środa, 10 października 2018

Czekoladowe kulki z ciecierzycy

Lubię takie niestandardowe połączenia, a strączkowe wbrew pozorom bardzo ładnie komponują się ze słodkościami. Lubię patrzeć na pełne zaskoczenia miny moich dzieci czy gości, którzy, gdy dowiedzą się, z czego "to" jest zrobione, przestają na chwilę jeść, by po chwili sięgnąć po dokładkę...

Ostatnio coraz częściej robimy coś słodkiego. Zawsze tak jest jesienią. Latem są to lody, ewentualnie jakiś deser na zimno od czasu do czasu, a jesienią, kiedy zaczyna się szkoła i treningi (dziewczyny pływają), przygotowuję im przekąski, które są zjadane przed lub po treningu. A takie kulki ciecierzycowo-orzechowo-czekoladowe sprawdzają się w tej roli idealnie.



Czekoladowe kulki z ciecierzycy

na podstawie przepisu Veganbanda

110 g suchej ciecierzycy
6 łyżek masła orzechowego
4 łyżki kakao
syrop daktylowy do smaku (lub syrop klonowy, cukier)
1/2 łyżeczki soli - nie dodawać soli, jeśli masło orzechowe zawiera sól
do obtoczenia: kakao, wiórki kokosowe lub inne posypki. U nas idealnie sprawdziły się suszone maliny zmiksowane na puder, dodały kulkom niesamowitego kwaskowatego smaku!

Ciecierzycę zalać wrzątkiem i moczyć przez 2 godziny. Można też zalać na noc zimną wodą i zostawić na 12 godzin. Ugotować na miękko, zajmie to 1-1,5 godziny.

Wszystkie składniki zblendować na gęstą masę, włożyć na ok. godzinę do lodówki, żeby masa stwardniała. Można już po pół godzinie sprawdzić, czy nadaje się do formowania. Ulepić kulki, obtoczyć w pudrze malinowym, schłodzić lub nawet bez wkładania do lodówki zajadać ze smakiem:-).





poniedziałek, 24 września 2018

Chleb żytni razowy radziwiłłowski na zakwasie. Wrześniowa Piekarnia

Jesień w Piekarni Amber rozpoczęliśmy wspaniałym chlebem, ciężkim, razowym, pełnym smaku. Taki jest chleb radziwiłłowski, wpisany przez Ministerstwo Rolnictwa na listę produktów tradycyjnych województwa mazowieckiego. Chleb jest w sumie nieskomplikowany w przygotowaniu, ważna jest jedynie cierpliwość i aktywny zakwas, który poradzi sobie z mąką żytnią razową. Bardzo lubimy takie chleby i często je piekę, ale chleb radziwiłłowski zagościł u nas po raz pierwszy. I oczywiście nie ostatni. 




Chleb żytni razowy radziwiłłowski na zakwasie

przepis z bloga Cztery Fajery

proporcje na małą foremkę

zaczyn
80 g wody
80 g mąki żytniej typ 2000
50 g zakwasu żytniego
Przygotowanie zaczynu: – wszystkie składniki wymieszać, zostawić pod przykryciem na 12 godzin.

składniki
cały zaczyn
200 g wody
210 g mąki żytniej typ 2000
15 g melasy (zamiast melasy można dodać 15 g słodu żytniego lub jęczmiennego)
1 łyżeczka soli

Do zaczynu dodać wszystkie składniki – wodę, mąkę żytnią, melasę (lub słód) i sól. Całość wymieszać, aż wszystkie składniki się połączą. Można to zrobić ręcznie lub mikserem, nie ma potrzeby długiego wyrabiania, wystarczy, że wszystkie składniki się połączą.

Ciasto na chleb przełożyć do keksówki lekko natłuszczonej olejem i wysypanej otrębami lub wyłożonej papierem do pieczenia, przykryć ściereczką i odstawić na 4-5 godzin do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. Po tym czasie ciasto chlebowe powinno podwoić swoją objętość.

Piekarnik nagrzać do temperatury 220-230 st. C (grzałka góra – dół, bez termoobiegu). Piec przez około 10-15 minut, po czym zmniejszyć temperaturę do 200 st. C, wyjąć chleb z formy (zdjąć papier do pieczenia jeśli go używaliśmy) i piec jeszcze około 45-55 minut. Ja bałam się po 15 minutach wyjąć chleb z foremki i zrobiłam to dopiero po 35 minutach. Wyszło dobrze.

