wtorek, 26 listopada 2013

O wolnym czasie...

... którego oczywiście nikt nie ma, ale który MUSZĘ mieć. I każdy powinien go mieć. Dla większości z nas doba jest za krótka, robimy tysiąc rzeczy i załatwiamy tysiąc spraw w pośpiechu. Nasz organizm może się w końcu zbuntować, nawet kiedy wydaje nam się, że ze wszystkim dajemy sobie świetnie radę bez szkody dla nas samych. Zastanawialiście się kiedyś, skąd ten ból głowy, mimo braku skłonności do migren lub reakcji na zmianę pogody, albo bóle brzucha, chociaż jedzenie było świeże i smaczne? Chwila dla siebie jest potrzebna dla regeneracji naszego ciała i ducha. Dla odstresowania i naładowania akumulatorów. Dla odczucia radości życia. 

Każdy ma swoje sposoby na odreagowanie dnia codziennego. Dla mnie takim zastrzykiem pozytywnej energii jest taniec i sport w szerokim tego słowa znaczeniu. I nawet jeśli nie mam, co lubię, to lubię, co mam, mogę polubić różne formy taneczne, fitnessowe, sportowe. Potrzebny jest mi czas wyłącznie dla siebie, nie w roli mamy, żony, pani domu. Uwielbiam wyskoczyć na zajęcia taneczne, na gimnastykę, na rower w samotności (z dziećmi też, ale to wtedy inna wycieczka). Ostatnio odkryłam niedaleko domu wspaniałą jogę. Chodzę, gdy tylko znajdę czas. Nie zdarza się to codziennie, choć najchętniej siedziałabym tam i po pół dnia, ale to taki życiowy kompromis, z którego jestem bardzo zadowolona. Każdy oczywiście powinien znaleźć coś, co lubi robić, niekoniecznie to musi być taniec lub inne zajęcia ruchowe. Niektórzy mają swoje "stacjonarne" pasje, hobby (rękodzieło, wędkarstwo...), ale może być to też jakaś pozornie zwyczajna rzecz, która sprawia przyjemność, np. nadużywana w wątkach filmowych ;) aromatyczna relaksująca kąpiel, ciekawa książka, spacer... Trzeba się zastanowić, co lubimy robić, i odpowiednio często znajdować na to czas.

A jak znaleźć ten czas, gdy mamy mnóstwo rzeczy do zrobienia? Kiedyś nie umiałam go znaleźć, gdyż nigdy nie jest tak, że wszystko mam zrobione, zawsze coś czeka w kolejce. Wtedy czasu dla siebie po prostu nie ma. W którymś momencie tego zapędzenia zrozumiałam, że nie muszę dążyć do perfekcji, że przede wszystkim trzeba zachować równowagę. Dlatego od dłuższego czasu regularnie znajduję czas dla siebie. Nie wszystko jest bezwzględnie konieczne do wykonania, naprawdę. Oczywiście jest pewne niezbędne minimum, nie zamierzamy tonąć w brudzie czy głodować, te potrzeby muszę zaspokoić. Ale wcale nie trzeba wykonywać 100% normy, żeby było dobrze. Są rzeczy, z których można zrezygnować, odsunąć na potem, a zrobić tylko to, co jest dla nas najważniejsze. Warto ustalić swoje priorytety. Podzielić zadania na te, które bezwzględnie trzeba wykonać w określonym terminie, te, które trzeba wykonać, ale bez sztywnego terminu, te, które wykonamy, gdy będzie okazja, i te, które wykonamy, jeśli zostanie nam na nie czas :) Tylko pierwsza grupa zadań jest nie do ruszenia, a całą resztą możemy w miarę potrzeb żonglować. I dzięki temu czas dla siebie zaczyna istnieć i okazuje się, że nie tak wielkim kosztem... A jak się go wtedy docenia! Uwielbiam te chwile wygospodarowane tylko dla mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz