poniedziałek, 17 grudnia 2018

Świąteczny chleb z kawą i orzechami. Grudniowa Piekarnia

W Grudniowej Piekarni Amber upiekliśmy pyszny chleb, który i na Święta z pewnością zagości na naszym stole. Przepis pochodzi z Magazynu KUKBUK i jest autorstwa Moniki Waleckiej.

Zamiast migdałów dodałam orzechy włoskie i ta wersja bardzo nam smakowała, ale z pewnością migdały czy inne orzechy będą równie dobre, a jednocześnie nadadzą chlebowi nowego charakteru.




Świąteczny chleb z kawą i orzechami włoskimi

1 szklanka – 250 ml

rozczyn
1 łyżka zakwasu żytniego
1/2 szklanki mąki orkiszowej jasnej
1/2 szklanki wody

ciasto właściwe
500 g mąki orkiszowej jasnej
cały zaczyn
1 łyżka soli
300 g wody (użyłam serwatki, bo akurat zrobił się ser)
1 kopiasta łyżka kawy (u mnie płaska łyżka)
1/2 szklanki orzechów włoskich

Wszystkie składniki rozczynu wymieszać na gładką pastę i pozostawić do przefermentowania na przynajmniej osiem godzin, a najlepiej na całą noc. Orzechy posiekać.

Zaczyn, mąkę i wodę (lub jak u mnie serwatkę) zmiksować w misce na wolnych obrotach do momentu, kiedy składniki się połączą, odstawić. Po 30 minutach dodać sól i przez kilka minut wyrabiać ciasto, aż uzyska gładką konsystencję. Pod koniec wsypać kawę i orzechy. Pozostawić ciasto do wyrośnięcia na trzy godziny, przy czym co godzinę wykładać je na blat lekko oprószony mąką, rozciągać i składać jak list na trzy, przekręcić o 90 stopni i ponownie składać na trzy.

Ciasto uformować w okrągły bochenek, przełożyć do miski wyłożonej ściereczką lub do koszyka do wyrastania chleba i pozostawić na około 3-4 godziny w temperaturze pokojowej lub na 12 godzin wstawić do lodówki. Piec w 220 st. C na rozgrzanej blasze lub kamieniu do pieczenia pizzy przez 40 minut.

Upiekłam z podwójnej porcji 2 bochenki: jeden średni i jeden bardzo duży. Chleb wyrósł więcej niż dwukrotnie. A poniżej zdjęcie całości z wieczora (stąd to dziwne światło), dzienne zdjęcia możliwe były już tylko w przekroju:-):




Świąteczny chleb na blogach:


poniedziałek, 19 listopada 2018

Bułki orkiszowe z biboszem. Listopadowa Piekarnia

Bułek z biboszem dotąd nigdy nie piekłam, w sobotę upiekłam je po raz pierwszy, lecz z pewnością nie ostatni. To puszyste, przepyszne bułki, które zyskały w domu nawet miano "najlepszych". Naprawdę są doskonałe. A bibosz to po prostu zaparka z gorącej wody i czerstwego chleba.

Bułki z biboszem upiekła wcześniej Agnieszka, a Ania zaproponowała je do Listopadowej Piekarni. To takie bułki na odczarowanie ponurego listopada, bo dom pełen zapachu piekącego się chleba od razu staje się cieplejszy.




Bułki orkiszowe z biboszem

Bibosz:
12 g mąki żytniej razowej
12 g startego suchego chleba*
80 g wrzącej wody
8,5 g soli
Wszystkie składniki wymieszać i odstawić na 5 minut do napęcznienia. Ja zostawiłam na trochę więcej, gdyż po 5 minutach mój bibosz był za ciepły (ale piekłam z podwójnej porcji).

Ciasto właściwe:
350 g mąki orkiszowej typ 700
20 g mąki orkiszowej razowej
ok. 190-200 g ciepłej wody
4 g świeżych drożdży
cały bibosz
pół łyżeczki słodu 
20 g oliwy z oliwek

*Mój suchy chleb był żytni razowy z pestkami dyni, żurawiną i siemieniem lnianym, więc bułki wyszły dość zabawne: na całość ciasta bułkowego trafiły się 2 pestki dyni, 1 żurawina i kilka pestek siemienia lnianego:-). Chleba nie ścierałam - jedynie pokruszyłam.