Po upieczeniu przełożyć na kratkę i pozostawić na kilka godzin do wystygnięcia. Jeśli postukamy w spód bochenka, dobrze wypieczony chleb powinien wydawać głuchy odgłos. 

Taki chleb nadaje się do jedzenia nawet pod tygodniu od upieczenia.




Chleb radziwiłłowski na blogach:

Akacjowy blog – klik!
Codziennik kuchenny – klik!
Kuchennymi drzwiami – klik!
Kuchnia Gucia – klik!
Moje małe czarowanie – klik!
Ogrody Babilonu – klik!
Proste potrawy – klik!
Stare Gary – klik!
Weekendy w domu i ogrodzie – klik!
W poszukiwaniu slow life – klik!

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Tarte Flambée. Sierpniowa Piekarnia

Tarte flambée to alzacki wypiek, który dzięki Sierpniowej Piekarni Amber wkradł się na pewno już na stałe do naszego rodzinnego menu. Najbardziej spodobało nam się samo ciasto i odtąd każdą naszą pizzę będziemy przygotowywać, wałkując cieniutko ciasto jak do tarte flambée, dzięki czemu staje się ono potem delikatne i chrupiące. 

Moja tarte flambée została co nieco zmieniona, to taka wersja udomowiona. Prawdziwą tarte flambée smaruje się créme fraîche, posypuje cebulą, bekonem i ewentualnie serem. Ja bekon zamieniłam na zielony groszek, a créme fraîche na gęsty jogurt. Ale cieniutkiego ciasta nie można niczym zastąpić, nie da się pójść na skróty, po prostu trzeba je rozwałkować bardzo porządnie, naprawdę bardzo cienko.

Tarte flambée może być pieczona z serem albo bez sera na wierzchu, są różne wersje. Jeśli z serem, to oryginalnie jest to najczęściej münster, ewentualnie inny ser, który dobrze się topi. Ja użyłam mojego domowego sera dojrzewającego.




Tarte Flambée

Ciasto
200 ml letniej wody (lub nieco więcej w zależności od chłonności mąki)
300 g mąki pszennej typ 750 - u mnie orkiszowa typ 700
1/3 łyżeczki soli
10 g świeżych drożdży

Nadzienie
3 – 4 średnie cebule, pokrojone w krążki
2 łyżki masła
150 g wędzonego bekonu pokrojonego w cienkie paski - u mnie zielony groszek
200 ml créme fraîche - u mnie gęsty jogurt
1/3 łyżeczki świeżo utartej gałki muszkatołowej - dodałam chyba drugie tyle, gałka pasuje tu bardzo
sól i pieprz do smaku
200 g tartego żółtego sera do zapiekania

Drożdże rozpuścić w wodzie i wlać do misy miksera. Dodać pozostałe składniki i wyrabiać ciasto przez 10 minut, aż będzie gładkie i elastyczne. Zostawić na 5 minut, żeby odpoczęło i wyrabiać potem jeszcze przez 5 minut. Włożyć do wysmarowanej oliwą dużej miski i zostawić do wyrośnięcia na 30 minut. Po tym czasie przykryć ciasto i wstawić do lodówki na całą noc (maksymalnie na 48 godzin). Wyjąć ciasto z lodówki na 1 i 1/2 do 2 godzin przed pieczeniem.

Na maśle zeszklić cebulę – musi zmięknąć, dodać bekon lub jak u mnie zielony groszek i chwilę smażyć. Créme fraîche (gęsty jogurt) wymieszać z solą, pieprzem i gałką muszkatołową.

Na godzinę przed pieczeniem do piekarnika włożyć kamień do pizzy (lub blachę wyłożoną papierem) i nagrzać go do maksymalnej temperatury (u mnie 300 st. C).

Ciasto podzielić na 2 części. Rozwałkować na blacie lub stolnicy, podsypując mąką, na bardzo cienkie i niezbyt foremne prostokąty lub owalne kształty.

Posmarować placki créme fraîche (gęstym jogurtem) doprawionym solą, pieprzem i gałką muszkatołową, zostawiając wolne 3 cm ciasta od brzegu (te brzegi są potem wyjątkowo pyszne!). Nałożyć cebulę, bekon (groszek) i posypać utartym żółtym serem.

