czwartek, 17 października 2013

Pierwszy chleb

Chleb to u nas podstawa. Chociaż czasami nie mam czasu na nic, to czas na pieczenie chleba zawsze musi się znaleźć. I nawet kiedy nie zrobię obiadu (tak, zdarza mi się od czasu do czasu), to chleb jest każdego dnia, a coś do chleba zawsze się znajdzie. Zaczęłam od chlebów drożdżowych, które początkowo wydawały nam się wręcz niebiańskie w porównaniu ze sklepowymi, ale odkąd spróbowałam piec na zakwasie, drożdży używam tylko do bułeczek i słodkich wypieków, choć i w przypadku ciast można posłużyć się zakwasem.

Taki świeży chleb pachnie w całym domu i od razu wydaje się cieplej i przytulniej. Naprawdę. Zaczęłam od zrobienia zakwasu. W bardzo prosty sposób. Wzięłam duży słoik, wsypałam do niego garść mąki żytniej razowej, wymieszałam z letnio-ciepłą wodą tak, żeby powstała papka i zostawiłam w spokoju na 24 godziny, najlepiej w ciepłym miejscu. Musi być dostęp powietrza, więc przykryłam nie zakrętką a gazą (u mnie tę rolę pełni pocięta pielucha tetrowa). Po 12 godzinach dobrze jest przemieszać, ale niekoniecznie. Gdy minęła doba, dosypałam garść mąki i dolałam wody, tak aby konsystencja była dalej papkowata. I tak przez 5-6 dni. Potem z większości powstałego zakwasu mogłam już upiec chleb, a trochę w słoiczku zostawiłam na kolejny wypiek i dokarmiłam mąką i wodą, chyba że nie pieczemy tak często jak ja, to wtedy chowamy zakwas do lodówki. Ja piekę zwykle co drugi dzień, czasami codziennie, więc po prostu dokarmiam mój zakwas regularnie, czasami nawet co 12 godzin, aby był bardziej aktywny. Ale i tak jest mega aktywny - ma już ponad 4 lata! A zakwas im starszy, tym lepszy.

Gdy zakwas miał już 5-6 dni, wzięłam się za pieczenie pierwszego chleba. Potrzebowałam jeszcze mąkę, wodę i sól. Potem można eksperymentować do woli, dodając przeróżne składniki, ale podstawą są właśnie te wymienione przeze mnie. Nie ważę nic, dodaję "na oko" i tak mi jest łatwiej, bo ciężko jest utrafić w konsystencję, ważąc wszystko choćby najbardziej precyzyjnie. Przyznam, że często eksperymentuję i robię "po swojemu", niekoniecznie w zgodzie ze sztuką, ale tak lubię i jeśli mój sposób się sprawdza, to nie widzę przeszkód w stosowaniu go:-)

Najprostszy pierwszy chleb na zakwasie (proporcje na 2 bochenki):

większość wyhodowanego zakwasu żytniego
1,5 kg mąki (dowolnej - najprościej na początek pszennej chlebowej albo orkiszowej chlebowej),
woda
1 łyżka soli
Wszystkie składniki wymieszać w misce drewnianą łyżką albo zmiksować (końcówka z hakiem) - konsystencja w przypadku jasnej mąki (pszenna chlebowa, orkiszowa chlebowa, żytnia chlebowa) powinna wyjść taka, aby ciężko już było zamieszać łyżką, natomiast jeśli używamy mąki razowej, łyżka do mieszania spokojnie wystarczy. Ciasto razowe powinno być generalnie trochę rzadsze od nie-razowego. Zostawić ciasto do wyrastania na kilka godzin, aż podwoi albo prawie podwoi swoją objętość i przełożyć do foremek (mogą być zwykłe keksówki). Gdy nie mamy czasu, można od razu przełożyć do foremek, zostawić do wyrastania w foremkach i potem od razu piec. Ciasto w foremkach powinno mniej-więcej podwoić swoją objętość. Piec ok. 45-50 min. Najpierw w najwyższej temperaturze piekarnika przez kilka minut, potem obniżyć do ok. 220 st. C i po kilku minutach znowu obniżyć do 180-200 st. C i tak już piec do końca. Skórka powinna być zrumieniona, a gdy wyjmiemy chleb z foremki i postukamy od spodu, powinien wydawać głuchy odgłos, ale przyznam, że z identyfikacją tych "odgłosów" mam zwykle problem:-). Studzić najlepiej na kratce. Gdy jeszcze nie miałam kratki, kładłam chleb po prostu na dużym talerzu tak, że dotykał talerza tylko dwoma końcami, a cały bochenek mógł spokojnie stygnąć i oddychać. Zapewniam, że nawet ten najprostszy chleb na zakwasie jest po prostu PYSZNY!


2 komentarze:

  1. Nie wiem jak do Ciebie trafiłam ;) Ale podoba mi się, zostaję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i cieszę się!:-) pozdrawiam serdecznie, Ela

      Usuń