poniedziałek, 25 lutego 2019

Najlepsze pączki w Lutowej Piekarni

Pączków nie lubimy, nie jadamy i nie robimy, ale jak tu ich nie zrobić, gdy Lutowa Piekarnia proponuje TAKIE pączki. Pączki Moniki Waleckiej. Robiłam je bez stuprocentowego przekonania, ale naprawdę są niezwykłe. Robione są i na zakwasie, i na drożdżach, więc chyba ten dodatek zakwasu ostatecznie przekonał mnie do ich wykonania.

A żeby było ciekawiej i żeby wszyscy domownicy byli zadowoleni, część pączków zamiast usmażyć upiekłam w piekarniku (jak te). Jedne i drugie wyszły doskonałe.




Najlepsze pączki - Moniki Waleckiej

mąkę pszenną zamieniłam na orkiszową

zaczyn drożdżowy

1 kulka świeżych drożdży wielkości ziarna groszku
2 szklanki mąki orkiszowej typ 700
1 szklanka letniego mleka
Wszystkie składniki zmieszać na gładką masę, naczynie przykryć folią aluminiową i pozostawić do przefermentowania na przynajmniej 8 godzin.

levain

2 łyżki zakwasu orkiszowego
1 szklanka mąki orkiszowej typ 700
1/2 szklanki wody

Wszystkie składniki zmieszać na gładką masę, naczynie przykryć folią aluminiową i pozostawić w ciepłym miejscu na przynajmniej 8 godzin. Aby sprawdzić, czy zaczyn jest odpowiednio przefermentowany, nalać wody do miseczki i dodać do niej łyżeczkę zakwasu. Jeżeli nie zatonie, znaczy że jest gotowy.

ciasto właściwe

1,5 szklanki letniego mleka
4 szklanki mąki orkiszowej typ 700
15 g soli
150 g  zimnego masła
5 łyżek cukru pudru
4 łyżki rumu
6 żółtek
12 g świeżych drożdży

1 l oleju roślinnego

Mleko wlać do miski. Dodać obywa zaczyny, świeże drożdże i zmieszać je z mlekiem tak, aby mniej więcej się w nim rozpuściły. Wszelkie grudki rozetrzeć ręką. Wsypać mąkę i zmieszać ją z ciastem tak, by nie zostały żadne suche fragmenty. Miskę przykryć ściereczką i odstawić na ok. 30 minut.

Po tym czasie dodać do ciasta cukier puder, rum oraz żółtka. Wyrobić ciasto mikserem przez ok. 7 minut. Powinno stać się gładkie i zacząć odchodzić od ścianek miski.

Z lodówki wyjąć masło. Włożyć je do woreczka foliowego i wałkiem rozbić do miękkości. Po kolejnych uderzeniach masło stanie się plastyczne, ale pozostanie zimne. Ubite masło pokroić na drobne kawałki i dodać do ciasta. Na niskich obrotach miksera wyrabiać ciasto przez kolejne 8 minut, aż całe masło zostanie przez nie wchłonięte. 

Wyrobione ciasto uformować w kulę i umieścić w natłuszczonej misce, przykryć foliową reklamówką i włożyć do lodówki na całą noc. Rano wyjąć miskę z ciastem i pozostawić ją na dwie godziny, aby ciasto doszło do temperatury pokojowej. Podzielić odtajałe ciasto na trzy pasy, a każdy z nich na 9 części. Każdą z nich uformować w kulkę, położyć na lekko umączonym blacie i pozostawić na dwadzieścia minut. Po tym czasie każdą kulkę rozpłaszczyć na placuszek, na środku każdego placuszka ułożyć łyżeczkę nadzienia - u mnie domowy dżem malinowy oraz wiśnie w cukrze. Skleić brzegi ciasta i uformować okrągły kształt. Ułożyć na oprószonym mąką blacie, lekko spłaszczyć i pozostawić do wyrośnięcia na godzinę, lub nawet półtorej.