Piec, aż brzegi się mocno zrumienią, 6 -12 min w zależności od temperatury. Ja piekłam 8 minut w 300 st. C.



Tarte flambée na blogach:

Akacjowy blog – klik!
Am.art kolor i smak – klik!
Codziennik kuchenny – klik!
Kuchnia Gucia – klik!
Kuchennymi drzwiami – klik!
Moje małe czarowanie – klik!
Weekendy w domu i ogrodzie – klik!
Ogrody Babilonu – klik!
W poszukiwaniu slow life – klik!
Zacisze kuchenne – klik!

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Piwo imbirowe

Upalne dni nie kończą się, nawet w chłodnym dotąd domu zaczyna robić się za gorąco, pijemy hektolitry wody, ale nie tylko. Upał to okazja do tworzenia innych napojów, które smakują w taką pogodę po prostu niebiańsko...

Dziś napój dla dorosłych: piwo imbirowe. Ma delikatny imbirowy smak, bąbelki i parę procentów, ale chyba niewiele, podobno po tak krótkiej fermentacji może ich nawet wcale nie być. Nie tylko gasi pragnienie - jest pyszne. I łatwe do zrobienia. Proporcje można zmieniać, można dodać więcej cukru, więcej /mniej imbiru. Przepisów na takie piwo jest dużo, ale ten ujął mnie swoją prostotą i krótkim czasem przygotowania.


Piwo imbirowe

na podstawie przepisu z książki "Sztuka fermentacji" S. E. Katza

ok. 200 g świeżego imbiru
4 litry wody
1-2 szklanki cukru (przepis mówi o 2 szklankach, a nawet więcej, ja dodaję 1 szklankę)
drożdże piwowarskie* - ilość zgodnie z instrukcją na opakowaniu
opcjonalnie: sok z 1 cytryny (bez cytryny też wychodzi bardzo smaczne, choć z cytryną jeszcze lepsze)

Imbir pokroić na małe kawałki. Gotować w połowie wody (2 l) przez godzinę. Wsypać cukier, wymieszać do rozpuszczenia, dolać resztę wody. Poczekać, aż całość wystygnie.

Wlać sok z cytryny, dodać drożdże, wymieszać. Zostawić na 1-2 dni, aż pojawią się pęcherzyki powietrza. Przelać napój do butelek, zamknąć je i fermentować przez kolejne 1-2 dni. Schłodzić w lodówce. I gotowe. Jedynie trzeba koniecznie pamiętać o ryzyku eksplozji po zamknięciu piwa w butelkach. Ja zapobiegawczo wkładam butelki do lodówki nawet trochę za wcześnie, a piwo i tak jest musujące.

Autor przepisu poleca jako starter także kefir wodny, wtedy oczywiście zamiast drożdży. Tego wariantu jeszcze nie próbowałam, ale kefir wodny mam i cenię i tego lata będę jeszcze eksperymentować.






poniedziałek, 16 lipca 2018

Puszyste bułeczki z ziemniakami w Lipcowej Piekarni

Lipcowa Piekarnia wypadła akurat wtedy, gdy wyjeżdżaliśmy o świcie w sobotni poranek i wracaliśmy nocą w niedzielę. Bułki upiekłam więc w piątek wieczorem, zrobiłam z nich kanapki i pojechały z nami w drogę. Przez całą sobotę pozostały świeże i puszyste i sprawiły, że zwykłe kanapki na drogę stały się doskonałym daniem.  

Do ciasta dodałam łyżkę maku, tak dla urozmaicenia, małe makowe kropeczki wyglądały uroczo.



Puszyste bułeczki z ziemniakami

przepis z bloga Niki

400 g mąki orkiszowej jasnej
125 ml mleka+25 ml wody
25 g świeżych drożdży
140 g ugotowanych ziemniaków
45 g masła
1 łyżka maku
1 łyżeczka cukru
1 płaska łyżeczka soli

Ugotować ziemniaki, przecisnąć przez praskę lub dokładnie rozgnieść widelcem. Drożdże wymieszać z wodą do rozpuszczenia.
Wszystkie składniki umieścić w misie robota i zagnieść gładkie, elastyczne ciasto. Przykryć misę folią spożywczą i odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości.
ciasto powtórnie zagnieść i podzielić na 10-12 kawałków jednakowej wielkości. Formować bułki, układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Przykryć ściereczką kuchenną i odstawić do wyrośnięcia. Wyrośnięte bułeczki posmarować mlekiem. Piec w 200 st. C 20-25 minut, do zrumienienia,
studzić na kratce.