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać i wyrabiać ok. 10 min. Odstawić do wyrastania na 2 godziny, składając ciasto co 30 minut (ja składałam 2 razy co ok. 40 minut). Następnie ciasto delikatnie przełożyć na oprószony mąką blat, podzielić na 7 części, uformować podłużne bułki i odstawić na ok. 30 min. do wyrośnięcia. Piec z parą w temperaturze 240-250 st. C, najlepiej na kamieniu, przez ok. 15-18 minut. Ja dodatkowo porządnie spryskałam bułki wodą.

Piekłam z podwójnej porcji - razem 13 bułek, których i tak było za mało i były niepodzielne, nie wiadomo było, kto ma zjeść trzynastą... Ale nie mieliśmy kiedy się nad tym zastanawiać, trzynasta i tak znikła:-).

Moje bułki uformowałam zwyczajnie, po prostu lepiąc podłużne kształty, ale można do tego zadania bardziej się przyłożyć, aby uzyskać malownicze pęknięcia. W tym celu (zgodnie z radą Niki w komentarzach do Zaproszenia) należy złożyć jedną bułkę z 2 kawałków ciasta o wadze 45 g. Dwa kawałki ciasta obsypane mąką nałożyć jeden na drugi, rozciągnąć na kształt cylindra i zrolować-zwinąć. Do wyrastania ułożyć szwem do dołu. Do pieczenia bułki odwrócić szwem do góry.






Bułki z biboszem na blogach:

poniedziałek, 29 października 2018

Chleb marchwiowy na zakwasie w Październikowej Piekarni

W Październikowej Piekarni upiekliśmy pyszny i aromatyczny chleb marchwiowy. I jeszcze do tego kolorowy, czego u mnie zabrakło, gdyż znowu piekłam na żytnim zakwasie (zamiast na pszennym), a na żytnim zakwasie pieczywo wychodzi szarobure. Ale to nic, nie-pomarańczowy chleb smakował wszystkim bez wyjątku.

Poprzednie chleby marchwiowe, zarówno na drożdżach (w ramach Listopadowej Piekarni 2015), jak i na zakwasie, są TU. Tym razem piekliśmy z przepisu zaproponowanego przez Badylarkę.


Chleb marchwiowy na zakwasie

100 g aktywnego zakwasu pszennego
500 g mąki żytniej typ 720 + czubata łyżka do podsypania
8 g soli kuchennej
ok. 350 ml soku z marchwi**
3/4 szklanki żurawiny
3/4 szklanki ziaren słonecznika*
1 łyżka nasion kminku

Na godzinę lub dwie przed wyrabianiem ciasta namoczyć słonecznik w 3/4 szklanki wody. Nasiona powinny prawie całkowicie wchłonąć wodę.

Wymieszać w misce mąkę i sól. Dodać aktywny zakwas i dolać ok. 300 ml soku z marchwi. Wymieszać wszystko drewnianą łyżką, aż powstanie mokre, lepkie ciasto (zajmuje to około 2 minut; chodzi jedynie o wymieszanie składników, nie trzeba ciasta specjalnie wyrabiać). Jeśli jest zbyt gęste, dodać więcej soku.

Dodać żurawinę i namoczony wcześniej słonecznik. Wymieszać, aż się połączą z ciastem. Przykryć miskę wilgotną ściereczką i odstawić na kilka godzin lub na noc, by ciasto wyrosło. Powinno być go ok. 2 razy więcej. Ja zostawiłam ciasto na 3,5 godziny w temperaturze ok. 20 st. C. 

Zwilżoną ściereczkę posypać mąką i kminkiem. Przełożyć ciasto z miski na mąkę z kminkiem. Uformować w kulę lub coś, co przypomina elipsę. Związać luźno rogi ściereczki, aby przykryły ciasto. Umieścić w ciepłym miejscu, bez przeciągów, do ponownego wyrośnięcia na 1-2 godziny.  Ja od razu przełożyłam ciasto do formy wysypanej mąką i kminkiem, gdzie wyrastało ok. 4 godziny.