W garnku powoli podgrzać olej. Wyrośnięte pączki przenieść delikatnie na rozgrzany tłuszcz i smażyć z dwóch stron do momentu, aż staną się złoto – brązowe. Odsączyć je na ręczniku papierowym i pozostawić do ostygnięcia. Na początku będą miały dość twardą skórkę, która jednak zmięknie po czasie.

Wystudzone pączki można polukrować i posypać płatkami migdałowymi lub zwyczajnie posypać cukrem pudrem. Powinny dobrze wystygnąć. Im dłużej poczekają, tym lepiej rozwiną się ich aromaty, które sprawiają, że z pierwszym gryzem planujemy już następny raz, kiedy zrobimy te i tylko te pączki. I to prawda:-).

Moje pączki posypałam cukrem pudrem, a te, które upiekłam w piekarniku, posmarowałam masłem i obtoczyłam w cukrze zmieszanym z cynamonem. A tak naprawdę to nie ja to robiłam, tylko moje dziewczyny.






Pączki na blogach:

CzteryFajery.pl
Konwalie w kuchni
Kuchnia Alicji
Kuchnia Breni
Kuchnia Gucia
Kuchennymi drzwiami
Ogrody Babilonu
Moje małe czarowanie
Tajemnice smaku
W poszukiwaniu SlowLife

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Chałka na zakwasie. Styczniowa Piekarnia

Chałkę na zakwasie piekę dość często. Traktujemy ją jak ciasto. Piekę ją w różnych wersjach, raz nawet z przyprawami korzennymi, co skończyło się na tym, że wyszedł... piernik na zakwasie:-). Ja najbardziej lubię chałkę waniliową. A w Piekarni Amber upiekłam chałkę na zakwasie bez żadnych dodatków, taką prostą chałkę, wielką i puszystą. Pyszna!




Chałka na zakwasie 

na podstawie przepisu z książki "Domowa piekarnia" Małgorzaty Zielińskiej 


Zaczyn 2-fazowy:

1. etap:
50 g zakwasu (pszenny będzie delikatniejszy, ale ja użyłam żytniego)
100 g mąki pszennej typ 550 (u mnie orkiszowa typ 700)
50 g letniego mleka
Składniki wymieszać, zostawić na 6-8 godzin.

2. etap:
ciasto z 1. etapu (200 g)
100 g mąki pszennej typ 550 (u mnie orkiszowa typ 700)
50 g letniego mleka
Składniki wymieszać, odstawić na 3-4 godziny. Ważne jest, aby zaczyn nie dojrzewał za długo, gdyż ciasto stanie się zbyt kwaśne. Przed dodaniem do ciasta powinien mniej-więcej podwoić swoją objętość, a powierzchnia powinna być lekko wklęsła.

Gotowe ciasto:

cały zaczyn (350 g)
400 g mąki pszennej (u mnie orkiszowa typ 700)
50 g płynnego ostudzonego masła
2 jajka
2 łyżki cukru
1 łyżeczka soli (lub mniej)
1 roztrzepane jajko do posmarowania wyrośniętej chałki

Składniki dobrze wyrobić (jajka można wcześniej ubić), tak aby ciasto było miękkie i elastyczne. Jeśli ciasto będzie zbyt gęste, można dodać 1-2 łyżki mleka albo i więcej, ja zwykle dodaję więcej. Zostawić na 10 minut, po czym ponownie krótko wyrobić (10-15 sekund). Zostawić na 10 minut i ponownie krótko wyrobić. Zostawić w ciepłym miejscu na godzinę.

Po godzinie odgazować ciasto, najlepiej uderzając w nie pięścią i zostawić na kolejną godzinę do wyrastania. 

Uformować chałkę - w warkocz albo podłużną bułkę. Aby zapleść warkocz, trzeba podzielić ciasto na 3 części, uformować w miarę równe ruloniki i zapleść. Nie jest to trudne, gdyż ciasto bardzo dobrze współpracuje, jest elastyczne i nie klei się do rąk, bardzo łatwo daje się formować.

Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i zostawić w cieple do wyrośnięcia na 1-2 godziny. Chałka wyrasta na wielkoluda, więc albo trzeba ją ułożyć po przekątnej blachy, albo uformować dwie.

