezamie i ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Zostawić jeszcze na 30 minut do ponownego wyrośnięcia. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 st. C i piec 20-25 min, aż się lekko zrumienią. Pyszne z miodem, dżemem, masłem, a nawet same. Choć moje dziewczyny potrafią je zjadać nawet z serkiem do smarowania, więc bułeczki są dość uniwersalne:-)

Bułeczki po uformowaniu:


I po upieczeniu:



Makaron z semoliny

Potem robiłam makaron. Makaron z semoliny jest mięciutki, oczywiście semolinowo żółty i smakuje "domowo". Naprawdę jest doskonały.

Makaron z semoliny robię w najprostszy sposób: do mąki dodaję wodę, wyrabiam i już mam ciasto. Potem cieniutko rozwałkowuję, zwijam luźno w rulon i kroję. Ważne, aby porządnie podsypywać mąką, bo inaczej powstanie jedna wielka kluska:-).

Ciasto po zagnieceniu:
 Ciasto już pokrojone na makaron:
 I gotowy obiad:




Ciasto do pizzy

Kolejnym wypiekiem semolinowym było ciasto do pizzy. Wyszło bardziej chrupiące niż z pszennej mąki i trochę inne w smaku, choć przyznam, że i tak nigdy nie robię pizzy z białej pszennej mąki, lecz albo z pszennej razowej, albo z orkiszowej razowej. Semolinę dodałam w proporcji pół na pół i wyszło w sam raz. Pizza ze zdjęcia poniżej była dość nietypowa, bo bez żółtego sera, ale okazało się, że ser żółty wcale nie jest niezbędny, naprawdę. Ser żółty w nadmiarze przeraża mnie ilością dodatków w nim zawartych, więc staram się nie przesadzać, choć dziewczyny bardzo go lubią. Zamierzam zgłębić temat serowarstwa i może zacznę produkować własny ser...

Składniki:
250 g mąki orkiszowej razowej (lub pszennej razowej)
250 g semoliny
1,5 szklanki wody 
3 łyżki oleju słonecznikowego lub oliwy z oliwek
1 łyżeczka soli
10 g suchych drożdży

Wszystkie składniki porządnie wyrobić, ciasto powinno być elastyczne i dość miękkie. Zostawić w cieple do wyrośnięcia na ok. 1 godzinę. Potem rozciągnąć (ja rozciągam) lub rozwałkować na duży prostokąt wielkości blachy do pieczenia, jeśli chcemy mieć pizzę krojoną na małe prostokąty lub rozwałkować na 3 koła, ale wtedy na blachę mieszczą się na raz tylko 2 pizze. Można też uformować małe pizze i będzie ich odpowiednio więcej. I dalej już standardowo-pizzowo: przecier pomidorowy, inne dodatki i pod koniec pieczenia ser żółty. Piec w temperaturze 250 st. C przez 15-20 minut. Smacznego!






Budyń waniliowy z dodatkiem semoliny

Dziewczyny bardzo lubią budyń. Nie kupuję budyniu w sklepie (polecam przeczytanie na torebce, co tam w środku jest) i zawsze robimy budyń domowy: albo waniliowy, albo czekoladowy. Do zagęszczania używam skrobii kukurydzianej, ale kiedyś jadłam u koleżanki budyń zagęszczony semoliną i był doskonały, nieco inny od standardowego budyniu, w smaku nieco podobny do kaszy manny. Odtąd robimy różnie w zależności, czy akurat mam na stanie semolinę, czy nie. W budyniu waniliowym dodatkowo jest wzmocniony kolor - z białego na ciepłożółty. Szybki i prosty deser!

Składniki:
1 litr świeżego mleka plus 200 ml
2 łyżki cukru trzcinowego
1 laska wanilii
100 g semoliny

Z laski wanilii wydłubać nasionka, laskę bez ziarenek wrzucić do 1 litra mleka i zagotować. Wyjąć laskę wanilii, dodać cukier. 200 ml zimnego mleka rozmieszać z semoliną i ziarenkami wanilii, wlać do zagotowanego mleka, gotować chwilkę na małym ogniu, aż zgęstnieje. Podzielić na porcje i jeść:-) Smakuje zarówno na ciepło, jak i na zimno.







Chleb orkiszowy z semoliną

I jeszcze oczywiście chleb. Z semoliną zawsze doskonały, chrupiący, w różnych proporcjach i wariantach. Nam najbardziej pasuje połączenie z semoliną żytniego razowego zaczynu i mąki orkiszowej razowej.

Zaczyn:

50 g aktywnego zakwasu żytniego
250 g mąki żytniej razowej
250 g wody

Wymieszać zakwas z mąką żytnią razową i wodą, tak aby otrzymać konsystencję gęstej śmietany. Zostawić na ok. 12 godzin (najlepiej na noc). 

Gotowe ciasto:

cały zaczyn
700 g semoliny
700 g mąki orkiszowej razowej
woda
2 łyżki melasy trzcinowej
1 łyżka soli

Wszystkie składniki zmiksować lub wymieszać drewnianą łyżką. Zostawić na kilka godzin do wyrośnięcia - ciasto powinno niemal podwoić swoją objętość. Następnie przełożyć do wysmarowanych i wysypanych otrębami foremek i ponownie zostawić do wyrośnięcia - ciasto powinno prawie całkowicie wypełnić foremki, gdyż w czasie pieczenia rośnie już bardzo mało.

Jeśli pieczemy w glinianych naczyniach, wstawiamy formy do zimnego piekarnika, nagrzewamy go do maksimum, zdejmujemy przykrywki, po kilku minutach zmniejszamy temperaturę do 220 st. C, po kolejnych 15-20 minutach do 180-200 st. C i tak już pieczemy do końca, aż skórka ładnie się zrumieni, czyli od wstawienia do zimnego piekarnika przez ok. 70 minut, zależy jeszcze sporo od tego, jak długo nagrzewa się piekarnik do najwyższej temperatury, u mnie 25 minut. 

Jeśli pieczemy w metalowych formach, wstawiamy do nagrzanego do maksimum piekarnika i dalej pieczemy jak powyżej - obniżając stopniowo temperaturę, w sumie 45-50 minut.

Ja przed pieczeniem posypałam chleby pestkami słonecznika, można pominąć lub posypać czymś innym (siemię lniane, sezam, pestki dyni). My po prostu uwielbiamy słonecznik i każdy chleb ze słonecznikiem, więc taki najczęściej robię.






2 komentarze:

  1. Hi, hi, to ja z kilogramem suszu lawendowego na woreczki zapachowe skromna detalistka jestem ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie mąki było 30 kg, tyle że różnej... U nas szybko znika

      Usuń