Bułeczki na blogach:

Akacjowy blog – klik!
Apetyt na smaka – klik!
Codziennik kuchenny – klik!
Konwalie w kuchni – klik!
Kuchennymi drzwiami – Klik!
Kulinarna Maniusia – klik!
Moje kucharzenie – Klik!
Moje małe czarowanie – klik!
Ogrody Babilonu – klik!
Polska zupa – klik!
Weekendy w domu i ogrodzie – klik!
W poszukiwaniu slow life – klik!

piątek, 13 lipca 2018

Chleb z semoliny z Piana degli Albanesi

Piana degli Albanesi to miasteczko na Sycylii z 500-letnią historią. Chleby wypieka się tam od wieków,wspaniałe bochny z chrupiącą grubą skórką, z mąki semoliny. W moim chlebie skórka udała się chrupiąca, ale gruba na pewno nie, choć próbowałam ją uzyskać z tego przepisu już kilka razy. Taki chleb z powodzeniem nadaje się na chleb codzienny, choć u nas wszyscy w domu jednak wolimy razowe zakwasowce, najlepiej z dużą ilością mąki żytniej... Ale tak czy inaczej, ten semolinowy wypiek drożdżowy to bardzo smaczne urozmaicenie w pieczeniu, w sam raz na lato.



Chleb z semoliny z Piana degli Albanesi

z książki M. de Blasi "Smaki południowej Italii"

3 i 1/2 łyżeczki suchych drożdży lub 1 i 1/2 kostki świeżych - ja dodaję 35 g drożdży świeżych
1/2 szklanki ciepłej wody

4 łyżki oliwy z oliwek
1 i 1/2 łyżki miałkiej soli morskiej - dodaję 1 łyżkę
1 i 2/3 szklanki letniej wody

3 i 1/3 szklanki semoliny
1 i 1/3 szklanki mąki uniwersalnej - ja dodaję orkiszową typ 700

2 białka ubite na pianę
2/3 szklanki nasion sezamu

Drożdże rozmieszać w ciepłej wodzie i odstawić na 15 minut.
Wymieszać letnią wodę, sól oraz oliwę, dodać do drożdży.
Mąki zmieszać razem, dodawać w trzech partiach do drożdży z solą, oliwą i wodą, za każdym razem ucierając całość na jednolitą masę.
Wyłożyć na oprószony mąką blat, zagnieść na gładkie, lśniące ciasto - potrwa to około 10 minut.
Przełożyć do miski posmarowanej oliwą, przykryć, zostawić na 1,5-2 godziny, aby ciasto podwoiło objętość.

Po tym czasie przełożyć ciasto na oprószony mąką blat, zagniatać przez minutę lub dwie. Odstawić na kwadrans.

Uformować okrągłe bochenki, mogą być dwa lub trzy, ewentualnie jeden wielki bochen. Ja piekę jeden bochen. Bochenki ułożyć na pergaminie, posmarować białkiem i posypać porządnie sezamem. Przykryć ściereczką i odstawić na 1,5-2 godziny, aby urosły i podwoiły swoją objętość. Jeśli jest ciepło, chleb może wyrosnąć szybciej, mój raz był gotów nawet po niecałej godzinie.

Rozgrzać piekarnik do 230 st. C. Na dno położyć foremkę z kostkami lodu, włożyć bochenki, po 10 minutach obniżyć temperaturę do 205 st. C i piec jeszcze 20-30 minut, a nawet dłużej, jeśli pieczemy jeden wielki bochen.
Wystudzić na kratce. 
Smacznego!

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Rogaliki w Czerwcowej Piekarni

Rogaliki miały być czeskie (zaproszenie Ani do Czerwcowej Piekarni), ale nie śmiałam ich tak nazwać u siebie, ponieważ zmieniłam mąkę na semolinę i wyszły zupełnie inne niż z mąki pszennej czy orkiszowej, a jeszcze do tego wszystkiego nie znam oryginalnych rogalików czeskich, więc nie mam punktu odniesienia. Ale inne - nie znaczy gorsze, wyszły po prostu wspaniałe. Wszyscy domownicy proszą mnie, abym piekła je codziennie. Codziennie to może nie, ale co tydzień upiekę na pewno, szybko się nam nie znudzą. Zresztą w ogóle lubimy semolinowe wypieki.