Posmarować chałkę roztrzepanym jajkiem, posypać tym, co się lubi - ja tym razem posypałam posiekanymi migdałami i wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 st. C, lekko naparowanego (np. spryskiwaczem). Piec ok. 30 minut. 




sobota, 22 grudnia 2018

Pulla - fiński chlebek z kardamonem

Z jednej strony to po prostu chałka, z drugiej - wcale nie tak "po prostu". Dodatek kardamonu czyni ten wypiek wyjątkowym i różnym od klasycznych chałek. Upiekłam ją zgodnie z przepisem na drożdżach, co zdarza mi się rzadko, zwykle piekę na zakwasie i takie warkocze prezentowałam już tutaj: chałka waniliowa, chałka trójkolorowa, warkocz na zakwasie. Ale kardamonowy chlebek polecam na równi, jest naprawdę wspaniały.


Pulla - fiński chlebek z kardamonem

przepis z Weekendowej Piekarni

na 3 chlebki:

1 szklanka mleka
1/2 szklanki ciepłej wody
3.5 g drożdży instant (ja dodałam 15 g świeżych drożdży)
1/2 szklanki cukru
1/2 łyżeczki soli
1-2 łyżeczki mielonego kardamonu (najlepiej świeżo zmielić)
2 jajka
4-5 szklanek mąki pszennej lub jak u mnie orkiszowej 
1/2 kostki stopionego masła

Dekoracja
prażone płatki migdałowe, 1 roztrzepane jajko
lub - 1 ubite jajko, 1/4 filiżanki kawy, 1 łyżka cukru, 1 łyżka masła
lub jak u mnie - 1 roztrzepane jajko, gruby cukier

Drożdże rozpuścić w ciepłej wodzie, dodać 1 łyżeczkę cukru i odstawić na 5-10 minut. Ciepłe mleko dodać do drożdży. Następnie dodać pozostałe składniki: jajka, cukier, sól i kardamon oraz 2 szklanki mąki. Wyrabiać aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. Następnie dodać pozostałe 2 szklanki mąki. Ponownie dokładnie wyrobić i dodać stopione masło. Dodawać stopniowo ostatnią szklankę mąki, aż ciasto będzie miękkie i elastyczne, ale dające się formować. To przepis trochę "na oko", ważne, żeby nie spieszyć się z ostatnią szklanką mąki.

Odwrócić miskę z wyrobionym ciastem na lekko obsypany mąką blat i pozwolić ciastu powoli wypaść, przykryć odwróconą miską i zostawić na 15 minut. Następnie ponownie wyrobić ciasto, aż będzie elastyczne. Przykryć folią lub ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na ok. 2 godziny (ciasto powinno podwoić objętość). Następnie ponownie zagnieść i odstawić do wyrośnięcia na ok. 1 godzinę (ciasto powinno podwoić objętość). Ciasto podzielić na 3 części, każdą część podzielić ponownie na 3 części, uformować wałeczki i zapleść (tak jak chałkę). Można również uformować różnego rodzaju bułeczki z tego ciasta. Chleb przełożyć na blachę wyłożoną pergaminem. Pozostawić do wyrośnięcia na 30 minut. 

Posmarować rozbełtanym jajkiem oraz posypać migdałami wzdłuż środka. Można też zrezygnować z migdałów i zaraz po upieczeniu posmarować chleb kawą z cukrem oraz masłem. 
Ja posmarowałam wierzch jajkiem i posypałam grubym cukrem, gdyż do ciasta dodałam zaledwie 1/4 szklanki cukru.

Piec w temperaturze 180 st. C przez około 20 minut. Ostudzić i ewentualnie polukrować.

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Świąteczny chleb z kawą i orzechami. Grudniowa Piekarnia

W Grudniowej Piekarni Amber upiekliśmy pyszny chleb, który i na Święta z pewnością zagości na naszym stole. Przepis pochodzi z Magazynu KUKBUK i jest autorstwa Moniki Waleckiej.

Zamiast migdałów dodałam orzechy włoskie i ta wersja bardzo nam smakowała, ale z pewnością migdały czy inne orzechy będą równie dobre, a jednocześnie nadadzą chlebowi nowego charakteru.