Bardzo ostrożnie przełożyć ciasto ze ściereczki – górą do dołu, do garnka lub formy. Odstawić na kwadrans pod przykryciem. Tego kroku nie musiałam już wykonywać, jako że ciasto czekało już wyrośnięte w formie. Piec ok. 50-55 minut do „suchego patyczka” w temperaturze 190 st. C.

Wyjąć chleb z formy i umieścić go na kratce. Upieczony chleb powinien po postukaniu go od spodu wydawać głuchy dźwięk. Zostawić do ostygnięcia.

* zamiast nasion słonecznika można dodać orzechy
** ilość soku zależy od wielu czynników, m. in. wilgotności mąki i wilgotności powietrza w dniu wyrabiania ciasta




Chleb marchwiowy na blogach:

Apetyt na Smaka – klik!
Idę i myślę – klik!
Kuchnia Gucia – klik!
Kuchennymi drzwiami – klik!
Moje małe czarowanie – klik!
Ogrody Babilonu – klik!
Proste potrawy – klik!
Weekendy w domu i ogrodzie – klik!
W poszukiwaniu slowlife – klik!
Zacisze kuchenne – klik!

środa, 10 października 2018

Czekoladowe kulki z ciecierzycy

Lubię takie niestandardowe połączenia, a strączkowe wbrew pozorom bardzo ładnie komponują się ze słodkościami. Lubię patrzeć na pełne zaskoczenia miny moich dzieci czy gości, którzy, gdy dowiedzą się, z czego "to" jest zrobione, przestają na chwilę jeść, by po chwili sięgnąć po dokładkę...

Ostatnio coraz częściej robimy coś słodkiego. Zawsze tak jest jesienią. Latem są to lody, ewentualnie jakiś deser na zimno od czasu do czasu, a jesienią, kiedy zaczyna się szkoła i treningi (dziewczyny pływają), przygotowuję im przekąski, które są zjadane przed lub po treningu. A takie kulki ciecierzycowo-orzechowo-czekoladowe sprawdzają się w tej roli idealnie.



Czekoladowe kulki z ciecierzycy

na podstawie przepisu Veganbanda

110 g suchej ciecierzycy
6 łyżek masła orzechowego
4 łyżki kakao
syrop daktylowy do smaku (lub syrop klonowy, cukier)
1/2 łyżeczki soli - nie dodawać soli, jeśli masło orzechowe zawiera sól
do obtoczenia: kakao, wiórki kokosowe lub inne posypki. U nas idealnie sprawdziły się suszone maliny zmiksowane na puder, dodały kulkom niesamowitego kwaskowatego smaku!

Ciecierzycę zalać wrzątkiem i moczyć przez 2 godziny. Można też zalać na noc zimną wodą i zostawić na 12 godzin. Ugotować na miękko, zajmie to 1-1,5 godziny.

Wszystkie składniki zblendować na gęstą masę, włożyć na ok. godzinę do lodówki, żeby masa stwardniała. Można już po pół godzinie sprawdzić, czy nadaje się do formowania. Ulepić kulki, obtoczyć w pudrze malinowym, schłodzić lub nawet bez wkładania do lodówki zajadać ze smakiem:-).





poniedziałek, 24 września 2018

Chleb żytni razowy radziwiłłowski na zakwasie. Wrześniowa Piekarnia

Jesień w Piekarni Amber rozpoczęliśmy wspaniałym chlebem, ciężkim, razowym, pełnym smaku. Taki jest chleb radziwiłłowski, wpisany przez Ministerstwo Rolnictwa na listę produktów tradycyjnych województwa mazowieckiego. Chleb jest w sumie nieskomplikowany w przygotowaniu, ważna jest jedynie cierpliwość i aktywny zakwas, który poradzi sobie z mąką żytnią razową. Bardzo lubimy takie chleby i często je piekę, ale chleb radziwiłłowski zagościł u nas po raz pierwszy. I oczywiście nie ostatni. 