Poniższy przepis podaję z moimi zmianami.




Rogaliki z semoliny

Składniki na 16 rogalików:

500 g mąki semoliny
300 ml mleka
20 g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru do zaczynu
25 g masła
10 g soli
1 żółtko jaja

1 jajko do posmarowania rogalików
sezam, mak, kminek do posypania

Z drożdży zrobić zaczyn: rozetrzeć drożdże z 1 łyżką mąki, 1 łyżeczką cukru i odrobiną mleka, zostawić na ok. 15 minut, aż zaczyn urośnie. 

Zagnieść mąkę, mleko, masło, sól, zaczyn drożdżowy i żółtko jaja przez około 15 minut, aż ciasto będzie gładkie i umieścić je w lodówce na około 14 godzin czyli najlepiej na noc.

Po wyjęciu z lodówki zostawić ciasto w temperaturze pokojowej przez 1,5 godziny i podzielić na cztery równe części. Pozostawić kawałki ciasta na kolejne 20 minut. Rozwałkować kawałki ciasta na prostokąty, podzielić na cztery trójkąty i zwinąć rogaliki. Pozwolić rogalikom rosnąć przez 45 minut.
Roztrzepać jajko i posmarować nim rogaliki, posypać sezamem, makiem, kminkiem lub solą. Piec w temperaturze 200 st. C przez ok. 20 minut.

Rogaliki z semoliny wyszły żółciutkie i lekkie jak puch, najlepiej smakowały jeszcze na ciepło, bez żadnych dodatków.





Rogaliki na blogach:

Am.art kolor i smak – klik!
Akacjowy blog – klik!
Apetyt na smaka – klik!
Codziennik kuchenny – klik!
Dom z mozaikami – klik!
Idę i myślę – klik!
Kuchennymi drzwiami – klik!
Moje kucharzenie – klik!
Moje małe czarowanie – klik!
Ogrody Babilonu – klik!
Proste potrawy – klik!
Stare gary – klik!
Weekendy w domu i ogrodzie – klik!
W poszukiwaniu slow life – klik!
Zacisze kuchenne – klik!

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Zielony ser dojrzewający ze spiruliną

W serze tym wykorzystałam intensywnie barwiącą spirulinę. Ser zyskał dzięki niej głęboki zielony kolor (zdecydowanie bardziej mocny niż na zdjęciach), a smak pozostał serowy, całe szczęście bez charakterystycznego smaku i zapachu spiruliny. Ciekawie prezentował się na kanapkach (w szkole szczególnie:-)). Czyli smakowo klasyczny żółty ser, natomiast wygląd zdecydowanie niestandardowy...

Lubię urozmaicać moją serową produkcję, szczególnie kolorystycznie. Żeby nie było nudno:-). Często bawię się też ze skórką serową, nadając jej kolor i nowy smak, co spełnia przy okazji również funkcję ochronną dla sera. Tym razem jednak skórka naturalna, choć zielona.




Zielony ser dojrzewający ze spiruliną

10 l świeżego krowiego mleka (robiłam też z koziego i też wyszedł doskonały ser)
1 g bakterii starterowych termofilnych
20 kropli naturalnej podpuszczki w płynie (1:18.000) rozcieńczonej w 50 ml chłodnej niechlorowanej wody

2 łyżeczki spiruliny w proszku

Przygotować spirulinę. Wsypać do 1/2 szklanki wody (najlepiej niechlorowanej) i dokładnie wymieszać.

Powoli podgrzać mleko do temperatury 32 st. C, mieszając często. Jeśli używamy mleka pasteryzowanego, można dodać niecałe pół łyżeczki chlorku wapnia. 
Dodać spirulinę, dokładnie wymieszać. Mleko będzie bardzo zielone:-).
Dodać bakterie termofilne, odczekać 2 minuty, wymieszać, zostawić w temperaturze 32 st. C na  60 minut.

Do mleka dodać podpuszczkę, wymieszać, zostawić w stałej temperaturze 32 st. C na 60 minut.

Po 60 minutach sprawdzić, czy skrzep jest już gotowy. W tym celu zagłębić w skrzepie ostry nóż pod kątem ok. 40 stopni, powinna wytworzyć się wyraźna równa przerwa. Jeśli skrzep nie trzyma kształtu, poczekać jeszcze kilka minut. 