Świąteczny chleb z kawą i orzechami włoskimi

1 szklanka – 250 ml

rozczyn
1 łyżka zakwasu żytniego
1/2 szklanki mąki orkiszowej jasnej
1/2 szklanki wody

ciasto właściwe
500 g mąki orkiszowej jasnej
cały zaczyn
1 łyżka soli
300 g wody (użyłam serwatki, bo akurat zrobił się ser)
1 kopiasta łyżka kawy (u mnie płaska łyżka)
1/2 szklanki orzechów włoskich

Wszystkie składniki rozczynu wymieszać na gładką pastę i pozostawić do przefermentowania na przynajmniej osiem godzin, a najlepiej na całą noc. Orzechy posiekać.

Zaczyn, mąkę i wodę (lub jak u mnie serwatkę) zmiksować w misce na wolnych obrotach do momentu, kiedy składniki się połączą, odstawić. Po 30 minutach dodać sól i przez kilka minut wyrabiać ciasto, aż uzyska gładką konsystencję. Pod koniec wsypać kawę i orzechy. Pozostawić ciasto do wyrośnięcia na trzy godziny, przy czym co godzinę wykładać je na blat lekko oprószony mąką, rozciągać i składać jak list na trzy, przekręcić o 90 stopni i ponownie składać na trzy.

Ciasto uformować w okrągły bochenek, przełożyć do miski wyłożonej ściereczką lub do koszyka do wyrastania chleba i pozostawić na około 3-4 godziny w temperaturze pokojowej lub na 12 godzin wstawić do lodówki. Piec w 220 st. C na rozgrzanej blasze lub kamieniu do pieczenia pizzy przez 40 minut.

Upiekłam z podwójnej porcji 2 bochenki: jeden średni i jeden bardzo duży. Chleb wyrósł więcej niż dwukrotnie. A poniżej zdjęcie całości z wieczora (stąd to dziwne światło), dzienne zdjęcia możliwe były już tylko w przekroju:-):




Świąteczny chleb na blogach:


poniedziałek, 19 listopada 2018

Bułki orkiszowe z biboszem. Listopadowa Piekarnia

Bułek z biboszem dotąd nigdy nie piekłam, w sobotę upiekłam je po raz pierwszy, lecz z pewnością nie ostatni. To puszyste, przepyszne bułki, które zyskały w domu nawet miano "najlepszych". Naprawdę są doskonałe. A bibosz to po prostu zaparka z gorącej wody i czerstwego chleba.

Bułki z biboszem upiekła wcześniej Agnieszka, a Ania zaproponowała je do Listopadowej Piekarni. To takie bułki na odczarowanie ponurego listopada, bo dom pełen zapachu piekącego się chleba od razu staje się cieplejszy.




Bułki orkiszowe z biboszem

Bibosz:
12 g mąki żytniej razowej
12 g startego suchego chleba*
80 g wrzącej wody
8,5 g soli
Wszystkie składniki wymieszać i odstawić na 5 minut do napęcznienia. Ja zostawiłam na trochę więcej, gdyż po 5 minutach mój bibosz był za ciepły (ale piekłam z podwójnej porcji).

Ciasto właściwe:
350 g mąki orkiszowej typ 700
20 g mąki orkiszowej razowej
ok. 190-200 g ciepłej wody
4 g świeżych drożdży
cały bibosz
pół łyżeczki słodu 
20 g oliwy z oliwek

*Mój suchy chleb był żytni razowy z pestkami dyni, żurawiną i siemieniem lnianym, więc bułki wyszły dość zabawne: na całość ciasta bułkowego trafiły się 2 pestki dyni, 1 żurawina i kilka pestek siemienia lnianego:-). Chleba nie ścierałam - jedynie pokruszyłam.

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać i wyrabiać ok. 10 min. Odstawić do wyrastania na 2 godziny, składając ciasto co 30 minut (ja składałam 2 razy co ok. 40 minut). Następnie ciasto delikatnie przełożyć na oprószony mąką blat, podzielić na 7 części, uformować podłużne bułki i odstawić na ok. 30 min. do wyrośnięcia. Piec z parą w temperaturze 240-250 st. C, najlepiej na kamieniu, przez ok. 15-18 minut. Ja dodatkowo porządnie spryskałam bułki wodą.

