sobota, 23 listopada 2013

Domowe kosmetyki - krem na zimę

Zawsze głowię się, czym by tu zimą smarować buźki moich dziewcząt (swoją przy okazji też), ale niełatwo znaleźć krem idealny, a nawet jeśli taki się wydaje, to i tak, jako niedowiarek, nie wierzę. Dotąd najbardziej podobał mi się krem Aquastop Ziołoleku. Niedrogi, bez wody (to w zimie szczególnie ważne), nadaje się nawet dla wcześniaków, więc może to moje zaufanie nie jest naiwnością? Mam nadzieję. Zaczęłam go stosować do pielęgnacji, kiedy urodziła się Trzecia - półtorakilogramowy wcześniaczek i mimo że Trzecia już dawno półtora kilograma przekroczyła i ma 6 lat, to dalej krem stosujemy. Czwarta pieluchowy czas też przeszła z Aquastopem. A teraz to już raczej nie do pupy, a do buzi:-). Dla nas wszystkich.

Niemniej jednak nie ma to, jak zrobić krem samodzielnie. Receptury są jednak dla mnie nie do przejścia. Nie nadaję się do precyzyjnego odmierzania i odważania składników, większości z nich nie rozumiem, nie jestem pewna, czy są rzeczywiście bezpieczne, więc szukałam czegoś tak prostego, że bardziej proste być nie może. Spróbowałam wedle przepisu Zielonego Zagonka i zrobiłam, może trochę po swojemu, ale wyszło:-). Teraz zima nam nie straszna:-) A jaka frajda jest, gdy ze zwyczajnych składników powstaje niezwykły krem!

Krem na zimę dla dzieci i dorosłych

50 g ziół - dziurawiec, arnika i nagietek. Dziurawiec mam w formie ziela, arnikę w formie kwiatków, a nagietki z ogródka ususzone w całości:-)
olej słonecznikowy do zalania ziół - ok. 100 ml
50 g wosku pszczelego
10 kropli olejku eterycznego - dodałam mandarynkowego



Zioła wcisnąć do słoika, zalać olejem tak, żeby były przykryte, wstawić do garnuszka z wodą, pod słoik podłożyć szmatkę i gotować 2 godziny na małym ogniu. Po 2 godzinach odcisnąć zioła na bardzo drobnym sitku - sitko powinno być naprawdę drobne, aby płatki czy gałązki nie stały się składnikiem naszego kremu.




Do gorącego oleju dodać wosk i zaczekać do rozpuszczenia, u mnie wosk rozpuszczał się bardzo powoli, wstawiłam jeszcze słoik do kąpieli wodnej, żeby zwiększyć temperaturę mojej mikstury. Po zestawieniu z ognia dodać olejek eteryczny, wymieszać i zostawić na 12 godzin. Mój krem zaczął gęstnieć już po pół godzinie, ale cierpliwie zostawiłam go na noc (gotowałam wieczorem). Rano wstałam i pierwsze co zrobiłam to zajrzałam do mojego słoika. Moja ciekawość została nagrodzona - powstał gęsty tłusty krem. Posmarowałam sobie nim na początek ręce. Wchłania się i rozprowadza doskonale. Pachnie bardziej ziołami niż mandarynką, ale jest to delikatny aromat, więc w sumie jest to zaleta. 





Tyle pierwszych wrażeń. Teraz czekamy na mrozy i sprawdzimy działanie.



6 komentarzy:

  1. Witam, czuję się bardzo zainspirowana Twoim blogiem, jednakże dotychczas tylko czytam ;-) ale od czegoś trzeba przemianę zacząć :-) i właśnie dziś postawiłam pierwsze kroki w tworzeniu tej oto maziajki, i wyszła mi baaardzo twarda :( czy jeszcze można z tym coś zrobić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anno, krem jak najbardziej jest do odratowania, wystarczy, że go podgrzejesz (tak żeby się rozpuścił) i dodasz trochę oleju i ponownie zostawisz do wystudzenia. Powinno być ok. Jeśli chcesz mieć bardziej miękki krem, dodaj więcej oleju. Powodzenia! pozdrawiam

      Usuń
  2. Dziękuję, właśnie tak intuicyjnie uczyniłam :) i jest jak najbardziej do użytku :) niezmiernie się cieszę, ze tu trafiłam

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam, przepis super! Proszę jednak pamiętać, by nie dodawać olejków cytrusowych do kosmetyków na dzień - nie powinno się po wysmarowaniu takim kremem wystawiać na słońce. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, to cenna informacja.

      Usuń