Chleb żytni razowy radziwiłłowski na zakwasie

przepis z bloga Cztery Fajery

proporcje na małą foremkę

zaczyn
80 g wody
80 g mąki żytniej typ 2000
50 g zakwasu żytniego
Przygotowanie zaczynu: – wszystkie składniki wymieszać, zostawić pod przykryciem na 12 godzin.

składniki
cały zaczyn
200 g wody
210 g mąki żytniej typ 2000
15 g melasy (zamiast melasy można dodać 15 g słodu żytniego lub jęczmiennego)
1 łyżeczka soli

Do zaczynu dodać wszystkie składniki – wodę, mąkę żytnią, melasę (lub słód) i sól. Całość wymieszać, aż wszystkie składniki się połączą. Można to zrobić ręcznie lub mikserem, nie ma potrzeby długiego wyrabiania, wystarczy, że wszystkie składniki się połączą.

Ciasto na chleb przełożyć do keksówki lekko natłuszczonej olejem i wysypanej otrębami lub wyłożonej papierem do pieczenia, przykryć ściereczką i odstawić na 4-5 godzin do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. Po tym czasie ciasto chlebowe powinno podwoić swoją objętość.

Piekarnik nagrzać do temperatury 220-230 st. C (grzałka góra – dół, bez termoobiegu). Piec przez około 10-15 minut, po czym zmniejszyć temperaturę do 200 st. C, wyjąć chleb z formy (zdjąć papier do pieczenia jeśli go używaliśmy) i piec jeszcze około 45-55 minut. Ja bałam się po 15 minutach wyjąć chleb z foremki i zrobiłam to dopiero po 35 minutach. Wyszło dobrze.

Po upieczeniu przełożyć na kratkę i pozostawić na kilka godzin do wystygnięcia. Jeśli postukamy w spód bochenka, dobrze wypieczony chleb powinien wydawać głuchy odgłos. 

Taki chleb nadaje się do jedzenia nawet pod tygodniu od upieczenia.




Chleb radziwiłłowski na blogach:

Akacjowy blog – klik!
Codziennik kuchenny – klik!
Kuchennymi drzwiami – klik!
Kuchnia Gucia – klik!
Moje małe czarowanie – klik!
Ogrody Babilonu – klik!
Proste potrawy – klik!
Stare Gary – klik!
Weekendy w domu i ogrodzie – klik!
W poszukiwaniu slow life – klik!

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Tarte Flambée. Sierpniowa Piekarnia

Tarte flambée to alzacki wypiek, który dzięki Sierpniowej Piekarni Amber wkradł się na pewno już na stałe do naszego rodzinnego menu. Najbardziej spodobało nam się samo ciasto i odtąd każdą naszą pizzę będziemy przygotowywać, wałkując cieniutko ciasto jak do tarte flambée, dzięki czemu staje się ono potem delikatne i chrupiące. 

Moja tarte flambée została co nieco zmieniona, to taka wersja udomowiona. Prawdziwą tarte flambée smaruje się créme fraîche, posypuje cebulą, bekonem i ewentualnie serem. Ja bekon zamieniłam na zielony groszek, a créme fraîche na gęsty jogurt. Ale cieniutkiego ciasta nie można niczym zastąpić, nie da się pójść na skróty, po prostu trzeba je rozwałkować bardzo porządnie, naprawdę bardzo cienko.

Tarte flambée może być pieczona z serem albo bez sera na wierzchu, są różne wersje. Jeśli z serem, to oryginalnie jest to najczęściej münster, ewentualnie inny ser, który dobrze się topi. Ja użyłam mojego domowego sera dojrzewającego.




Tarte Flambée

Ciasto
200 ml letniej wody (lub nieco więcej w zależności od chłonności mąki)
300 g mąki pszennej typ 750 - u mnie orkiszowa typ 700
1/3 łyżeczki soli
10 g świeżych drożdży

Nadzienie
3 – 4 średnie cebule, pokrojone w krążki
2 łyżki masła
150 g wędzonego bekonu pokrojonego w cienkie paski - u mnie zielony groszek
200 ml créme fraîche - u mnie gęsty jogurt
1/3 łyżeczki świeżo utartej gałki muszkatołowej - dodałam chyba drugie tyle, gałka pasuje tu bardzo
sól i pieprz do smaku
200 g tartego żółtego sera do zapiekania

Drożdże rozpuścić w wodzie i wlać do misy miksera. Dodać pozostałe składniki i wyrabiać ciasto przez 10 minut, aż będzie gładkie i elastyczne. Zostawić na 5 minut, żeby odpoczęło i wyrabiać potem jeszcze przez 5 minut. Włożyć do wysmarowanej oliwą dużej miski i zostawić do wyrośnięcia na 30 minut. Po tym czasie przykryć ciasto i wstawić do lodówki na całą noc (maksymalnie na 48 godzin). Wyjąć ciasto z lodówki na 1 i 1/2 do 2 godzin przed pieczeniem.

