piątek, 25 października 2013

O tym, jak przekonać dzieci do tego, że fast-foody i lizaki są "bleee"

Ciężko nie ulec lawinie reklam i koleżankom wcinającym lizaki i inne paskudztwa. Może są jednostki, które tego po prostu nie lubią, ale moje dziewczyny są dość typowe jak większość dzieci. A producenci siedzą i myślą i wymyślają różne substancje, które mają wzmocnić smak, zapach i wygląd, do tego jeszcze są "identyczne z naturalnymi". Aby dzieci jadły i sięgały po więcej. I oczywiście sięgają. Wydałam temu wojnę i odniosłam już pierwsze sukcesy:-) Niestety wciąż słyszę z zewnątrz (nawet od bliskich) komentarze, jaka to jestem okrutna wobec dzieci, że przecież nie mogę im wszystkiego odbierać, że przesadzam i że to nieprawda, i że nic się nie stanie, jeśli od czasu do czasu zjedzą coś niezdrowego. Uodporniłam się:-) Moje dziewczyny NIE LUBIĄ lizaków, cukierków, nie chodzą do fast-foodów, bo NIE CHCĄ. Nic im nie nakazuję.

Po pierwsze, tłumaczę cierpliwie i bez końca, dużo opowiadam o zdrowym jedzeniu i za którymś razem dociera. Nie zakazuję, edukuję spokojnie i stopniowo.

Po drugie, czytamy wspólnie etykiety na produktach i opisuję dość barwnie i baaardzo sugestywnie niezrozumiałe składniki. Na przykład można się rozgadać, co to jest MOM i już na pewno z MOM-em nic nie zjemy:-)

Po trzecie, wspólnie kucharzymy i próbujemy ze zdrowych rzeczy wyczarować zdrowe i smaczne rzeczy.
I to tyle. Naprawdę skutkuje. Jeszcze 4-letnia Czwarta da się poczęstować cukierkiem, ale Pierwsza (prawie 10-latka) już nie...

Odnośnie słodyczy, to dobrą alternatywą są te domowe, przynajmniej wiemy, co dodajemy i wiele składników można zamienić na zdrowszą wersję. Dziewczyny często same wybierają przepis i same go realizują, Pierwsza i Druga (prawie 10 i prawie 9 lat) od podstaw, a Trzeciej i Czwartej (6 i 4 lata) "trochę" pomagam. Robimy w miarę proste rzeczy, żeby nie zajmowały zbyt dużo czasu i żeby dzieci zmotywować do samodzielnego działania. A sukces je uskrzydla. Zaczynają mieć coraz więcej pomysłów i chęci.

To nasz ostatni wypiek, najprostsze z możliwych ciasto drożdżowe przekładane domowym dżemem malinowym i brzoskwiniowym z pojedynczymi mrożonymi wisienkami i kukurydzianą kruszonką cynamonową:


Ciasto drożdżowe z dżemem, wiśniami i cynamonową kruszonką

(przepis na foremkę 25 x 35cm)

450 g jasnej mąki orkiszowej (np. typ 650), ewentualnie pszennej
2 całe jajka
0,5 szklanki mleka
0,5 szklanki cukru
0,5 szklanki owoców goji (moje dziewczyny nie cierpią rodzynek, a jagody goji dodają ciastu pięknego żółtego koloru i prawie znikają w cieście, więc przestają stanowić problem)
100 g roztopionego oleju kokosowego (lub roztopionego masła)
8 g suchych drożdży
1 łyżka ekstraktu z cytryny lub skórka starta z 1 cytryny

250 g mrożonych wiśni

Wszystkie składniki wyrobić (ja wrzucam po prostu do maszyny do pieczenia chleba i nastawiam program do wyrabiania i wyrastania ciasta). Gdy ciasto podwoi swoją objętość (czyli po ok. 1 godzinie) rozwałkować na prostokąt 35 x 50cm (długość x dwie szerokości foremki).

Składniki na kruszonkę:
100 g masła 
0,5 szklanki cukru
1 szklanka mąki kukurydzianej
1 łyżeczka (lub nawet więcej) cynamonu

Zrobić kruszonkę:
Masło stopić, do gorącego wsypać cukier i mąkę, wymieszać. Powinna wyjść konsystencja mokrego piasku, w razie potrzeby dodać odrobinę mąki (jeśli za sucha) lub roztopionego masła (jeśli za mokra).

Formę do pieczenia wyłożyć papierem, posypać gęsto makiem (lub sezamem czy wiórkami kokosowymi), ułożyć nasz prostokąt tak, żeby ciasto dało się złożyć do środka i po posmarowaniu dżemem złożyć, przykrywając dżem. Na wierzchu powciskać wisienki. Posypać kruszonką. Piec ok. 25-30 min. w piekarniku nagrzanym do 180 st. C.

Bardzo proste i bardzo pyszne. A jakie pachnące!
Smacznego!






2 komentarze:

  1. Ładnie to tak? Pieczecie takie pyszności i nic nie piśniesz ;-) Też bym pojadła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam:-) Bardzo często coś pieczemy, więc na pewno na coś się załapiesz.

      Usuń