Pokroić skrzep ostrym nożem aż do dna garnka na kwadraty o boku ok. 2 cm, odczekać kilka minut, po czym pokroić skrzep na kawałeczki o średnicy ok. 1 cm, ustawiając nóż najpierw pionowo, a potem skośnie. Zostawić w spokoju na 5 minut pod przykryciem. Przez kolejne 10 minut delikatnie mieszać. Potem w czasie podgrzewania kawałeczki skrzepu jeszcze się zmniejszą. 

Powoli podgrzewać skrzep do temperatury 42 st. C, cały czas delikatnie mieszając. Powinno to zająć ok. godziny. Po osiągnięciu temperatury 42 st. C zostawić skrzep w spokoju na 5 minut, żeby osiadł na dnie. Skrzep powinien być dobrze dosuszony, tzn. ziarna powinny trzymać kształt nawet po lekkim ściśnięciu palcami. Jeśli skrzep jest jeszcze za słaby, mieszać dłużej. 

Przełożyć skrzep do formy wyłożonej chustą / tetrą, wygładzić ewentualne nierówności chusty. Przykryć. 

Prasować pod naciskiem 5 kilogramów przez 30 minut. Wyjąć ser z formy i chusty, odwrócić, znowu zawinąć w chustę i prasować pod naciskiem 5 kg przez godzinę. Wyjąć ser z formy i chusty, odwrócić, znowu zawinąć w chustę i prasować pod naciskiem 10 kilogramów przez 2 godziny. Ostatni raz prasować przez całą noc pod naciskiem 10 kilogramów. Ja po drugim prasowaniu wyjmuję zwykle ser z tkaniny i dalej prasuję bez chusty.

Następnego dnia wyjąć ser z prasy i przełożyć do solanki. W tym celu rozpuścić 0,5 kg soli w 2 litrach gorącej wody, poczekać, aż ostygnie, schłodzić i włożyć ser. Wstawić do lodówki na 12 godzin, w tym czasie po 6 godzinach ser odwrócić.

Po wyjęciu z solanki zostawić w temperaturze pokojowej na 12 godzin albo nawet trochę więcej w celu obsuszenia - skórka powinna być sucha. W tym czasie raz lub dwa odwrócić go.

Następnie umieścić ser w dojrzewalni w temperaturze 12-14 st. C i wilgotności ok. 80-85%. Przez pierwszy tydzień odwracać codziennie, potem można co drugi dzień. Jeśli na skórce zacznie pojawiać się coś podejrzanego kolorystycznie i nie tylko, przemyć solanką.

U mnie ser dojrzewał trzy i pół miesiąca. 



poniedziałek, 21 maja 2018

Chleb śródziemnomorski owsiano-żytni. Majowa Piekarnia

W weekend pieczenia w Majowej Piekarni miałam akurat 1. Komunię mojej najmłodszej Czwartej. Ale przecież chleb trzeba i tak upiec, więc choć początkowo stwierdziłam, że nie ma mowy, że nie dam rady, to ostatecznie upiekłam, bo czas na chleb tak czy inaczej musiał się znaleźć. Dobę jednak da się rozciągać:-).

Tym razem w Piekarni Amber upiekliśmy bardzo ciekawy chleb owsiano-żytni ze śródziemnomorskimi przyprawami. Doskonały, aromatyczny, inny niż dotychczasowy codzienny. Nie dokonywałam żadnych zmian w przepisie, wszystkie przyprawy pasują idealnie.




Chleb śródziemnomorski owsiano-żytni

Zaczyn:
100 g zakwasu
100 g mąki żytniej razowej
200 ml ciepłej wody
Składniki wymieszać i zostawić w temperaturze pokojowej na 5 godzin.

Ciasto:
340 g mąki owsianej
340 g mąki żytniej jasnej typ 720
2 łyżeczki soli himalajskiej
700 ml wody
2 łyżeczki czarnuszki
20 suszonych pomidorów
2 łyżeczki mieszanki suszonych pomidorów z czosnkiem i bazylią
2 łyżeczki tymianku
10 łyżek pestek dyni
10 łyżek siemienia lnianego

Do zaczynu dodać wszystkie składniki, wymieszać do połączenia. Przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na całą noc. Następnego dnia ciasto zamieszać i przełożyć do foremek, posypać pestkami dyni. Odstawić do wyrośnięcia.