Na maśle zeszklić cebulę – musi zmięknąć, dodać bekon lub jak u mnie zielony groszek i chwilę smażyć. Créme fraîche (gęsty jogurt) wymieszać z solą, pieprzem i gałką muszkatołową.

Na godzinę przed pieczeniem do piekarnika włożyć kamień do pizzy (lub blachę wyłożoną papierem) i nagrzać go do maksymalnej temperatury (u mnie 300 st. C).

Ciasto podzielić na 2 części. Rozwałkować na blacie lub stolnicy, podsypując mąką, na bardzo cienkie i niezbyt foremne prostokąty lub owalne kształty.

Posmarować placki créme fraîche (gęstym jogurtem) doprawionym solą, pieprzem i gałką muszkatołową, zostawiając wolne 3 cm ciasta od brzegu (te brzegi są potem wyjątkowo pyszne!). Nałożyć cebulę, bekon (groszek) i posypać utartym żółtym serem.

Piec, aż brzegi się mocno zrumienią, 6 -12 min w zależności od temperatury. Ja piekłam 8 minut w 300 st. C.



Tarte flambée na blogach:

Akacjowy blog – klik!
Am.art kolor i smak – klik!
Codziennik kuchenny – klik!
Kuchnia Gucia – klik!
Kuchennymi drzwiami – klik!
Moje małe czarowanie – klik!
Weekendy w domu i ogrodzie – klik!
Ogrody Babilonu – klik!
W poszukiwaniu slow life – klik!
Zacisze kuchenne – klik!

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Piwo imbirowe

Upalne dni nie kończą się, nawet w chłodnym dotąd domu zaczyna robić się za gorąco, pijemy hektolitry wody, ale nie tylko. Upał to okazja do tworzenia innych napojów, które smakują w taką pogodę po prostu niebiańsko...

Dziś napój dla dorosłych: piwo imbirowe. Ma delikatny imbirowy smak, bąbelki i parę procentów, ale chyba niewiele, podobno po tak krótkiej fermentacji może ich nawet wcale nie być. Nie tylko gasi pragnienie - jest pyszne. I łatwe do zrobienia. Proporcje można zmieniać, można dodać więcej cukru, więcej /mniej imbiru. Przepisów na takie piwo jest dużo, ale ten ujął mnie swoją prostotą i krótkim czasem przygotowania.


Piwo imbirowe

na podstawie przepisu z książki "Sztuka fermentacji" S. E. Katza

ok. 200 g świeżego imbiru
4 litry wody
1-2 szklanki cukru (przepis mówi o 2 szklankach, a nawet więcej, ja dodaję 1 szklankę)
drożdże piwowarskie* - ilość zgodnie z instrukcją na opakowaniu
opcjonalnie: sok z 1 cytryny (bez cytryny też wychodzi bardzo smaczne, choć z cytryną jeszcze lepsze)

Imbir pokroić na małe kawałki. Gotować w połowie wody (2 l) przez godzinę. Wsypać cukier, wymieszać do rozpuszczenia, dolać resztę wody. Poczekać, aż całość wystygnie.

Wlać sok z cytryny, dodać drożdże, wymieszać. Zostawić na 1-2 dni, aż pojawią się pęcherzyki powietrza. Przelać napój do butelek, zamknąć je i fermentować przez kolejne 1-2 dni. Schłodzić w lodówce. I gotowe. Jedynie trzeba koniecznie pamiętać o ryzyku eksplozji po zamknięciu piwa w butelkach. Ja zapobiegawczo wkładam butelki do lodówki nawet trochę za wcześnie, a piwo i tak jest musujące.