Piekłam z podwójnej porcji - razem 13 bułek, których i tak było za mało i były niepodzielne, nie wiadomo było, kto ma zjeść trzynastą... Ale nie mieliśmy kiedy się nad tym zastanawiać, trzynasta i tak znikła:-).

Moje bułki uformowałam zwyczajnie, po prostu lepiąc podłużne kształty, ale można do tego zadania bardziej się przyłożyć, aby uzyskać malownicze pęknięcia. W tym celu (zgodnie z radą Niki w komentarzach do Zaproszenia) należy złożyć jedną bułkę z 2 kawałków ciasta o wadze 45 g. Dwa kawałki ciasta obsypane mąką nałożyć jeden na drugi, rozciągnąć na kształt cylindra i zrolować-zwinąć. Do wyrastania ułożyć szwem do dołu. Do pieczenia bułki odwrócić szwem do góry.






Bułki z biboszem na blogach:

poniedziałek, 29 października 2018

Chleb marchwiowy na zakwasie w Październikowej Piekarni

W Październikowej Piekarni upiekliśmy pyszny i aromatyczny chleb marchwiowy. I jeszcze do tego kolorowy, czego u mnie zabrakło, gdyż znowu piekłam na żytnim zakwasie (zamiast na pszennym), a na żytnim zakwasie pieczywo wychodzi szarobure. Ale to nic, nie-pomarańczowy chleb smakował wszystkim bez wyjątku.

Poprzednie chleby marchwiowe, zarówno na drożdżach (w ramach Listopadowej Piekarni 2015), jak i na zakwasie, są TU. Tym razem piekliśmy z przepisu zaproponowanego przez Badylarkę.


Chleb marchwiowy na zakwasie

100 g aktywnego zakwasu pszennego
500 g mąki żytniej typ 720 + czubata łyżka do podsypania
8 g soli kuchennej
ok. 350 ml soku z marchwi**
3/4 szklanki żurawiny
3/4 szklanki ziaren słonecznika*
1 łyżka nasion kminku

Na godzinę lub dwie przed wyrabianiem ciasta namoczyć słonecznik w 3/4 szklanki wody. Nasiona powinny prawie całkowicie wchłonąć wodę.

Wymieszać w misce mąkę i sól. Dodać aktywny zakwas i dolać ok. 300 ml soku z marchwi. Wymieszać wszystko drewnianą łyżką, aż powstanie mokre, lepkie ciasto (zajmuje to około 2 minut; chodzi jedynie o wymieszanie składników, nie trzeba ciasta specjalnie wyrabiać). Jeśli jest zbyt gęste, dodać więcej soku.

Dodać żurawinę i namoczony wcześniej słonecznik. Wymieszać, aż się połączą z ciastem. Przykryć miskę wilgotną ściereczką i odstawić na kilka godzin lub na noc, by ciasto wyrosło. Powinno być go ok. 2 razy więcej. Ja zostawiłam ciasto na 3,5 godziny w temperaturze ok. 20 st. C. 

Zwilżoną ściereczkę posypać mąką i kminkiem. Przełożyć ciasto z miski na mąkę z kminkiem. Uformować w kulę lub coś, co przypomina elipsę. Związać luźno rogi ściereczki, aby przykryły ciasto. Umieścić w ciepłym miejscu, bez przeciągów, do ponownego wyrośnięcia na 1-2 godziny.  Ja od razu przełożyłam ciasto do formy wysypanej mąką i kminkiem, gdzie wyrastało ok. 4 godziny.

Bardzo ostrożnie przełożyć ciasto ze ściereczki – górą do dołu, do garnka lub formy. Odstawić na kwadrans pod przykryciem. Tego kroku nie musiałam już wykonywać, jako że ciasto czekało już wyrośnięte w formie. Piec ok. 50-55 minut do „suchego patyczka” w temperaturze 190 st. C.