Chleb piec w nagrzanym do temperatury 250 st. C piekarniku przez 15 minut, potem zmniejszyć temperaturę do 210 st. C i piec kolejne 45 minut. Dobrze jest na dnie piekarnika umieścić naczynie żaroodporne z wodą.





Chleb owsiano-żytni na blogach:
Akacjowy blog – klik!
Amartkolor – klik!
Konwalie w kuchni – klik!
Kuchennymi drzwiami – klik!
Kuchnia Gucia – klik!
Kulinarna Maniusia – klik!
Ogrody Babilonu – klik!
Para w kuchni – klik!
Proste potrawy – klik!
W poszukiwaniu slowlife – klik!
Zacisze kuchenne – klik!

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Warkocz na zakwasie. Kwietniowa Piekarnia

Ciasta na zakwasie lubimy za tę "inność", to ciasta z charakterem, wyczuwa się lekki posmak zakwasu, ale tak pozytywnie. Nie czerstwieją tak szybko, inna sprawa, że nie mają na to czasu, bo po prostu znikają. Nie są tak lekkie i puszyste jak inne ciasta, jednak zdecydowanie wolę je od wszystkich innych. Z ciast na zakwasie pokazywałam już chałkę waniliową i trójkolorową, ciasto z jabłkami, ciasto czekoladowe. A dziś polecam warkocz na zakwasie, który upiekliśmy w Piekarni Amber z niezawodnego przepisu Mirabbelki.

Ciasto rośnie przepięknie jak na drożdżach albo i lepiej. Po zapleceniu, ponieważ nie robiłam wieńca, musiałam ułożyć je na blasze po przekątnej, gdyż inaczej nie chciało się  zmieścić. Potem jeszcze szalało w trakcie pieczenia i w sumie powstał warkocz-gigant. Jedyny minus to moja mąka, która miała kolor niezbyt ciastowy, taki szarobury i smętny, i taki kolor już pozostał.  



Warkocz na zakwasie

Zaczyn

całość pszennego ciasta zakwaszonego, przygotowanego metodą 3-stopniową z użyciem mleka zamiast wody*. 
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
Zagnieść, dodając odrobinę mąki, aby utworzył się miękki zaczyn. Ilość mąki zależy od gęstości ciasta zakwaszonego - u mnie 1 czubata łyżka.
Przykryć, odstawić w ciepłym miejscu na około 1 godzinę.

Ciasto

350 g mąki pszennej
100 ml letniego mleka
60 g cukru
40 g płynnego masła
łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią 
1 jajko

Wszystkie składniki zagnieść, aż utworzy się gładkie ciasto odstające od ręki i miski, a na powierzchni zaczną pojawiać się pęcherzyki powietrza. Można użyć robota. Przykryć, odstawić do wyrośnięcia na ok 1,5 godziny. Ciasto po tym czasie przyrasta dwukrotnie.

Następnie wyjąć, podzielić na 3 części, z każdej uformować wałek. Z wałków zapleść ostrożnie warkocz i połączyć w wieniec - ja wieńca nie robiłam, u mnie wyszła bardziej chałka. 

Ułożyć na blasze, przykryć folią posmarowaną tłuszczem i odstawić jeszcze raz do wyrośnięcia na ok. 40 minut, ciasto w tym czasie powinno co najmniej podwoić swoją objętość.

Rozgrzać piekarnik, warkocz posmarować rozmąconym jajkiem i posypać makiem.

Piec w temperaturze 200 st. C ok. 40-45 minut do zbrązowienia.

*Zakwas pszenny:
I faza
1 łyżka zakwasu żytniego
50 g mąki pszennej
50 g mleka
Wymieszać i odstawić w ciepłe miejsce na noc.

II faza
ciasto z I fazy + 50 g mąki + 45 g mleka
Wymieszać i odstawić w temperaturze 25 st. C na 5 godzin.

III faza
ciasto z II fazy + 30 g mąki + 50 g mleka
Wymieszać i odstawić na kolejne 5 godzin.



Kwietniowa Piekarnia na blogach:
Gotuj zdrowo. Guten Appetit! – klik!
Konwalie w kuchni – klik!
Kuchnia Gucia – klik!
Kuchennymi drzwiami – klik!
Moje małe czarowanie – klik!
Ogrody Babilonu – klik!
Weekendy w domu i w ogrodzie – klik!
W poszukiwaniu Slowlife – klik!