Autor przepisu poleca jako starter także kefir wodny, wtedy oczywiście zamiast drożdży. Tego wariantu jeszcze nie próbowałam, ale kefir wodny mam i cenię i tego lata będę jeszcze eksperymentować.






poniedziałek, 16 lipca 2018

Puszyste bułeczki z ziemniakami w Lipcowej Piekarni

Lipcowa Piekarnia wypadła akurat wtedy, gdy wyjeżdżaliśmy o świcie w sobotni poranek i wracaliśmy nocą w niedzielę. Bułki upiekłam więc w piątek wieczorem, zrobiłam z nich kanapki i pojechały z nami w drogę. Przez całą sobotę pozostały świeże i puszyste i sprawiły, że zwykłe kanapki na drogę stały się doskonałym daniem.  

Do ciasta dodałam łyżkę maku, tak dla urozmaicenia, małe makowe kropeczki wyglądały uroczo.



Puszyste bułeczki z ziemniakami

przepis z bloga Niki

400 g mąki orkiszowej jasnej
125 ml mleka+25 ml wody
25 g świeżych drożdży
140 g ugotowanych ziemniaków
45 g masła
1 łyżka maku
1 łyżeczka cukru
1 płaska łyżeczka soli

Ugotować ziemniaki, przecisnąć przez praskę lub dokładnie rozgnieść widelcem. Drożdże wymieszać z wodą do rozpuszczenia.
Wszystkie składniki umieścić w misie robota i zagnieść gładkie, elastyczne ciasto. Przykryć misę folią spożywczą i odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości.
ciasto powtórnie zagnieść i podzielić na 10-12 kawałków jednakowej wielkości. Formować bułki, układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Przykryć ściereczką kuchenną i odstawić do wyrośnięcia. Wyrośnięte bułeczki posmarować mlekiem. Piec w 200 st. C 20-25 minut, do zrumienienia,
studzić na kratce.



Bułeczki na blogach:

Akacjowy blog – klik!
Apetyt na smaka – klik!
Codziennik kuchenny – klik!
Konwalie w kuchni – klik!
Kuchennymi drzwiami – Klik!
Kulinarna Maniusia – klik!
Moje kucharzenie – Klik!
Moje małe czarowanie – klik!
Ogrody Babilonu – klik!
Polska zupa – klik!
Weekendy w domu i ogrodzie – klik!
W poszukiwaniu slow life – klik!

piątek, 13 lipca 2018

Chleb z semoliny z Piana degli Albanesi

Piana degli Albanesi to miasteczko na Sycylii z 500-letnią historią. Chleby wypieka się tam od wieków,wspaniałe bochny z chrupiącą grubą skórką, z mąki semoliny. W moim chlebie skórka udała się chrupiąca, ale gruba na pewno nie, choć próbowałam ją uzyskać z tego przepisu już kilka razy. Taki chleb z powodzeniem nadaje się na chleb codzienny, choć u nas wszyscy w domu jednak wolimy razowe zakwasowce, najlepiej z dużą ilością mąki żytniej... Ale tak czy inaczej, ten semolinowy wypiek drożdżowy to bardzo smaczne urozmaicenie w pieczeniu, w sam raz na lato.



Chleb z semoliny z Piana degli Albanesi

z książki M. de Blasi "Smaki południowej Italii"

3 i 1/2 łyżeczki suchych drożdży lub 1 i 1/2 kostki świeżych - ja dodaję 35 g drożdży świeżych
1/2 szklanki ciepłej wody

4 łyżki oliwy z oliwek
1 i 1/2 łyżki miałkiej soli morskiej - dodaję 1 łyżkę
1 i 2/3 szklanki letniej wody

3 i 1/3 szklanki semoliny
1 i 1/3 szklanki mąki uniwersalnej - ja dodaję orkiszową typ 700

2 białka ubite na pianę
2/3 szklanki nasion sezamu

Drożdże rozmieszać w ciepłej wodzie i odstawić na 15 minut.
Wymieszać letnią wodę, sól oraz oliwę, dodać do drożdży.
Mąki zmieszać razem, dodawać w trzech partiach do drożdży z solą, oliwą i wodą, za każdym razem ucierając całość na jednolitą masę.
Wyłożyć na oprószony mąką blat, zagnieść na gładkie, lśniące ciasto - potrwa to około 10 minut.
Przełożyć do miski posmarowanej oliwą, przykryć, zostawić na 1,5-2 godziny, aby ciasto podwoiło objętość.