Wyjąć chleb z formy i umieścić go na kratce. Upieczony chleb powinien po postukaniu go od spodu wydawać głuchy dźwięk. Zostawić do ostygnięcia.

* zamiast nasion słonecznika można dodać orzechy
** ilość soku zależy od wielu czynników, m. in. wilgotności mąki i wilgotności powietrza w dniu wyrabiania ciasta




Chleb marchwiowy na blogach:

Apetyt na Smaka – klik!
Idę i myślę – klik!
Kuchnia Gucia – klik!
Kuchennymi drzwiami – klik!
Moje małe czarowanie – klik!
Ogrody Babilonu – klik!
Proste potrawy – klik!
Weekendy w domu i ogrodzie – klik!
W poszukiwaniu slowlife – klik!
Zacisze kuchenne – klik!

środa, 10 października 2018

Czekoladowe kulki z ciecierzycy

Lubię takie niestandardowe połączenia, a strączkowe wbrew pozorom bardzo ładnie komponują się ze słodkościami. Lubię patrzeć na pełne zaskoczenia miny moich dzieci czy gości, którzy, gdy dowiedzą się, z czego "to" jest zrobione, przestają na chwilę jeść, by po chwili sięgnąć po dokładkę...

Ostatnio coraz częściej robimy coś słodkiego. Zawsze tak jest jesienią. Latem są to lody, ewentualnie jakiś deser na zimno od czasu do czasu, a jesienią, kiedy zaczyna się szkoła i treningi (dziewczyny pływają), przygotowuję im przekąski, które są zjadane przed lub po treningu. A takie kulki ciecierzycowo-orzechowo-czekoladowe sprawdzają się w tej roli idealnie.



Czekoladowe kulki z ciecierzycy

na podstawie przepisu Veganbanda

110 g suchej ciecierzycy
6 łyżek masła orzechowego
4 łyżki kakao
syrop daktylowy do smaku (lub syrop klonowy, cukier)
1/2 łyżeczki soli - nie dodawać soli, jeśli masło orzechowe zawiera sól
do obtoczenia: kakao, wiórki kokosowe lub inne posypki. U nas idealnie sprawdziły się suszone maliny zmiksowane na puder, dodały kulkom niesamowitego kwaskowatego smaku!

Ciecierzycę zalać wrzątkiem i moczyć przez 2 godziny. Można też zalać na noc zimną wodą i zostawić na 12 godzin. Ugotować na miękko, zajmie to 1-1,5 godziny.

Wszystkie składniki zblendować na gęstą masę, włożyć na ok. godzinę do lodówki, żeby masa stwardniała. Można już po pół godzinie sprawdzić, czy nadaje się do formowania. Ulepić kulki, obtoczyć w pudrze malinowym, schłodzić lub nawet bez wkładania do lodówki zajadać ze smakiem:-).





poniedziałek, 24 września 2018

Chleb żytni razowy radziwiłłowski na zakwasie. Wrześniowa Piekarnia

Jesień w Piekarni Amber rozpoczęliśmy wspaniałym chlebem, ciężkim, razowym, pełnym smaku. Taki jest chleb radziwiłłowski, wpisany przez Ministerstwo Rolnictwa na listę produktów tradycyjnych województwa mazowieckiego. Chleb jest w sumie nieskomplikowany w przygotowaniu, ważna jest jedynie cierpliwość i aktywny zakwas, który poradzi sobie z mąką żytnią razową. Bardzo lubimy takie chleby i często je piekę, ale chleb radziwiłłowski zagościł u nas po raz pierwszy. I oczywiście nie ostatni. 




Chleb żytni razowy radziwiłłowski na zakwasie

przepis z bloga Cztery Fajery

proporcje na małą foremkę

zaczyn
80 g wody
80 g mąki żytniej typ 2000
50 g zakwasu żytniego
Przygotowanie zaczynu: – wszystkie składniki wymieszać, zostawić pod przykryciem na 12 godzin.

składniki
cały zaczyn
200 g wody
210 g mąki żytniej typ 2000
15 g melasy (zamiast melasy można dodać 15 g słodu żytniego lub jęczmiennego)
1 łyżeczka soli

Do zaczynu dodać wszystkie składniki – wodę, mąkę żytnią, melasę (lub słód) i sól. Całość wymieszać, aż wszystkie składniki się połączą. Można to zrobić ręcznie lub mikserem, nie ma potrzeby długiego wyrabiania, wystarczy, że wszystkie składniki się połączą.