Po tym czasie przełożyć ciasto na oprószony mąką blat, zagniatać przez minutę lub dwie. Odstawić na kwadrans.

Uformować okrągłe bochenki, mogą być dwa lub trzy, ewentualnie jeden wielki bochen. Ja piekę jeden bochen. Bochenki ułożyć na pergaminie, posmarować białkiem i posypać porządnie sezamem. Przykryć ściereczką i odstawić na 1,5-2 godziny, aby urosły i podwoiły swoją objętość. Jeśli jest ciepło, chleb może wyrosnąć szybciej, mój raz był gotów nawet po niecałej godzinie.

Rozgrzać piekarnik do 230 st. C. Na dno położyć foremkę z kostkami lodu, włożyć bochenki, po 10 minutach obniżyć temperaturę do 205 st. C i piec jeszcze 20-30 minut, a nawet dłużej, jeśli pieczemy jeden wielki bochen.
Wystudzić na kratce. 
Smacznego!

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Rogaliki w Czerwcowej Piekarni

Rogaliki miały być czeskie (zaproszenie Ani do Czerwcowej Piekarni), ale nie śmiałam ich tak nazwać u siebie, ponieważ zmieniłam mąkę na semolinę i wyszły zupełnie inne niż z mąki pszennej czy orkiszowej, a jeszcze do tego wszystkiego nie znam oryginalnych rogalików czeskich, więc nie mam punktu odniesienia. Ale inne - nie znaczy gorsze, wyszły po prostu wspaniałe. Wszyscy domownicy proszą mnie, abym piekła je codziennie. Codziennie to może nie, ale co tydzień upiekę na pewno, szybko się nam nie znudzą. Zresztą w ogóle lubimy semolinowe wypieki.

Poniższy przepis podaję z moimi zmianami.




Rogaliki z semoliny

Składniki na 16 rogalików:

500 g mąki semoliny
300 ml mleka
20 g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru do zaczynu
25 g masła
10 g soli
1 żółtko jaja

1 jajko do posmarowania rogalików
sezam, mak, kminek do posypania

Z drożdży zrobić zaczyn: rozetrzeć drożdże z 1 łyżką mąki, 1 łyżeczką cukru i odrobiną mleka, zostawić na ok. 15 minut, aż zaczyn urośnie. 

Zagnieść mąkę, mleko, masło, sól, zaczyn drożdżowy i żółtko jaja przez około 15 minut, aż ciasto będzie gładkie i umieścić je w lodówce na około 14 godzin czyli najlepiej na noc.

Po wyjęciu z lodówki zostawić ciasto w temperaturze pokojowej przez 1,5 godziny i podzielić na cztery równe części. Pozostawić kawałki ciasta na kolejne 20 minut. Rozwałkować kawałki ciasta na prostokąty, podzielić na cztery trójkąty i zwinąć rogaliki. Pozwolić rogalikom rosnąć przez 45 minut.
Roztrzepać jajko i posmarować nim rogaliki, posypać sezamem, makiem, kminkiem lub solą. Piec w temperaturze 200 st. C przez ok. 20 minut.

Rogaliki z semoliny wyszły żółciutkie i lekkie jak puch, najlepiej smakowały jeszcze na ciepło, bez żadnych dodatków.





Rogaliki na blogach:

Am.art kolor i smak – klik!
Akacjowy blog – klik!
Apetyt na smaka – klik!
Codziennik kuchenny – klik!
Dom z mozaikami – klik!
Idę i myślę – klik!
Kuchennymi drzwiami – klik!
Moje kucharzenie – klik!
Moje małe czarowanie – klik!
Ogrody Babilonu – klik!
Proste potrawy – klik!
Stare gary – klik!
Weekendy w domu i ogrodzie – klik!
W poszukiwaniu slow life – klik!
Zacisze kuchenne – klik!