Ciasto na chleb przełożyć do keksówki lekko natłuszczonej olejem i wysypanej otrębami lub wyłożonej papierem do pieczenia, przykryć ściereczką i odstawić na 4-5 godzin do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. Po tym czasie ciasto chlebowe powinno podwoić swoją objętość.

Piekarnik nagrzać do temperatury 220-230 st. C (grzałka góra – dół, bez termoobiegu). Piec przez około 10-15 minut, po czym zmniejszyć temperaturę do 200 st. C, wyjąć chleb z formy (zdjąć papier do pieczenia jeśli go używaliśmy) i piec jeszcze około 45-55 minut. Ja bałam się po 15 minutach wyjąć chleb z foremki i zrobiłam to dopiero po 35 minutach. Wyszło dobrze.

Po upieczeniu przełożyć na kratkę i pozostawić na kilka godzin do wystygnięcia. Jeśli postukamy w spód bochenka, dobrze wypieczony chleb powinien wydawać głuchy odgłos. 

Taki chleb nadaje się do jedzenia nawet pod tygodniu od upieczenia.




Chleb radziwiłłowski na blogach:

Akacjowy blog – klik!
Codziennik kuchenny – klik!
Kuchennymi drzwiami – klik!
Kuchnia Gucia – klik!
Moje małe czarowanie – klik!
Ogrody Babilonu – klik!
Proste potrawy – klik!
Stare Gary – klik!
Weekendy w domu i ogrodzie – klik!
W poszukiwaniu slow life – klik!

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Tarte Flambée. Sierpniowa Piekarnia

Tarte flambée to alzacki wypiek, który dzięki Sierpniowej Piekarni Amber wkradł się na pewno już na stałe do naszego rodzinnego menu. Najbardziej spodobało nam się samo ciasto i odtąd każdą naszą pizzę będziemy przygotowywać, wałkując cieniutko ciasto jak do tarte flambée, dzięki czemu staje się ono potem delikatne i chrupiące. 

Moja tarte flambée została co nieco zmieniona, to taka wersja udomowiona. Prawdziwą tarte flambée smaruje się créme fraîche, posypuje cebulą, bekonem i ewentualnie serem. Ja bekon zamieniłam na zielony groszek, a créme fraîche na gęsty jogurt. Ale cieniutkiego ciasta nie można niczym zastąpić, nie da się pójść na skróty, po prostu trzeba je rozwałkować bardzo porządnie, naprawdę bardzo cienko.

Tarte flambée może być pieczona z serem albo bez sera na wierzchu, są różne wersje. Jeśli z serem, to oryginalnie jest to najczęściej münster, ewentualnie inny ser, który dobrze się topi. Ja użyłam mojego domowego sera dojrzewającego.




Tarte Flambée

Ciasto
200 ml letniej wody (lub nieco więcej w zależności od chłonności mąki)
300 g mąki pszennej typ 750 - u mnie orkiszowa typ 700
1/3 łyżeczki soli
10 g świeżych drożdży

Nadzienie
3 – 4 średnie cebule, pokrojone w krążki
2 łyżki masła
150 g wędzonego bekonu pokrojonego w cienkie paski - u mnie zielony groszek
200 ml créme fraîche - u mnie gęsty jogurt
1/3 łyżeczki świeżo utartej gałki muszkatołowej - dodałam chyba drugie tyle, gałka pasuje tu bardzo
sól i pieprz do smaku
200 g tartego żółtego sera do zapiekania

Drożdże rozpuścić w wodzie i wlać do misy miksera. Dodać pozostałe składniki i wyrabiać ciasto przez 10 minut, aż będzie gładkie i elastyczne. Zostawić na 5 minut, żeby odpoczęło i wyrabiać potem jeszcze przez 5 minut. Włożyć do wysmarowanej oliwą dużej miski i zostawić do wyrośnięcia na 30 minut. Po tym czasie przykryć ciasto i wstawić do lodówki na całą noc (maksymalnie na 48 godzin). Wyjąć ciasto z lodówki na 1 i 1/2 do 2 godzin przed pieczeniem.

Na maśle zeszklić cebulę – musi zmięknąć, dodać bekon lub jak u mnie zielony groszek i chwilę smażyć. Créme fraîche (gęsty jogurt) wymieszać z solą, pieprzem i gałką muszkatołową.

Na godzinę przed pieczeniem do piekarnika włożyć kamień do pizzy (lub blachę wyłożoną papierem) i nagrzać go do maksymalnej temperatury (u mnie 300 st. C).

Ciasto podzielić na 2 części. Rozwałkować na blacie lub stolnicy, podsypując mąką, na bardzo cienkie i niezbyt foremne prostokąty lub owalne kształty.

Posmarować placki créme fraîche (gęstym jogurtem) doprawionym solą, pieprzem i gałką muszkatołową, zostawiając wolne 3 cm ciasta od brzegu (te brzegi są potem wyjątkowo pyszne!). Nałożyć cebulę, bekon (groszek) i posypać utartym żółtym serem.

Piec, aż brzegi się mocno zrumienią, 6 -12 min w zależności od temperatury. Ja piekłam 8 minut w 300 st. C.



Tarte flambée na blogach:

Akacjowy blog – klik!
Am.art kolor i smak – klik!
Codziennik kuchenny – klik!
Kuchnia Gucia – klik!
Kuchennymi drzwiami – klik!
Moje małe czarowanie – klik!
Weekendy w domu i ogrodzie – klik!
Ogrody Babilonu – klik!
W poszukiwaniu slow life – klik!
Zacisze kuchenne – klik!

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Piwo imbirowe

Upalne dni nie kończą się, nawet w chłodnym dotąd domu zaczyna robić się za gorąco, pijemy hektolitry wody, ale nie tylko. Upał to okazja do tworzenia innych napojów, które smakują w taką pogodę po prostu niebiańsko...

Dziś napój dla dorosłych: piwo imbirowe. Ma delikatny imbirowy smak, bąbelki i parę procentów, ale chyba niewiele, podobno po tak krótkiej fermentacji może ich nawet wcale nie być. Nie tylko gasi pragnienie - jest pyszne. I łatwe do zrobienia. Proporcje można zmieniać, można dodać więcej cukru, więcej /mniej imbiru. Przepisów na takie piwo jest dużo, ale ten ujął mnie swoją prostotą i krótkim czasem przygotowania.


Piwo imbirowe

na podstawie przepisu z książki "Sztuka fermentacji" S. E. Katza

ok. 200 g świeżego imbiru
4 litry wody
1-2 szklanki cukru (przepis mówi o 2 szklankach, a nawet więcej, ja dodaję 1 szklankę)
drożdże piwowarskie* - ilość zgodnie z instrukcją na opakowaniu
opcjonalnie: sok z 1 cytryny (bez cytryny też wychodzi bardzo smaczne, choć z cytryną jeszcze lepsze)

Imbir pokroić na małe kawałki. Gotować w połowie wody (2 l) przez godzinę. Wsypać cukier, wymieszać do rozpuszczenia, dolać resztę wody. Poczekać, aż całość wystygnie.

Wlać sok z cytryny, dodać drożdże, wymieszać. Zostawić na 1-2 dni, aż pojawią się pęcherzyki powietrza. Przelać napój do butelek, zamknąć je i fermentować przez kolejne 1-2 dni. Schłodzić w lodówce. I gotowe. Jedynie trzeba koniecznie pamiętać o ryzyku eksplozji po zamknięciu piwa w butelkach. Ja zapobiegawczo wkładam butelki do lodówki nawet trochę za wcześnie, a piwo i tak jest musujące.

Autor przepisu poleca jako starter także kefir wodny, wtedy oczywiście zamiast drożdży. Tego wariantu jeszcze nie próbowałam, ale kefir wodny mam i cenię i tego lata będę jeszcze eksperymentować.